Cierpienia młodego bramkarza

Był sobie chłopak. Nazwijmy go Kacper. Z warszawskiego Ursynowa. Wymyślił sobie, że będzie piłkarzem. Marzył o grze w klubie, któremu kibicował, na mecze którego zabierał go ojciec. Znacie taki banał o tym, że marzenia, jeśli się czegoś bardzo pragnie, spełniają się? Z jego pragnieniami właśnie tak było i gra w swoim wymarzonym klubie. Zazwyczaj robi to bardzo dobrze, a i drużyna w obecnym sezonie prezentuje się powyżej oczekiwań. Nic więc dziwnego, że Kacper wszedł do bramki we Wrocławiu pełny optymizmu. Jakże się zawiódł. Zapraszamy na relację z meczu ze Śląskiem z perspektywy naszego bramkarza.

Więcej

Miszta wieńczy dzieło

Został już tylko jeden mecz do przerwy zimowej. Będziemy tęsknić za naszą ekipą. Dlatego piłkarze postanowili dać nam możliwość podziwiania ich gry przez dodatkowe trzydzieści minut. Nie zgadzam się z wyświechtanym powiedzeniem, że karne to loteria. Są one częścią gry. Kto potrafi strzelać je lepiej, ten przechodzi do kolejnej fazy pucharowej. My robiliśmy to bardzo dobrze poza jednym, absolutnie niezaskakującym, wyjątkiem. A przede wszystkim Czarek Miszta potrafił zrobić coś co pomogło drużynie wygrać konkurs jedenastek. Kuciak nie dołożył nic od siebie, na pewno znajdzie winnego i na niego nakrzyczy.

Więcej

Gramy do końca

Wreszcie mamy sezon, w którym własny stadion daje nam rzeczywistą przewagę. Wyciągnęliśmy wynik, a nie było na to zbyt wiele czasu. Brawo. Co ważne, zespół reaguje prawidłowo. Stracony gol? Jazda do przodu, zwiększenie tempa, a nie jak to niedawno bywało łby spuszczone jak w marzeniu reżysera „Ostatniej paróweczki hrabiego Barry Kenta”. I są na to siły, kolejny mecz pokazuje dobry poziom przygotowania fizycznego. Szkoda tylko, że w kolejnym już spotkaniu nasza obrona myśli, że rywal nie jest w stanie pokonać Tobiasza, a on musi im udowadniać, że – i owszem ma talent i umiejętności – naprawi wiele błędów kolegów, ale nie wszystkie.

Więcej

Iberyjska masakra w Białymstoku

Ostatni raz w Białymstoku wygraliśmy niemal sześć lat temu. Byliśmy wówczas piłkarsko w innym świecie. Wystarczy powiedzieć, że gole zdobywali wtedy Guilherme, Vadis, Prijović i Kucharczyk. Od tego czasu, szczególnie w ofensywie, obniżyliśmy loty o kilka poziomów. Trudno było więc spodziewać się akurat dziś gradu goli w naszym wykonaniu. Po pierwszych dwudziestu minutach nawet myśl o jakichkolwiek punktach wydawała się intelektualnym nadużyciem. Tymczasem wracamy do Warszawy z kompletem punktów i pięcioma strzelonymi bramkami. Wynik oczywiście jest najważniejszy, ale cieszy także wzrost formy poszczególnych zawodników. Żeby nie było za słodko, kilka łyżek dziegciu do tego miodu dodam.

Więcej

Pół meczu wystarcza na 1/3 punktów

Tak emocjonującego meczu w naszym wykonaniu dawno nie widziałem. W pierwszej połowie miałem przebłyski z naszych najlepszych chwil, mających miejsce w poprzedniej dekadzie, gdy zdobycie gola było tylko kwestią czasu. I to przeciwko dobrej ekipie. Niestety wszystko się skończyło z gwizdkiem sędziego, który odesłał piłkarzy na przerwę. A nawet kilka chwil wcześniej. Marnujący już wcześniej dobre sytuacje Carlitos, podszedł w doliczonym czasie gry do karnego i koncertowo swoją szansę zepsuł strzelając tak, że debiutujący w lidze bramkarz gości mógł to obronić. Fajny mecz, dużo dobrych momentów i tylko jeden punkt. Ligowi rywale nie będą czekać i tak krok po kroku tytuł pewnie będzie odjeżdżał.

Więcej

Efektywna solidność

Udany rewanż drużynowy i indywidualny. Solidna i efektywna gra. Pewne zwycięstwo, ładny wynik. Brawo.  W stosunku do piątkowego meczu w obydwu jedenastkach łącznie doszło do dwunastu zmian, siedmiu gospodarzy, pięciu u nas. Przebieg meczu, a przede wszystkim jego rezultat pozwalają wnioskować, że mamy lepszą ławkę rezerwowych, niż Wisła Płock. Jednak do potwierdzenia tej hipotezy potrzebny byłby jeszcze chociaż jeden taki mecz. Jeśli mamy się po tym meczu czymś martwić to tym, że rezerwowego bramkarza mamy delikatnie rzecz ujmując elektrycznego. Przynajmniej dzisiaj taki był.

Więcej

Zakazać importu drewna ze Szwecji

Jesteś w robocie. Razem z kolegami tyrasz jak głupi nad jakimś projektem. Nawet dobrze ci idzie. Lepiej niż przy ostatnich kilku projektach, wręcz najlepiej od dawna. Czujesz, że to trudne zadanie zakończycie sukcesem. I wtedy przychodzi on, psuj ze Szwecji i całą waszą robotę wyrzuca do kosza. Trudno, robicie jeszcze raz, szybko nadrabiacie straty i co się dzieje? Ten sam Szwed robi to samo, niszczy wysiłek kolegów raz jeszcze i to bardziej widowiskowo. Zaczynasz się zastanawiać. Wszyscy przecież wiedzą, że on nic nie potrafi, ale menago uparł się, że to właśnie on ma robić przy projekcie i to w nie swoim obszarze kompetencji. Strach brać się za kolejne.

Więcej

Cel uświęca środki…niestety

Wygraliśmy. Przełamał się Rosołek, obrona ogarniała. I to wszystkie dobre wiadomości na dziś. No i jeszcze gwiazdka. Warta nie postawiła naszej defensywie zbyt wysokich wymagań, więc ostatni plus wskazuję trochę na siłę. Nie za bardzo przeszkadzali tym, których obawiali się kibice, czyli Ribeiro i Rosołkowi. Choć trzeba przyznać, że ten drugi poza golem zrobił niewiele, ale to dzięki niemu mamy trzy punkty – zrobił co należy do napastnika. Co poza tym? Nuda panie, z przodu nic się nie dzieje. Trenerze Runjaić i cały sztabie szkoleniowy nie idźcie tą drogą.

Więcej

Masochiści lubią to

Boże (lub Niestniejąca Siło Wyższa jak kto woli), jaki ten mecz był straszny. Tydzień medialnego napinania. Analizy, cuda na kiju. Gadanie o jakimś klasyku. Tymczasem na boisku wyszło 22 chłopów, pokopali się po nogach, poskakali do siebie jak koguty i tyle. Piłkarskich umiejętności było niewiele. Remis załatwił nam Kacper Tobiasz. Na Josue co i raz słusznie narzekamy. Niestety bez niego, jego rzadkich, ale jednak, magicznych dotknięć w ofensywie byliśmy jeszcze bardziej bezradni, niż w ostatnich słabych przecież meczach. Ktoś powie, że graliśmy z rozpędzonym, silnym Lechem. Oczywiście, remis trzeba docenić. Tyle tylko, że my ich tam laliśmy w ostatnich latach nie raz. Teraz mamy zachwycać się remisem? Tak, wiem, budowa, bla bla. Póki co to się zwijamy.

Więcej

Mladenović Superstar

Na pewno nie raz słyszeliście historie o tym, że starsi ludzie kupili koc z wielbłąda, garnek z meteorytu, czy też inne badziewie, które leży w piwnicy, a pieniądze wydane. Czyżby okazało się, że naszemu pionowi sportowemu powiedzieli: „weźmiecie Augustyniaka, czajnik gratis” i chłopaki się skusili? Tak to zaczyna wyglądać. Chłop, po dobrym początku w naszym Klubie, zawalił gole w kolejnym meczu. Na szczęście Filip Mladenović zagrał jak za najlepszych czasów trenera Michniewicza i zainkasowaliśmy trzy punkty.

Więcej