20240505_210212

Z Legii została tylko nazwa

Ileż było nadziei przed dzisiejszą parodią piłki nożnej. Już wjeżdżaliśmy na podium, już straszyliśmy Jagiellonię. Po sześciu minutach było wiadomo, że będzie ciężko. Graliśmy jednak z rywalem beznadziejnym, szansa była więc aż do 66. minuty, gdy obrona wygłupiła się po raz pierwszy. Nie oszukujmy się, odłóżmy tabelę, matematyczne analizy i inne bzdury. Awans do pucharów, choć wszyscy go chcemy, byłby pocałunkiem śmierci, biorąc pod uwagę talenty Dyrektora Jacka, a kupować grajków trzeba hurtowo, obecna kadra zespołu jest dramatycznie słaba.

Radomiak w trzech ostatnich meczach dostał jedenaście goli i zdobył okrągłe zero punktów. Nic więc dziwnego, że liczyliśmy na łatwe zwycięstwo i optymizm przed wyjazdem do Poznania. Co mogło pójść nie tak? W 6. minucie Kapustka w środku boiska zaatakował rywala wślizgiem, trafił w piłkę, przy okazji „skontuzjował” Donisa. Nie zrobił tego ani złośliwie, ani specjalnie i wyłapał „czerwo”. Nie będę się żalił, płakał, szukał spisków. Z żółtej kartki sędzia by się wybronił. Z drugiej strony gdyby takie samo zdarzenie miało miejsce w drugą stronę wielu z nas broniłoby decyzji sędziego, wszak według obecnych idiotycznych przepisów liczy się skutek interwencji.

Cały mecz w osłabieniu nie dawał wielkich nadziei. Radomiak jednak pomagał. Grał tragicznie, niedokładnie, wolno, beznadziejnie. Nie tworzyliśmy sytuacji, ale były chociaż szanse na ich stworzenie. Josue z Elitimem ogarnęli środek, Gual się starał. Tylko co można zrobić we trzech? No właśnie nic. Z tyłu jeszcze to jakoś wyglądało. Jednak z przodu wymienieni gracze nie mieli wsparcia kolegów. Pomysł na Wszołka w ataku jest po prostu nietrafiony.

I tak sobie dojechał ten mecz do drugiej połowy. Zapowiadało się na nic nam nie dający remis. W końcu jednak nawet tak słaby rywal obnażył słabość naszej obrony. Przyspieszyli przed polem karnym. Jędrzejczyk wyszedł do przodu, Ribeiro został zakręcony i dostaliśmy gola z pola karnego. Była 66. minuta, już w 73. umarły wszelkie nadzieje. Po kolejnym beznadziejnym zagraniu Japończyka poszła kontra i Hładun kolejny raz pokonany. Jeszcze za chwilę nasz bramkarz został pokonany strzałem z dystansu i upokorzenie się dokonało. Weszło trzech młodych, Rejczyk, Urbański i Ziółkowski. Przynajmniej sobie pograli. To jedyny plus tego żenującego wieczoru.

Oczywiście, ktoś powie – graliśmy cały mecz w osłabieniu, to determinuje wynik. Jasne, można taki mecz przegrać. Ale trzema golami? U siebie? Z Radomiakiem, próżno szukać drugiej tak tragicznej ekipy. Zbiór odrzutów z Europy. Oni nie potrafią podać na trzy metry. Na nas starczyło. Dlaczego jest jak jest? Odpowiedź jest przykra. Z Legii została tylko nazwa. Mamy beznadziejnych piłkarzy. Po prostu. Spójrzcie na tego Japończyka. Przecież to ręce opadają. Chłop nie potrafi zrobić nic bez względu na to po której stronie gra. Manu przy nim to był król piłki nożnej. Załatwił nam drugiego gola. Zwróćcie uwagę jak chłop wraca, truchcikiem. Wstyd i kompromitacja, za to powinien zlecieć do rezerw. Nie potrafi przyjąć piłki, nie umie niczego. Za to lubi pokemony i jest uśmiechnięty. Takie widocznie mamy kryteria w dziale sportowym. Super. Patrzymy dalej. Pankov. Z tyłu co i raz coś odwali, z przodu jego umiejętności nie przekraczają moich. Jakim cudem ponoć zawodowy piłkarz nie potrafi dokładnie zagrać na kilka metrów? Niech mi ktoś to wytłumaczy. Kun to gracz na środek tabeli, dziś zszedł z kontuzją, Kapustka może już nie zagrać do końca sezonu. Super. Ale nie zatrzymujmy się. Na ławce tuzy Dias i Zyba. Kolejny namacalny efekt tego, że Pan Zieliński jest nie na swoim miejscu. Ludzie kochani. Nie mamy kim grać. Zaraz, zaraz, jest Akademia. Panie Dyrektorze – jakim cudem sprowadza Pan Japończyka, Zybę, Diasa, a młode chłopaki odchodzą do naszych rywali za darmo i będą dla nich grać wyszkoleni za nasze pieniądze? Jak to się może kalkulować? Jak to się składa? Są od nich słabsi? To chyba niemożliwe. Jeśli tak, to posadźcie w Książenicach truskawki bo coś tam nie gra. Dziś młodzi weszli, z energią, zapałem, coś pokazali. Na litość boską, błaźnimy się nie tylko na boisku, lecz przede wszystkim w gabinetach, a to przekłada się na murawę. Z całego zaciągu Dyrektora zostać powinni Elitim i Augustyniak, reszta wyjazd (jeśli kogoś w nerwach pominąłem, proszę o wskazanie). To nie jest miejsce do spełniania marzeń dla zagranicznego szrotu tylko podobno profesjonalny klub sportowy. Pozostaje jednak pytanie, czy my jesteśmy profesjonalną organizacją? W pionie sportowym nic na to nie wskazuje.

I jeszcze słówko o trenerze. Podobało mi się to co mówił po meczu. Nie szukał winy w grze w osłabieniu, nie czepiał się sędziów, mądrze mówił o głupich przepisach, ale jednak przepisach, o dramatycznej grze obronnej. I fajnie, to daje jakąś nadzieję. Nie zmienia to jednak podstawowej rzeczy. Zastąpienie Runjiaicia nowym trenerem zmieniło póki co tylko tyle, że księgowa wysyła dwa przelewy zamiast jednego. Tak trochę bez sensu, ale widocznie jesteśmy bogaci.

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Od trampkarza Legii po grę z Koseckim – ks. Bogusław Kowalski

Ostatnie miesiące przy Łazienkowskiej to przede wszystkim utracona bezpowrotnie szansa na zdobycie jakiegokolwiek tytułu w minionym sezonie. Przez działania pionu sportowego w zimowym okienku lwia część kibiców straciła wiarę w projekt, jakiemu przewodniczy Jacek Zieliński. To jednak nie oznacza, że kibice przestali wierzyć w Mistrzostwo. Szczególnie, że wśród nich są tacy, którzy na wierze znają się jak mało kto.

Przeciętność przetykana magią

Zakończyliśmy sezon zwycięstwem. Po pierwszej połowie wydawało się, że będziemy strzelać kolejne gole. Niestety do końca drżeliśmy o wynik, po raz kolejny w tym sezonie.

Bez szału po puchary

Widać już pierwszy efekt pracy Feio. Nie ma wylewów w obronie. Niby nic wielkiego, a jakże spokojniej ogląda się mecze. I to nawet wtedy gdy

Brawo Panowie

Trzeba się po prostu cieszyć i to z kilku powodów. Zdobyliśmy trzy punkty i dzięki temu jesteśmy na pucharowym miejscu w tabeli, a do końca