zarówno new

Do lata, do lata… [Zarówno w ofensywie, jak i defensywie, odc. 13]

Nie wiem czemu, ale do czwartkowego meczu z Molde zasiadłem totalnie bezrefleksyjnie i bez emocji. Nie było tradycyjnego dreszczyku, pocących się rąk. Jak mówi staropolskie przysłowie – niby człowiek wiedział, ale się łudził. Od resetu latem 2022 roku Kosta Runjaić i Jacek Zieliński dostali od wszystkich duży kredyt zaufania. A teraz coraz głośniej zewsząd słychać głosy – sprawdzam. I słusznie.

Ostatni raz Legię tak bezradną w meczu pucharowym u siebie z przeciwnikiem będącym teoretycznie w zasięgu widziałem chyba jesienią 2020 roku z Karabachem, kiedy też skończyło się 0:3. Norwegowie lejąc nas wczoraj przy Łazienkowskiej dołączyli do elitarnego grona zespołów, które w ostatniej dekadzie wbiły Wojskowym w stolicy co najmniej 3 bramki:

  • 2015 – Ajax Amsterdam 0:3;
  • 2016 – Borussia Dortmund 0:6, Real Madryt 3:3;
  • 2020 – Karabach Agdam 0:3;
  • 2021 – Napoli 1:4;
  • 2024 – Molde 0:3.

Co mnie najbardziej przeraziło w czwartek i w niedzielę obserwując mecz z Puszczą? Brak pomysłu. Całkowity. Beniaminek postawił autobus, a Legioniści totalnie nie wiedzieli co z tym fantem zrobić, jak ominąć te dobrze zorganizowane zasieki. Nic nie wychodziło ani na bokach, ani środkiem. Na liczniku nabijały się kolejne podania, kolejne rzuty rożne i nic. Podopiecznym Tomasza Tułacza wystarczył jeden konkretny wypad, tradycyjna seria błędów we własnym polu karnym i nieszczęście gotowe. A potem to już tylko walenie głową w mur i rozpaczliwe próby uratowania choćby punktu. Wczoraj było jeszcze gorzej, choć po drugiej połowie na Aker Stadion tliła się jakaś nadzieja, że może uda się szybko strzelić na 1:0, w końcówce jak z AZ Alkmaar podwyższyć na 2:0 i cieszyć się z awansu. Pofantazjować można.

Jak się robi idiotów z kibiców

To wszystko nie było wczoraj możliwe, bo Legia wyszła na plac w 12. Tak w 12. Bo razem z zawodnikami grał znany włoski piłkarz – Gianfranco Obsranco. Pierwsza akcja, gong i to by było na tyle. Rafał Augustyniak po meczu stwierdził, że trafienie Fredrika Gulbrandsena podcięło warszawianom skrzydła. Z całym szacunkiem, ale to jest już robienie z nas, kibiców, idiotów. Takie frazesy to jest nic innego, jak jawne plucie w twarz tym, którzy to „widowisko” oglądali. Tu niestety nie ma mowy o podcinaniu czegokolwiek, bo nic nie funkcjonowało. Przecież ten zespół przez niemal całą pierwszą połowę miał problem z rozegraniem jakiejś składnej akcji, przyspieszeniem, zaskoczeniem rywala. Rywala, który ligę zaczyna pod koniec marca. Wracając do „Augusta” to sam wiele razy optowałem za przesunięciem go do środka pomocy, po kolejnych wielbłądach, jakie popełniał w defensywie. Wybaczcie. To nie ma racji bytu ze względu na brak szybkości, zwrotności, tempa reakcji na wydarzenia, które dzieją się wokół niego. Ale po odejściu Bartosza Slisza ktoś grać musi i tu już kamyczek, a w zasadzie spory kamień do ogródka Jacka Zielińskiego i Radosława Mozyrki.

Budżet się zepnie, tylko czy o to nam chodzi?

Po transferze Slisza do USA wiadomo było, że o pozyskanie następcy o zbliżonej klasie będzie trudno, przede wszystkim ze względu na fundusze. Ściągnięto co prawda Qëndrima Zybę, ale pierwszy mecz z Molde pokazał, że wejście na odpowiedni poziom sporo potrwa. Sytuacja się jednak zmieniła, bo oto działacze Besiktasu zgłosili się po Ernesta Muciego i wyłożyli zaporową jak się wydawało kwotę 10 mln €. Minęło 10 dni, pion sportowy działa, szuka, stara się, ale efektów nie widać. Słyszymy za to, że generalnie skupiamy się na letnim okienku transferowym, podczas którego łatwiej ściągnąć dobrego zawodnika, np. z kartą na ręku, bo przed chwilą skończył mu się kontrakt. Byłem w stanie zrozumieć taką strategię przed 9 lutego, ale nie jestem w stanie zrozumieć jej teraz. My w tej chwili nie jesteśmy liderem z kilkupunktową przewagą. Ba, nas nawet nie ma na podium. Stawka w tym sezonie jest bardzo wyrównana i walka o pierwszą trójką będzie ciężka i zacięta do samego końca. A Wojskowi bez choćby jednego wzmocnienia, nowego, kreatywnego pomocnika do środka, który podniesie jakość rozegrania, mogą mieć naprawdę spory problem, żeby się do tej trójki załapać. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że brak europejskich pucharów to będzie dla klubu katastrofa. Może i budżet po zarobieniu ponad 13 mln€ się zepnie, ale czy o to nam chodzi? Albo podejmiemy ryzyko i zainwestujemy 1,5 mln-2mln€ w zawodnika gotowego na tu i teraz, albo za 3 miesiące możemy się obudzić z ręką w nocniku, tracąc miliony złotych z przychodów z gry w Europie, obniżając dodatkowo i tak śmiesznie niski współczynnik UEFA. Tu już nie ma miejsca na za przeproszeniem – dziadowanie i szukanie graczy w uczciwej cenie, czyli za darmo. Jeśli rzeczywiście skauting systematycznie obserwuje kandydatów do gry w Warszawie i ma stworzony ranking, teraz ma okazję do tego, żeby się wykazać. Usprawiedliwienie w postaci budżetu transferowego „zero złotych, zero euro” przestało obowiązywać. Oczyszczono kadrę z niechcianych graczy, odblokowując środku z ich kontraktów. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby dać Koście Runjaiciowi nowe narzędzie(a). No tak, Kosta Runjaić. To już zupełnie oddzielna opowieść.

Efekty podwórkowego grania

Niemiec w poprzednim sezonie współpracując z nowym, nazwijmy to, tandemem zarządzającym Herra-Ziliński, wyciągnął Legię z syfu, w jaki wpadła jesienią 2021 roku. Chyba każdy chciałby, aby tak wyglądał sezon przejściowy. Mnóstwo dobrych spotkań, zero porażek u siebie, zdobyty Puchar Polski po 5 latach przerwy i tylko tej końcówki sezonu szkoda, bo można było bić się o mistrza z Rakowem nieco dłużej. Pozycja startowa przed kolejnymi rozgrywkami była jednak naprawdę dobra. Sezon 2023/2024 Wojskowi firmują od jego początku wesołym futbolem, żeby nie powiedzieć brutalnie podwórkowym. O ile na początku, opakowane pijarowo przez dział promocji klubu, jakoś to wszystko można było przełknąć, to z biegiem czasu zrobiło się niestrawne i niesmaczne. Kolejne mecze i kolejne tracone gole, gra bez defensywnej odpowiedzialności z nastawieniem na rozrywkę, aby kibic dobrze bawił się oglądając spotkania z wynikami 5:3, 4:3 czy 3:2 zaprowadziła nas w ślepy zaułek. Przestaliśmy strzelać, ale nie przestaliśmy tracić. Kosta Runjaić przepadł chyba w niezbyt twórczym chaosie, szczególnie jeśli chodzi o defensywę i do tej pory nie potrafi się z niego wydostać. Pisałem już o tym w październikowym tekście, a teraz postanowiłem nieco ten wątek uaktualnić. Zagraliśmy w obecnym sezonie 38 meczów (Ekstraklasa, Puchar Polski, Superpuchar Polski, Europejskie Puchary). Szkoleniowiec Legii wystawił w nich 13 różnych wariantów trójki stoperów. 13 (!). Najczęściej stawiał na tercet Jędrzejczyk – Augustyniak – Ribeiro (7 razy) oraz Pankov – Jędrzejczyk – Ribeiro (6 razy). Straciliśmy w tych meczach 50 goli, co daje 1,32 gola na mecz. W porównaniu do kampanii 2022/2023, od chwili przejścia na grę trójką z tyłu zagraliśmy wówczas 29 spotkań, w których trener wystawiał 8 różnych wariantów defensywnego tercetu, a najczęściej wychodził w zestawieniu Nawrocki – Augustyniak – Ribeiro (7 razy). Legioniści dali sobie wbić we wspomnianych starciach 26 bramek, co daje 0,93 bramki na mecz. Nikt nie powie mi, że wzrost średniej traconych goli o 0,39 nie jest związany z trwającą od miesięcy niedorzeczną rotacją, która nie pozwala zgrać się linii defensywnej w choćby minimalnym stopniu.

Oczywiście gra defensywna to nie tylko obrońcy, ale choćby bramkarz i tu także dochodzimy do personalnych decyzji Kosty, bo sądzę, że wystawiając Kacpra Tobiasza w jego obecnej formie, zarówno czysto piłkarskiej, jak i najwidoczniej także mentalnej, robi mu po prostu krzywdę. To nie działa ani na korzyść zawodnika, który udowodnił już przecież swoją wartość wiele razy, ani dla klubu. Dziwne pomysły i nieefektywne rozwiązania w wykonaniu trenera Legii zdają się w ostatnim czasie nawarstwiać i nie jest to dobry prognostyk. Marginesu błędu w lidze nie ma już wcale, mecze z bezpośrednimi rywalami do walki o tytuł, choć może rozsądniej będzie napisać o podium, przed nami, a światełko w tunelu coraz mniejsze. Patrząc obiektywnie, źle dzieje się z grą zespołu od października, a w międzyczasie zdarzyły się jedynie drobne przebłyski.

Słowem podsumowania

Tak jak nasz pion sportowy, wszyscy z utęsknieniem czekamy do tytułowego lata. Mam jednak coraz więcej wątpliwości, czy w obecnej sytuacji dyrektor sportowy z szefem skautów mogą sobie na takie czekanie pozwolić. Już za chwilę może się bowiem okazać, że w sumie to te wzmocnienia jedynie na Ekstraklasę i Puchar Polski nie są aż tak pilne, a w pierwszej kolejności trzeba rozglądać się za nowym trenerem i myśleć, jak to wszystko od nowa poukładać. A przecież według wyliczeń miało k*rwa wyjść inaczej.

Dawid Ziółkowski

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

kibice też piszą

Głos kibica: Już było dobrze

Cytując Jacka ze „Ślepnąc od świateł” – Już było dobrze, już było dobrze. Wydaje się, że właśnie to myśli teraz spora część kibiców Legii Warszawa, patrząc na obecną sytuację klubu. Można odnieść wrażenie, że dopiero chwilę temu w tym samym sezonie Legia po heroicznej walce odwróciła losy w Wiedniu i Szczecinie, przy okazji pokonując drużynę z Premier League w europejskich pucharach. Strzelała dużo bramek, jednocześnie tracąc ich niewiele mniej, ale bilans w większości przypadków kończył się pozytywnie – tak mogłoby się wydawać, ale czas mija nieubłagalnie. No i właśnie… już było dobrze.

Miotła nowa beznadzieja stara

Komentatorzy w Canal Plus wmawiali nam, że oglądamy intensywny, dobry mecz. Taki był wspaniały z naszej strony, że zanotowałem jakieś sześć zdań o godnych naszej

Minimalizm się zemścił

Remis z Jagiellonią wyrzuca nas na dobre z walki o wygranie ligi. Do pucharów blisko i daleko. Niby trzy punkty to niewiele, ale ewentualna przegrana

Przełamania dały komplet punktów

Tak to powinno wyglądać. Jedziemy do, bądź co bądź, ligowego średniaka i pewnie wygrywamy. Wystarczyło mieć bramkarza, napastników, ograniczoną ilość wylewów w obronie, logiczne zmiany