Jak za dawnych lat, w sumie jak zawsze

„Gdyby chociaż mucha zjawiła się, mogłabym ją zabić. A później to opisać”. Po dzisiejszych popisach Legii w Krakowie doskonale rozumiem autorów tekstu tej kultowej dla mojego pokolenia piosenki zespołu Hey. O czym ja mam Wam napisać w relacji pomeczowej? O nudzie? O podaniach na trzy metry w poprzek? O kolejnym wylewie w obronie? Nie. Jest tylko jeden wątek godny uwagi po remisie z zawsze groźnym beniaminkiem. Poprzednio zwracałem uwagę na to, że zwycięstwa w dwóch pierwszych meczach ligowych nie mogą przesadnie nastrajać optymizmem. Cóż, ekspert wie.

Więcej

Nieskuteczność i orlikowa taktyka

Nasz treneiro po meczu z Ruchem powiedział, że już teraz skupiają się na kolejnym spotkaniu. A może warto było przygotowywać się do dzisiejszej batalii już po meczu z Kazachami? Może analizę zawsze groźnego beniaminka z Chorzowa dałby radę przeprowadzić któryś z asystentów Runjaicia? Może warto oprzeć taktykę na czymś innym, niż bredniach dziennikarzy o słabym środku pola gości, beznadziejnym bramkarzu i ogólnym rozkładzie Austrii? Skąd te pytania? Wyszliśmy taką taktyką jakbyśmy grali z kolejnym beniaminkiem w Eklapie, czyli – wszyscy atakujemy, trzech nie broni. Może i by się udało gdyby nasi ofensywni gracze umieli trafić w bramkę, wówczas byłoby 5:2, tymczasem przegraliśmy u siebie pierwszy raz od bardzo dawna.

Więcej

Jakość i normalność

Wiele wskazuje na to, że na Legię wróciła normalność. Przyjeżdżają beniaminkowie, dostają trzy gole i wracają do domu. Malkontent powie – łaski nasi ulubieńcy nie robią. Tymczasem pamiętam naszą drużynę z silniejszymi składami, które w meczach z outsiderami męczyła się niemiłosiernie i nierzadko nie potrafiła wygrywać. Malkontent nr dwa powie – rywale przez większość meczu grali w osłabieniu. Tak, ale rywal otrzymał czerwo wskutek naszej ładnej akcji. Zmiennicy dali radę i to cieszy. W tym miejscu trzeba, mimo wyniku, pochwalić gości. Nie murowali bramki, grali odważnie. Wychodzili do pressingu nawet w osłabieniu. I to wszystko z samymi Polakami w składzie. Brawo.

Więcej

Stroj se spustil*

Wielu z nas zastanawiało się, kiedy dobre nastroje w Legii się skończą. Transfery na czas, brak kontuzji, dobra atmosfera, świetne nowe koszulki, pełny stadion. Historycznie rzecz ujmując można było spodziewać się złego wyniku lub po prostu słabej gry. Tymczasem praktycznie wszystko było tip-top. Rywal przyjął trzy gole, a i tak najlepszym piłkarzem gości był bramkarz. Tak to powinno wyglądać, gdy gramy u siebie i oby pokazana dobra forma przełożyła się także na puchary.

Więcej

Trofeum do Warszawy, optymizm stonowany

Wiem, że czekaliście długo. Od 24 czerwca szmat czasu. Wszyscy odliczaliśmy dni, potem godziny, w końcu minuty i sekundy. Ale już, doczekaliśmy się. Możecie usiąść wygodnie i wreszcie przeczytać moją pomeczową relację, a ja karmię swoje ego waszym podziwem. Wszyscy zadowoleni. A mecz? Posłużmy się cytatem z kultowego filmu „Rejs”: „Bardzo niedobre dialogi (podania – przyp. własny) są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje”. Wygraliśmy i super, z tym Superpucharem Stokrotki nigdy nie było nam po drodze. Kacper Tobiasz bohaterem, kilka rozczarowań personalnych.

Więcej

Z piekła do przyzwoitości

Po pierwszych dwudziestu minutach cieszyłem się z tego, że to już ostatnia kolejka. Jeśli miałbym oglądać kolejne tego typu popisy naszych grajków odczuwałbym to, co rodzice bohaterów kanału Matura to bzdura – wstyd, porażka, zażenowanie. Na szczęście Legioniści się przebudzili i strzelając trzy gole zachowali przyzwoitość. Powiedzmy sobie otwarcie, pokonanie Śląska w obecnym sezonie to dla nas taki sam obowiązek, jak dla lekarza posiadanie barku pełnego koniaków.

Więcej

Kilkadziesiąt metrów i ponad sto minut żenady

Obejrzeliśmy beznadziejny w naszym wykonaniu, nudny, żenujący mecz. Jeśli macie małe dzieci nasi piłkarze zrobili dla was coś dobrego. A mianowicie pomogli uśpić pociechy. Dlatego, że wyglądało to wszystko strasznie. Nie będę silił się tu na wyszukane frazy, ściemnianie, malowanie słowem, opisywanie tych pojedynczych zrywów i katastrofy z ostatniej sekundy. W miejsce tego będzie relacje nietypowa. Dla Was to coś nowego, a dla mnie mniej roboty. I nie jest to wyraz braku szacunku dla Czytelników. Po prostu mi też się należą zasady BHP.

Więcej

Wzorcowa połowa

To był fajny mecz. Goście grali w piłkę. Zwróćcie uwagę. Kolejny młody trener pokazuje to, że w meczu z potencjalnym rywalem można zaproponować coś innego, niż autobus w polu karnym. Może byłoby inaczej gdyby Jagiellonia nadal musiała walczyć o utrzymanie, jednak nie zmienia to faktu, że daje sobie uciąć jedyną sprawną rękę, że trener w wieku ochronnym i tak zaordynował by taktykę – na zero z przodu, a z tyłu może nic nie wpadnie. A my? W pierwszej połowie zaciągnięty hamulec. Za to po przerwie pokazaliśmy grę jaką chciałbym widzieć w przyszłym sezonie. Rozmach, ruchliwość, skuteczność. Wystarczyło przyspieszyć i goście po prostu się gubili. W efekcie odnieśliśmy wysokie zwycięstwo. Brawo.

Więcej

Sezon skończyliśmy w dziewięciu

Porażką w Szczecinie zakończyliśmy sezon. Dobra postawa Korony dała nam szansę na przedłużenie emocji. Nie skorzystaliśmy z niej, bo i nie mogliśmy. Trudno jest bowiem wygrać mecz, i to drugi z rzędu, w dziesięciu, a od pewnego momentu nawet w dziewięciu. Taki stan rzeczy wynika z faktu, że – jak już wielokrotnie pisałem – nie mamy głębi składu. Za zawieszonego Mladenovicia na boisku był, bo na pewno nie grał, Baku. Więcej zepsuł, niż dał zespołowi. Po wejściu Carlitosa graliśmy już w dziewięciu. W takich warunkach i tak zagraliśmy przyzwoicie. Tyle, że przegraliśmy. Szkoda.

Więcej