miasto stoleczne warszawa trybuny

Przez cierpienie do zwycięstwa

Ależ to był koszmarny mecz do oglądania. Magik z Portugalii zamieszał i zagraliśmy przedziwną taktyką, gdzie Gual za partnera w ataku, praktycznie w poziomie, miał Wszołka. Dzięki temu Morishita mógł zagrać tam gdzie lubi i szczególnie w pierwszej połowie szło mu słabiutko. Nie ma co się dziwić trenerowi, że kombinuje. Z tak wąską kadrą robi co może. Wyszło jak wyszło. Wygraliśmy pierwszy raz od 1 kwietnia i co najważniejsze będą jeszcze emocje w tym sezonie, zachowaliśmy szanse na puchary. Wydaje się, że zarówno Górnik, jak i Śląsk są do przeskoczenia. Tylko trzeba poprawić grę. Nie zawsze będziemy mieli tyle szczęścia co dziś.

Gospodarzom zapału starczyło tak na trzy minuty. Potem stanęli i czekali, a my atakowaliśmy. Po swojemu, czyli wolno, dostojnie, bez elementu zaskoczenia. W końcu do gry wkroczył Jędrzejczyk (zagrał awaryjnie za Pankova). Zderzył się w polu karnym rywali z Gualem, piłka leciała do Wszołka, którego z buta potraktował rywal. Karnego pewnie wykorzystał Josue. To była 21. minuta meczu. W 37. patelnię zmarnował Wszołek. Gual świetnie wypuścił go sam na sam. Był czas, było miejsce, wyszedł niecelny strzał. Kto nie podwyższa na 2:0, ten remisuje 1:1. Hładun w prostej sytuacji wybił wyżej, niż dalej, jeszcze wyratował go Augustyniak. Po chwili jednak gospodarze dokładnie dośrodkowali na drugi metr, gdzie naszego bramkarza nie było, a mały Japończyk nie wygrał główki (to dopiero niespodzianka) ze Szukrinem i pyk, remis. Nie wiem kto będzie u nas bronił w przyszłym sezonie. Oby to nie był jednak Tobiasz (babole już nawet w rezerwach), czy jednak niepewny nadal Hładun.

W drugiej połowie Stal nadal stała. My też, ale na ich połowie. Kilka razy urwał się Japończyk. Tylko co z tego? Ano znowu nic. Niezależnie od tego, czy gra na lewej czy prawej stronie nie daje żadnych konkretów. Podobno z nami zostaje. Fajnie. Oby tylko nie skończyło się tak, że zapamiętamy go tylko z uśmiechu. W 76. minucie wreszcie wykorzystaliśmy szansę na szybki atak. Josue wypuścił Wszołka prawą stroną, ten dobrze zagrał do środka. Augustyniak strzelając podał idealnie do tyłu nadbiegającemu Kapustce, który mocnym, płaskim strzałem w lewy róg bramkarza wyprowadził nas na prowadzenie. Po chwili na boisku pojawili się Urbański i Rosołek. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że to będą świetne zmiany. Sędzia doliczył aż 7 minut. Młody Urbański już po 90-ej minucie pokazał ambicje. Walczył do końca o piłkę w polu karnym rywali i dostał lampę w twarz. VAR i karny. Josue w tym momencie wykonał swoje najlepsze zagranie w meczu. Oddał piłkę Rosołkowi i dał mu szanse na przełamanie. Świetny gest prawdziwego kapitana (kiedyś ten manewr nie wyszedł z Carlitosem) i nasz MR39 pewnym strzałem zamknął mecz i może będzie mu już lepiej szło. Oby. Jeszcze Kapuadi zagrał ręką w swoim polu karnym. Cóż, karny jest wtedy gdy sędzia tak zdecyduje. Tyle na ten temat. Do miejsca pucharowego tracimy jeden punkt (ale do dwóch rywali). Wszystko jest do zrobienia. Tym bardziej, że w terminarzu, oprócz Lecha na wyjeździe, mamy trzech teoretycznie słabeuszy. Niestety są też gorsze informacje. Z kontuzją zszedł Augustyniak i jeśli uraz okaże się poważny to rozbity zostanie, przyzwoicie ostatnio grający, blok obronny. I zostajemy z trzema zdrowymi środkowymi, chyba, że Ribeiro powróci do linii obrony. Poza tym, nadal gramy słabo. Dziś swoją głupotą pomógł rywal. Zresztą gospodarze grali po prostu słabo, a my nieskutecznie. Znowu nie stworzyliśmy zbyt wielu okazji. Josue i Kapustka mimo goli grali bez szału. Za to bardzo dobrze Elitim (znowu) i Jędrzejczyk. Nie oszukujmy się. Musimy wygrać wszystko do końca, łatwo nie będzie. Szczególnie, że nadal gramy praktycznie bez ławki rezerwowych. I dzisiejszy mecz tej przykrej konstatacji nie zmienia. Pozostaje mieć nadzieje i liczyć na łut szczęścia. Nie wszystko już zależy od nas niestety. Za to latem i owszem wiele zależy od Dyrektora Sportowego. Musi iść na zakupy i to z dużym wózkiem. Tylko niech omija dyskonty i second-handy.

fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Od trampkarza Legii po grę z Koseckim – ks. Bogusław Kowalski

Ostatnie miesiące przy Łazienkowskiej to przede wszystkim utracona bezpowrotnie szansa na zdobycie jakiegokolwiek tytułu w minionym sezonie. Przez działania pionu sportowego w zimowym okienku lwia część kibiców straciła wiarę w projekt, jakiemu przewodniczy Jacek Zieliński. To jednak nie oznacza, że kibice przestali wierzyć w Mistrzostwo. Szczególnie, że wśród nich są tacy, którzy na wierze znają się jak mało kto.

Przeciętność przetykana magią

Zakończyliśmy sezon zwycięstwem. Po pierwszej połowie wydawało się, że będziemy strzelać kolejne gole. Niestety do końca drżeliśmy o wynik, po raz kolejny w tym sezonie.

Bez szału po puchary

Widać już pierwszy efekt pracy Feio. Nie ma wylewów w obronie. Niby nic wielkiego, a jakże spokojniej ogląda się mecze. I to nawet wtedy gdy

Brawo Panowie

Trzeba się po prostu cieszyć i to z kilku powodów. Zdobyliśmy trzy punkty i dzięki temu jesteśmy na pucharowym miejscu w tabeli, a do końca