Porażką w Szczecinie zakończyliśmy sezon. Dobra postawa Korony dała nam szansę na przedłużenie emocji. Nie skorzystaliśmy z niej, bo i nie mogliśmy. Trudno jest bowiem wygrać mecz, i to drugi z rzędu, w dziesięciu, a od pewnego momentu nawet w dziewięciu. Taki stan rzeczy wynika z faktu, że – jak już wielokrotnie pisałem – nie mamy głębi składu. Za zawieszonego Mladenovicia na boisku był, bo na pewno nie grał, Baku. Więcej zepsuł, niż dał zespołowi. Po wejściu Carlitosa graliśmy już w dziewięciu. W takich warunkach i tak zagraliśmy przyzwoicie. Tyle, że przegraliśmy. Szkoda.
Źle weszliśmy w mecz. Przez pierwsze pięć minut nie przeprowadziliśmy żadnej składnej akcji. Nie najlepiej zaczął Tobiasz wypluwając prosty strzał. Pogoń zaczęła z animuszem. My marnowaliśmy kontry, a pierwszy fragment meczu skończył się stratą gola. W 10. minucie piłka trafiła na 30. metr do Łęgowskiego, a ten huknął mocno, Tobiasz nie dał rady. Czy nie miał szans, czy też ten mecz był dla niego za mały – pozostawiam to do oceny znawcom gry na bramce. Ja ostatnio broniłem dwa tygodnie temu w meczu dzieci 6-12 letnich, ramię boli mnie do dzisiaj. Graliśmy bez lewego skrzydła. Baku miał przez cały mecz jedno dobre zagranie z przodu. Chłop poza chęciami nie ma nic. Ale jeśli mamy tak niskie wymagania, to ja mogę być ambitny za połowę jego poborów. Nie będę się nad nim znęcał. Całkowicie poza meczem był Czech, ale to nie było spotkanie dla niego, gdy w końcu dostał dobrą wrzutkę trafił w poprzeczkę. Nie miał jednak wielu szans, aby się wykazać. Szanse na kontry marnowali kolejni zawodnicy, nerwowy Tobiasz piąstkował zamiast łapać.
Po przerwie na boisku nie wyszedł słaby dziś Kapustka i nie pasujący do przebiegu meczu Czech. Weszli Rosołek i Strzałek. I ten pierwszy przełamał się już po kilku minutach. Wysoko piłkę odebrał Nawrocki i zagrał kapitalną prostopadłą piłkę do Pana Macieja, a ten sprytnie, mimo asysty obrońcy, pokonał Stipicę. Potem stało się coś dziwnego. Po bieganiu 120 minut za piłką we wtorek mieliśmy dziś mieć problemy fizyczne i mieliśmy. Zaczęli „umierać” na boisku kolejni zawodnicy. Jednak słabo w tym względzie wyglądali także gospodarze. Wynikiem tego były hektary wolnego miejsca pomiędzy rozciągniętymi formacjami obydwu ekip. Nie potrafiliśmy z tego skorzystać. Zawsze czegoś brakowało, zazwyczaj ostatniego podania. Ok, od 64. minuty graliśmy w dziewięciu. Wtedy Muciego zastąpił Carlitos i nie zrobił kompletnie nic. Zero, null. A, że i Josue nie dawał dziś nic magicznego to i cudu nie było. Szczęście za to uśmiechnęło się do Pogoni. W 88. minucie zagrali jedną z nielicznych w drugiej połowie zgrabnych akcji i Biczachczjan strzałem z pola karnego zdobył zwycięską bramkę. Tym razem Tobiasz na pewno był bez szans.
Druga porażka w 2023 roku i koniec nawet matematycznych szans na Mistrzostwo. Sezon się skończył. Drugie miejsce zapewne obronimy. Do tego zdobyty Puchar Polski. Wynik zdecydowanie ponad stan co pokazał dobitnie dzisiejszy mecz. Przecież my na ławce mamy poza obrońcami, Strzałkiem, Rosołkiem, bramkarzami, i może naciągając Celhaką oraz Sokołowskim nie mamy piłkarzy, którzy po prostu nadają się nie tylko do Legii, ale do któregokolwiek klubu z ambicjami. To co dziś pokazał Baku dyskwalifikuje go jako piłkarza Legii. Praktycznie same złe zagrania. W pewnym momencie widać było to, że Josue podałby mu gdyby był Mladenoviciem, a Portugalczyk wybierał trudniejsze rozwiązania wiedząc, że Niemiec zepsuje akcję. Drugi gwiazdor – Carlitos. Cieszyliśmy się, że wraca. Kolejny mecz wchodzi i nic, ostatnio chociaż oddał strzał, rożne wywalczał. Dziś znowu dramat, zero dobrych zagrań. Jeżeli przypadkiem awansujemy do fazy grupowej pucharów, to strach pomyśleć co będzie w lidze. Chyba, że pozbędziemy się obciążeń kontraktowych niepotrzebnych zawodników, a w ich miejsce sprowadzimy piłkarzy.
I brawa dla Korony Kielce.
Pogoń Szczecin – Legia Warszawa 2:1 (1:0)
Bramki: Łęgowski (10’), Biczachczjan (88’) – Rosołek (48’)
Pogoń Szczecin: Stipica – Stolarski (Malec 67’), Loncar, Zech, Koutris – Łęgowski (Wędrychowski 85′), Dąbrowski – Almqvist (Kurzawa 85′), Gorgon (Biczachczjan 67’), Grosicki – Zahović (Kowalczyk 62’)
Legia Warszawa: Tobiasz – Nawrocki, Jędrzejczyk, Ribeiro – Wszołek (Kramer 85’), Slisz (Celhaka 79’), Josue, Kapustka (Strzałek 46’), Baku – Muci (Carlitos 64’), Pekhart (Rosołek 46’)
Żółte kartki: Jędrzejczyk (36’)
fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com



