Jedrzejczyk reprezentacja Polski

Co Legia zyskała na mundialu?

Polacy zgodnie z oczekiwaniami nie przeszli reprezentacji Mistrzów Świata i zostali zmuszeni do opuszczenia hotelu i skierowania się na lotnisko. Tym samym turniej w Katarze pożegnali ostatni Legioniści, więc śmiało można go podsumować z perspektywy kibica „Wojskowych”, co też uczynię poniżej. Zatem, co Legia zyskała na Mundialu?

Minuty „Mladena” na boisku

Jeżeli któryś z kibiców Legii nie był przekonany do oglądania meczu Brazylia – Serbia, to z pewnością mógł zmienić zdanie po tym, jak zobaczył wyjściowy skład popularnych „Orłów”. Otóż na wahadle mogliśmy zobaczyć dobrze nam znanego Filipa Mladenovicia, co – mimo tego, że Legionista ma za sobą dobrą rundę – było sporym zaskoczeniem. „Mladen” skorzystał na drobnym urazie swojego kolegi z kadry i wskoczył do podstawowego składu, grając na stronie, po której swoje rajdy przeprowadzał Raphinha.

66 minut, które Mladenović spędził na boisku można podsumować zdaniem – „wstydu nie było”. 31-latek grał wzdłuż całego boiska (co idealnie pokazuje poniższa heat mapa), zaliczył jeden niecelny strzał oraz dobrze dośrodkował na głowę Mitrovicia, ale niestety ten z tego nie skorzystał w należyty sposób. Widać było, że Legionista co rusz pokazywał się kolegom do grania, ale oni za bardzo nie chcieli korzystać z jego usług, nie mając chyba zbyt dużego zaufania do jego umiejętności. A szkoda. „Mladen” zszedł z boiska przy stanie 0:1, kiedy trener Serbów postanowił rzucić się do odrabiania strat. Oto liczby Mladenovicia ze spotkania z Brazylią, które zakończyło się wynikiem 2:0 dla „Canarinhos”.

  • Kontakty z piłką 32
  • Celne podania 14/17 (82%)
  • Przerzuty (celne) – 1(0)
  • Długie piłki (celne) – 1(1)
  • Próby dryblingu – 2(0)
  • Pojedynki (wygrane) – 4(0)
  • Pojedynki powietrzne (wygrane) – 1(1)
  • Utracone posiadanie – 8
Heat mapa Filipa Mladenovicia z jego występu przeciwko Brazylii

To był jedyny mecz Mladenovicia na tegorocznym mundialu. Serbia odpadła w fazie grupowej, kończąc turniej na ostatnim miejscu w grupie z jednopunktowym dorobkiem.

Czy Legia w jakikolwiek sposób skorzysta na dobrym występie Serba? Chciałbym odpowiedzieć, że tak, ponieważ w zimie po 31-latka mogą się zgłosić kluby z pokaźnym budżetem, ale patrząc na to, że wraz z końcem sezonu zawodnik zostaje z kartą na ręku, można porzucić takie spekulacje. Chyba, że Zieliński i spółka odpowiednio zadziałają z przedłużeniem umowy. Pytanie tylko, czy nie jest już za późno? Mladenović w programie Liga Plus Extra deklarował, że chciałby usiąść do negocjacji, ale nie było póki co żadnej oferty z klubu. Teraz, kiedy skończył się turniej, na którym zaliczył dobre 66 minut przeciwko Brazylii, pozycja negocjacyjna Legii może być znacznie osłabiona.

Zbudowany „Jędza” z rekordem

Artur Jędrzejczyk miał marginalny wpływ na to co działo się na boiskach w Katarze, co nie zmienia faktu, że najprawdopodobniej wraca do Warszawy naładowany pozytywną energią. Takiego można było go zobaczyć na materiałach kanału Łączy Nas Piłka. Już po zameldowaniu się w hotelu popularny „Jędza” żartował, że Pazdan i Mączyński też niedługo dojadą. Na spotkaniu z premierem Morawieckim też tryskał humorem, siedząc obok Matty’ego Casha i prowokując go do wymiany zdań z przedstawicielem rządu. Widać było po nim, że dobrze mu zrobiło to powołanie i nie za bardzo miał zamiar się przejmować wszechobecną krytyką. Zresztą, sam dał temu wyraz, wpraszając się na wywiad z Mateuszem Wieteską w Foot Truck’u. W tymże powiedział, że wszyscy krytykujący jego powołanie mogą sobie narzekać, ale pod stołem i nie zamierza się tym przejmować. I dobrze.

A wcale tak być nie musiało. Jędrzejczyk na jednej z konferencji przyznał, że myślał o zakończeniu kariery reprezentacyjnej, ale odwiódł go od tego Grzegorz Krychowiak, który trenował z warszawskim zespołem. „Dawaj Jędza! Potrzebujemy Cię! Jesteś ważny!” – miał mówić „Krycha”. Dzięki temu obrońca „Wojskowych” nabrał pewności siebie i mógł na treningach w Katarze popisać się dobrym strzałem zza pola karnego, który został uwieczniony przez kamery ŁNP (gol na treningu zobaczycie poniżej w 13:02).

Najważniejszego jednak dokonał na boisku, bowiem został wprowadzony w dosyć krytycznej sytuacji w meczu z Argentyną, kiedy Polska drżała nie tylko o swój wynik, ale i o wynik Meksyku z Arabią. Czesław Michniewicz wykazał się odwagą, wpuszczając obrońcę Legii w 72. minucie za Bartosza Bereszyńskiego, ponieważ w grę wchodziła również klasyfikacja fair play, a nie jest tajemnicą, że „Jędza” potrafi kolekcjonować żółte kartki jak mało kto. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, Polska nie straciła gola, a Jędrzejczyk został najstarszym zawodnikiem w historii reprezentacji Polski, który zagrał na mundialu (35 lat i 26 dni).

Czy ten pobyt da Legii coś wymiernego? Raczej nie, bo Jędrzejczyk za mało zagrał i jest już wiekowym zawodnikiem, przez co jest niesprzedawalny. Z drugiej strony, forma 35-latka może wzrosnąć, ponieważ mógł na nowo czuć się docenionym po tym, jak Kosta Runjaić odebrał mu kapitańską opaskę na rzecz Josue.

Bezcenne doświadczenie „Tobiego”

Kacper Tobiasz jeszcze na początku tego roku był na wypożyczeniu w Stomilu Olsztyn, kiedy w Warszawie zastanawiano się, czy Cezary Miszta zdoła zastąpić Artura Boruca. Ba, sam Grzegorz Szamotulski, który opiniował za kandydaturą Miszty na naszych łamach, przekonywał, że to on będzie bramkarzem Legii w najbliższych latach. Jak ta historia się potoczyła, wszyscy doskonale wiemy. Tobiasz po powrocie z wypożyczenia został pierwszym bramkarzem Legii i zarazem jedną z wiodących postaci „Wojskowych”.

Fot. Mateusz Czarnecki

Czesław Michniewicz, jako nagrodę za obecny rok postanowił powołać tego bramkarza na towarzyskie mecze tuż przed Mundialem, a następnie zdecydował nawet dokooptować 20-latka do sztabu reprezentacji. Kiedy z Włoch przyszła informacja, że Bartłomiej Drągowski odniósł ciężką kontuzję, wykluczającą go z udziału w turnieju, wielu kibiców z Polski myślało, że to właśnie Tobiasz wskoczy w jego miejsce. Selekcjoner pozostał jednak nieugięty wobec hierarchii i miejsce Drągowskiego zajął Kamil Grabara.

Jeżeli rolę „Jędzy” w kadrze uznałem za marginalną, to przy Tobiaszu trzeba przyznać, że była znikoma. Znów będę się powoływał na materiały z kanału Łączy Nas Piłka. Legionistę często można było zobaczyć przy liderach kadry. Tobiasz na pierwszym dniu zgrupowania pokazywał zdjęcie, które zrobiono mu ze Szczęsnym 5 lat temu. Wtedy obu dzieliła przepaść, a teraz razem trenowali i ten młodszy mógł podglądać bardziej doświadczonego kolegę, który był w życiowej formie.

Fot. Legia Warszawa / Archiwum prywatne Kacpra Tobiasza

Nie ma co ukrywać, że w tym momencie nic lepszego nie mogło się zdarzyć Tobiaszowi. Nie dość, że poczuł magię największego turnieju na świecie, to jeszcze mógł podpatrywać Szczęsnego, który bronił, jak w transie. Żaden z bramkarzy w Polsce nie miał takiego szczęścia, żeby trenować na co dzień pod okiem Krzysztofa Dowhania, obserwować Artura Boruca w ostatnich dniach jego kariery oraz trenować ze Szczęsnym, który – jeszcze raz to powtórzę – był w życiowej formie. To może tylko zaprocentować, więc na wiosnę możemy się spodziewać jeszcze lepszego Tobiasza.

Niespełna 3 miliony piechotą nie chodzą

Jakiś czas temu FIFA uruchomiła Club Benefits Programme, który polega na płaceniu klubom za to, że ich piłkarz jest na Mistrzostwach Świata. Ten program działa nie tylko na piłkarzy z obecnej kadry, ale też na tych, którzy grali w danym klubie nawet dwa lata temu. Legia zatem dostanie pieniądze za:

  • Filipa Mladenovicia
  • Artura Jędrzejczyka
  • Mateusza Wieteskę
  • Josipa Juranovicia

Legia za pobyt wyżej wymienionych piłkarzy zgarnęła na poziomie 1/8 finału 620 tys. $. Dziś już wiemy, że do tej kwoty trzeba będzie doliczyć 1/3 z 10 tys. $ za każdy dodatkowy dzień Josipa Juranovicia, który przed chwilą awansował do ćwierćfinału. Bez tych dodatkowych dni Legia na ten moment może liczyć na 2 758 504 zł wpływu do klubowej kasy. Co to oznacza dla Legii i czy Jacek Zieliński będzie mógł przeznaczyć tę kwotę na transfery? Po odpowiedź na te pytania zwróciłem się do Marcina Żuka:

Nie opublikowano jeszcze wyników finansowych Legii za rok 2021/2022, ale zakładam, że ze względu na udział w Lidze Europy będą one lepsze, niż we wcześniejszych latach. Niestety, w tym roku pucharów znowu nie ma, koszty operacyjne i finansowe wzrosną w związku z ogólną sytuacją gospodarczą, więc każdy wpływ gotówki zostanie w klubie przyjęty z radością. Dotyczy to zarówno przychodów z dnia meczowego (kontekst świetnej frekwencji w rundzie jesiennej), goszczenia Szachtara Donieck przy Łazienkowskiej (nie znamy kwot), jak i przychodów z tytułu udziału zawodników w turnieju w Katarze. Przypuszczam, że potrzeby finansowe są na tyle duże, że klubu nie stać na zignorowanie ofert kupna zawodników, jeśli takowe się pojawią.

Z powyższych słów wynika jasno, że Jacek Zieliński nie kłamał dziennikarzom, mówiąc, że aby kupić nowych piłkarzy w zimowym oknie musi wpierw sprzedać zawodnika z obecnej kadry. Cóż, cytując klasyka: „taki mamy klimat”.

Podsumowanie

Jak widać, Legia oprócz pieniędzy z FIFA nie może liczyć na materialne korzyści bezpośrednio po skończonym turnieju. Istnieją jednak spore przesłanki do tego, żeby sądzić, że każdy z wyżej wymienionych piłkarzy powinien wrócić do klubu naładowany pozytywną energią, co może wpuścić trochę świeżego powietrza do szatni „Wojskowych”. A trochę by się to przydało, patrząc na sytuację z wczorajszego sparingu z GKS-em Tychy, gdzie Josue nie tylko chciał „wymierzyć sprawiedliwość” przeciwnikowi, ale i swojemu koledze z drużyny.

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Typer KSOL – podsumowanie po 18. i 19. kolejce Ekstraklasy

Za nami siedemnasta kolejka sezonu w wykonaniu Legionistów i jednocześnie dwudziesta kolejka typera Kilka Słów o Legii. To podsumowanie będzie o tyle wyjątkowe, że podsumujemy dwie ostatnie kolejki, ponieważ mamy zaległości w tym temacie. Sprawdźcie, którym z użytkowników Twittera poszło najlepiej z wytypowaniem wyniku „Wojskowych”.

Pusta kasa lepsza od miedziaków

Mówi się, że pieniądze nie grają. Zawsze byłem sceptyczny wobec tego stwierdzenia. Wszak przeczą mu statystyki, zresztą wystarczy obejrzeć mecze polskich drużyn w europejskich pucharach, gdy nie są już rozstawione. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają tę regułę. Tymczasem biedna Legia w tej rundzie punktowo 6 na 6. I pal licho te punkty. Co najważniejsze, w tych skrajnych warunkach, gdy młodzi sami muszą płacić za jedzenie, gdy toniemy w długach, gramy po prostu dobrze w piłkę. Wystarczy porównać nasze mecze z tymi rozgrywanymi przez naszych rywali, nawet tych, których plakaty nad łożkami i pod kołdrami mają mejweni. O, pardon, zapomniałbym. Ta nasza dobra gra trwa póki co 65 minut, a może cezurą jest tu wcale nie czas, lecz strata bramki. Bliżej mi do tej teorii, a tym samym wszyscy rządkiem do psychologa. Może Iga Świątek pomoże i Daria Abramowicz kogoś poleci.

Poważny sprawdzian

Legię w najbliższą sobotę czeka bardzo poważny sprawdzian w meczu z Zagłębiem. Na pewno będzie to trudniejsze spotkanie niż z Koroną, która momentami bała się grać w piłkę na Łazienkowskiej. Powodów jest kilka – zawieszenie Bartosza Kapustki, który obejrzał czwartą żółtą kartkę. Do tego dochodzi kontuzja Carlitosa, który nie zagra przez następne kilka tygodni. I powód numer 3. – Legia zmierzy się z drużyną trenera Fornalika na wiosnę, co zawsze samo w sobie jest sporym wyzwaniem.

Strzykawka z dwiema dawkami pokory

Przez 65 minut byłem zajęty przede wszystkim wymyślaniem błyskotliwego tytułu. Takiego, który oddawałby naszą świetną grę, bezradność rywala, bardzo dobry wynik. Przez ponad cztery kwadranse zastanawiałem się także nad tym, czy to my jesteśmy tacy dobrzy? Czy też Korona taka słaba. Okazuje się, że ani to, ani to. Po prostu rywale nam pomagali przez większą część meczu, my im przez mniejszą. Dlatego ostatecznie 3 punkty zostają, całe szczęście, w Warszawie.

Wracamy do gry!

Po długim oczekiwaniu wraca Ekstraklasa, a co za tym idzie Legia po niespełna 77 dniach wraca do gry o stawkę (gdyby kogoś szczególnie interesowały liczby – od ostatniego spotkania do pierwszego gwizdka w niedzielę minie około 6636600 sekund). Całe szczęście w końcu będziemy mogli zobaczyć trochę poważnego futbolu – ile można oglądać lig zagranicznych czy Mistrzostw Świata, chyba wszyscy tęskniliśmy za wieczorami z naszą kochaną ligą i nareszcie się doczekaliśmy! Na start rundy czeka nas spotkanie z przedostatnią w tabeli Koroną Kielce. Cel? Pewne zwycięstwo i 3 punkty.