muci lech

Stali, stali aż prawie przegrali

Stary już jestem. Przerobiłem w naszej drużynie wielu trenerów i jeszcze więcej zawodników. Jest jednak w marce Legia coś takiego, co łączy te wszystkie ekipy. Niezależnie od składu osobowego  mnóstwo meczów w wykonaniu naszych idoli miało wygrać się samo. Tryb ekonomiczny, potocznie zwany stojanovem, mści się na nas cyklicznie. I dziś było podobnie. Zamiast w pierwszej połowie rozbić zdezorientowanego rywala, to po strzale gola z każdą minutą graliśmy wolniej, nudniej, słabiej. Rywal podłączył się do prądu i w Częstochowie mogą mrozić Piccolo.

Goście nabiegali się we czwartek. W obronie grało dwóch typów de facto z rezerw. Szybko zszedł z boiska ważny dla ich środka pola Szwed. Dla nas te wszystkie korzystne czynniki to i tak było za mało. Choć zaczęło się planowo. Josue w swoim świetnym stylu wypuścił Wszołka. Mistrz teleturniejów doskonale podał do Czecha, a ten musiał już tylko na lekkim wślizgu wbić piłkę do pustej bramki. Goście nie bardzo wiedzieli co i jak mają grać. Josue się bawił. Wychodziliśmy z szybkimi atakami. Te jednak kończyły się, albo złymi decyzjami, albo niedokładnymi zagraniami. W pierwszej połowie strzeliliśmy co mieliśmy, może jeszcze Mladenović mógł z ostrego kąta jednak trafić w bramkę. I to jest straszne. Zamiast jechać z rywalem, który wyraźnie był w na tym etapie słabszy, to z każdą minutą traciliśmy werwę i pomysł. Tak jak już pisałem: nasi kochani chłopcy, wzorem swoich wielkich poprzedników zaczęli sobie podśpiewywać – „my piłkarzyki z Warszawy nie musimy wysilać się, rywal przed nami ma położyć się”. Niestety Panowie, już w pierwszej połowie mógł wyrównać Ishak. W 29. minucie miał tyle czasu, że zgłupiał od nadmiaru myśli i w dobrej sytuacji huknął mocno, prosto w Hładuna.

fot. Mateusz Czarnecki

Co się gościom nie udało w pierwszej połowie skutecznie zrobili praktycznie w pierwszej akcji drugiej odsłony meczu. Tak paradnie wybijaliśmy piłkę z pola karnego, że Sousa zarył w ziemie przy strzale tak, że piłka po dziwnej paraboli wpadła do bramki. Hładun mógł wyjść do którejś z tych świec poprzedzających strzał? Chyba tak, nawet chciał, ale się cofnął. Z drugiej strony mógł liczyć na naszych drągali z obrony. No niestety, przeliczył się. Lech nabrał pewności siebie. Zniknął im z oczu strach. Zaczęli wozić się z piłką. Co my na to? W sumie nic. Bezskuteczne próby rozbijające się o rezerwowych zazwyczaj obrońców rywali. Sztab reagował. Najpierw Muciego zastąpił Carlitos. U Hiszpana jest progres formy. Ostatnio był dramatyczny. Dziś wywalczył rożnego i ze dwa razy rozegrał dobrze piłkę w środku. Jak na 30 minut gry to istne szaleństwo. A Albańczyk? Gdy miał podać to strzelał, gdy jemu można było podać to koledzy go nie widzieli. Chłop ma już syndrom Borysiuka, tyle że Muci faktycznie umie strzelić z dystansu. Szkoda tylko, że próbuje także wtedy, gdy jest to złe rozwiązanie. I tak sobie graliśmy. Trochę się z nimi kopaliśmy. Rosołek zastąpił Czecha. Choć wiadomo było, że wrzutki będą się mnożyć, a nasz sympatyczny młodzian nie strzelił gola odkąd w kinach grali „Krzyżaków”. Nic to, ja się nie znam. I tuż po tej zmianie straciliśmy gola. W polu karnym piłkę dostał Sousa kryty przez powietrze i zawinął ładnie po widłach. Hładun bez szans. Trener nadal postanowił najlepszych graczy z ofensywy oszczędzać na zakupy w galeriach i Kapustkę zastąpił Strzałkiem. Graliśmy już bardzo wysoko stawiając wszystko na jedną kartę i za to plus. Lech kontrował. Ratowały nas spalone lub brak jakości rywali. U nas dobrą szansę zmarnował dawno niewidziany Rose, który strzelił w pola karnego w niebo. Zastąpił pod koniec meczu Jędrzejczyka i zagrał poprawnie. Strzałek wyglądał jak mój sześciolatek gdy na osiedlu gra z 9-10-latkami. Przestawiali chłopaka niemiłosiernie. Chwaliłem go za wcześnie. Jego jedyne dobre zagranie okazało się kluczowym. W 87. minucie zgrał piłkę do Rosołka, ten wzdłuż bramki do Wszołka i ankietowani orzekli, że do pustej bramki już trafi i tym samym do asysty dołożył gola. Jeszcze staraliśmy się o zwycięskie trafienie. Bezskutecznie.

Ktoś musi naszym piłkarzom powiedzieć, że na stojąco się nie wygra. Nikt nam punktów za bycie Legią nie podaruje. Gdybyśmy chociaż mieli osiem sytuacji, dwa słupki, a bramkarz rywali dzień konia, to ok. Zdarza się. Tymczasem z tego co sobie stworzyliśmy wyciągnęliśmy bramkowo praktycznie maksa. Chwalić za skuteczność czy ganić za brak kreatywności? Zdecydowanie to drugie. O Mistrzostwie nie ma już co myśleć. Teraz do końca sezonu już ważniejsze chyba jest to, co będzie działo się w gabinecie Dyrektora Jacka. Ma trudne zadanie. Jest jak emeryt, który całe życie odprowadzał składki od najniższego wynagrodzenia, a teraz ma wyprawić święta. Nam trzeba kozaka na środek obrony, kozaka za Josue, kozaka za Mladenovicia, prawdziwego zmiennika za Wszołka, prawdziwego rezerwowego napastnika. Jakby nie licząc robi się z tego liczna gromadka. Powodzenia, Dyrektorze. Będzie Panu potrzebne, bez tego będziemy w przyszłym sezonie bić się o tylko miejsce w pucharach i to tylko wtedy, gdy z nich uprzednio odpowiednio wcześnie odpadniemy.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:2 (1:0)

Gole: Pekhart (13’), Wszołek (87’) – Sousa (47’, 69’)

Żółte kartki: Muci (45’ +5’), Jędrzejczyk (59’) – Milić (59’), Velde (61’), Ba Loua (73’)

Legia Warszawa: Hładun – Jędrzejczyk (Rose 77’), Augustyniak, Ribeiro – Wszołek, Slisz, Josue, Kapustka (Strzałek 77’), Mladenović – Muci (Carlitos 59’), Pekhart (Rosołek 68’)

Lech Poznań: Bednarek – Pereira, Satka, Milić, Douglas – Skóraś (Czerwiński 68’), Karlstrom (Kvekvesiri 39’), Sousa (Marchwiński 76’), Murawski, Velde (Ba Loua 68’) – Ishak (Sobiech 76’)

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Parodyści

Drużynę podobno buduje się od tyłu. W takim razie Dyrektor Jacek i trener Runjaić nie zbudowali niczego. Nawet jeśli ofensywa się dźwignęła to popisy defensywy,

Oceny po meczu z Molde

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami Legionistów za mecz z Molde w wykonaniu Piotra Legionisty i Michała Palaka. Tobiasz – 2 PL: Gola zawalił, ale

Oceny po meczu z Puszczą

Zapraszamy do zapoznania się z ocenami Legionistów za mecz z Puszczą w wykonaniu Piotra Legionisty i Michała Palaka. Tobiasz – 5 PL: Przy golu bez