Josue wolny

Z Tomaszem Kiełbowiczem o klątwie rzutów wolnych

1631 – co najmniej tyle dni minie od ostatniego gola bezpośrednio z rzutu wolnego dla Legii Warszawa w oficjalnym spotkaniu. Ponad czteroletnia niemoc w tym aspekcie gry jest nieprawdopodobna, biorąc pod uwagę to, jak dobrych piłkarzy mają Wojskowi. A może jednak nie są wystarczająco dobrzy? Postanowiłem porozmawiać o tym z człowiekiem, który na rzutach wolnych zna się, jak mało kto.

Trening to nie wszystko

Zanim przejdziemy do analizy, to czuję się w obowiązku przedstawić mojego rozmówcę – szczególnie młodszym czytelnikom. Tomasz Kiełbowicz obecnie jest skautem Legii Warszawa. W przeszłości reprezentował barwy Wojskowych w 292 meczach, grając głównie na lewej obronie. W tychże strzelił 17 goli i zaliczył 31 asyst – gro z tych liczb zrobił z rzutów wolnych. Kiełbowicz miał bardzo dobrze ułożoną lewą stopę, z czego często korzystała Legia. Był również 9-krotnym reprezentantem Polski. Na dowód tego, jak dobrze sobie radził w stałych fragmentach gry, wspomnę, że w debiucie w warszawskiej Polonii zdobył gola bezpośrednio z rzutu rożnego, a w Legii zdarzało mu się bić stałe fragmenty, tak jak na filmiku poniżej.

Dziś takie gole są dla nas abstrakcją. Czy zatem Tomasz Kiełbowicz więcej czasu poświęcał na doskonalenie tego elementu gry, niż obecni piłkarze Legii?

Kiełbowicz: Dużo czasu poświęcałem na doskonalenie tego stałego fragmentu gry, ale warunki treningowe a warunki meczowe to dwa różne światy. Starałem się zostawać po treningach co najmniej 4 razy w tygodniu, żeby trenować rzuty wolne. Uważam, że do tego typu ćwiczeń niezbędny jest mur, dlatego żeby właśnie stwarzać sobie warunki jak najbardziej zbliżone do warunków meczowych. Na treningu możesz pozwolić sobie na doprecyzowanie strzału, na ustawienie stopy w inny sposób, na branie innego rozbiegu – tak, żeby wyrobić sobie automatyzmy, których użyjesz podczas meczu. Trzeba jednak pamiętać, że podczas spotkania masz czasem jedną sytuację, o ile w ogóle masz jakąkolwiek. Do tego dochodzi presja, zmęczenie. Wtedy ciężej o koncentrację, jaką możesz mieć na treningu.

Trzeba przy tym podkreślić, że w tamtych czasach piłkarze mogli mieć nieco trudniej z golami z rzutów wolnych, ponieważ sędziowie nie używali popularnych dzisiaj sprejów do wyznaczenia linii muru. Piłkarze drużyny przeciwnej często z tego korzystali, drobiąc kroczek po kroczku coraz bliżej piłki. Na to też były sposoby, jednak mój rozmówca przede wszystkim zwracał uwagę na inny istotny element.

Kiełbowicz: Najważniejsza jest systematyka, dlatego tak często zostawałem po treningu. Powiem ci, że nawet ustawiałem sobie bliżej mur, żeby jeszcze sobie utrudnić to ćwiczenie. W meczu zawodnicy z przeciwnej drużyny reagują na twoją próbę strzału, próbując go przyblokować.

Josue 14 razy próbował swoich sił przy rzutach wolnych.
Fot. Mateusz Czarnecki

Jednak co z tego, że możesz trenować rzuty wolne codziennie, skoro w meczu nie ma aż tylu okazji? Co nie zmienia faktu, że podczas tej 4-letniej niemocy strzeleckiej Legia miała takich okazji kilkadziesiąt.

Czy Legii brakuje jakości?

Myślę, że to nie będzie kontrowersyjną opinią, kiedy odpowiem na zadane pytanie „nie”. Gole bezpośrednio z rzutów wolnych zdarzają się w zespołach, które grają kilka poziomów niżej, niż Legia. Prawdą jest więc to, o czym mówił Kiełbowicz: o warunkach meczowych oraz o tym, że takie okazje nie muszą zdarzać się często.

Kiełbowicz: Pamiętam kiedyś taką sytuację, że czekałem na rzut wolny z 8-10 kolejek. Nie było dużo okazji, żeby zaskoczyć przeciwników strzałem ze stałego fragmentu gry. Później taki wolny przychodzi w niespodziewanym momencie i ciężko jest tak z marszu wykorzystać taką okazję. Trzeba jednak dodać, że ten okres bez gola bezpośrednio z rzutu wolnego jest stanowczo za długi.

26 sierpnia 2018 roku – wtedy Legia zdobyła ostatnio gola bezpośrednio z rzutu wolnego. Strzelcem był Carlitos, który od tamtej pory zdołał zwiedzić dwa kluby i wrócić do Warszawy. Jest to też kolejny dowód na to, że nie brakuje w Legii ludzi, którzy znają się na rzutach wolnych. Na kogo możemy jeszcze liczyć w tej materii?

Kiełbowicz: Mamy kilku chłopaków, którzy potrafią dobrze bić stałe fragmenty. Ostatnio nawet Josue był blisko, żeby strzelić tego upragnionego gola. Zabrakło jednak łutu szczęścia. Mam jednak nadzieję, że ta niemoc niedługo się skończy. Szczególnie, że wrócił Carlitos. Mamy do tego jeszcze wspomnianego Josue i Mladenovicia. Oni wszyscy mają dobrze ułożone stopy i nic im nie brakuje do tego, żeby strzelić gola w taki sposób.

Josue jest piłkarzem, który najczęściej podchodzi do stałych fragmentów gry i raczej to się nie zmieni, bo wiara sztabu w umiejętności tego zawodnika jest wielka. Wynika ona z tego, co Portugalczyk pokazuje na treningach. Mówili o tym Cezary Miszta i Kacper Tobiasz w naszym podcaście. Potwierdza to również Kiełbowicz, który jest częstym bywalcem Legia Traning Center.

Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów – to piękne zdanie wypowiedziane przez Alberta Einsteina, spowodowało, że nieco prowokacyjnie zadałem pytanie o… Artura Jędrzejczyka. Może on by mógł kiedyś spróbować strzelić z wolnego? Tweet Legia.net i kanał Łączy Nas Piłka zainspirowały mnie do zadania tego pytania.

Kiełbowicz: Pewnie by się zdarzyło, że Jędza mógłby zaskoczyć takim strzałem bramkarza, jednak uważam, że on ma inne predyspozycje i do strzałów delegowałbym kogoś z trójki: Josue, Mladenović, Carlitos.

Garść statystyk

W czwartą rocznicę ostatniego gola Legii bezpośrednio z rzutu wolnego portal EkstraStats opublikował dane nt. strzałów z tego stałego fragmentu gry w Ekstraklasie (możecie zobaczyć je tutaj). Tego samego dnia Marcin Łagowski na Twitterze stworzył bardzo ciekawą nitkę na temat rzutów wolnych Legii w ostatnich 4 latach. Podane przez niego dane uaktualniłem o spotkania, które się odbywały po 26 sierpnia. Wynika z nich, że Legia od ostatniego gola 85 razy próbowała sił w rzutach wolnych. 23 strzały były celne, 40 niecelne, 22 zablokowane.

Oto piłkarze, którzy podejmowali najwięcej prób:

  • Josue (6*) – 14 razy
  • F. Mladenović (2) – 12
  • W. Gwilia (1), S. Szymański (2) – 10
  • Carlitos (5) – 9
  • Martins (0), B. Slisz (0) – 7
  • D. Antolić (2), E. Muci (1) – 4
  • Novikovas (4), L. Rocha (1) – 3
  • M. Hołownia (0), Pasquato (13) – 1

*w nawiasie liczba goli bezpośrednio z rzutu wolnego w całej swojej karierze wg. portalu transfermarkt.de. Pogrubiłem nazwiska piłkarzy, którzy obecnie grają w Legii.

Strzały celne:

  • W. Gwilia – 5
  • F. Mladenović, B. Slisz, Carlitos – 3
  • Josue, A. Martins, E. Muci, S. Szymański – 2 
  • D. Antolić – 1

% celności strzałów: 

  • W. Gwilia i E. Muci – 50%
  • B. Slisz – 42,86% 
  • Carlitos – 33%
  • Martins – 28,57% 
  • D. Antolić, F. Mladenović – 25% 
  • S. Szymański – 20% 
  • Josue – 14,29%

Pomyśleć, że w ogóle nie zajmowaliśmy się takimi wyliczeniami chociażby w czasach tego pana, z którym Tomasz Kiełbowicz dzielił szatnię.

Kiełbowicz: Edson z nas wszystkich miał najbardziej precyzyjne, silne uderzenie. Miał tak dobrze ułożoną stopę, że może nie było jakiejś wielkiej rotacji, ale za to piłka spadała od razu za mur z odpowiednią siłą. Potrafił to zrobić z 15 metrów, ale też i z 25. To naprawdę duża sztuka. On nie trenował rzutów wolnych po treningach, tak często jak ja, ale miał zdecydowanie lepsze uderzenie ode mnie.

Postanowienie na 2023 rok

Mój rozmówca jest przekonany, że w przyszłym roku uda się Wojskowym w końcu przełamać tę klątwę. Swój optymizm opiera o umiejętności Josue, Carlitosa i Mladenovicia:

Kiełbowicz: Oni dobrze odnajdują się w rzutach wolnych, które są wykonywane z bliskiej odległości, 20-25 metrów od bramki przeciwnika. Może nie mają predyspozycji do tego, żeby strzelać z dalszych odległości, ale za to uderzają z rotacją, nad murem, co jest kluczowe przy wolnych bitych bliżej pola karnego.

Jakie rady ma dla obecnych piłkarzy Legii?

Kiełbowicz: W meczu ważne jest to, żeby patrzeć jak jest ustawiony mur, jak jest ustawiony bramkarz i na podstawie tego powinieneś wiedzieć, jak uderzyć piłkę. Pamiętam taką sytuację, kiedy strzeliłem gola z wolnego z Ruchem Chorzów w 2002 roku w 82. minucie i to uderzenie dało nam 3 punkty. Wówczas podszedłem do tego stałego fragmentu gry „na dwa razy”. Przy pierwszym podejściu zobaczyłem kątem oka co robi mur i bramkarz, po czym ponownie wziąłem rozbieg, żeby już skutecznie zaskoczyć bramkarza.

Cóż, miejmy nadzieję, że ten artykuł już wkrótce będzie można wyrzucić do kosza, zapominając o klątwie goli bezpośrednio z rzutów wolnych, czego życzę sobie i wam, drodzy czytelnicy.

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Typer KSOL – podsumowanie po 18. i 19. kolejce Ekstraklasy

Za nami siedemnasta kolejka sezonu w wykonaniu Legionistów i jednocześnie dwudziesta kolejka typera Kilka Słów o Legii. To podsumowanie będzie o tyle wyjątkowe, że podsumujemy dwie ostatnie kolejki, ponieważ mamy zaległości w tym temacie. Sprawdźcie, którym z użytkowników Twittera poszło najlepiej z wytypowaniem wyniku „Wojskowych”.

Pusta kasa lepsza od miedziaków

Mówi się, że pieniądze nie grają. Zawsze byłem sceptyczny wobec tego stwierdzenia. Wszak przeczą mu statystyki, zresztą wystarczy obejrzeć mecze polskich drużyn w europejskich pucharach, gdy nie są już rozstawione. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają tę regułę. Tymczasem biedna Legia w tej rundzie punktowo 6 na 6. I pal licho te punkty. Co najważniejsze, w tych skrajnych warunkach, gdy młodzi sami muszą płacić za jedzenie, gdy toniemy w długach, gramy po prostu dobrze w piłkę. Wystarczy porównać nasze mecze z tymi rozgrywanymi przez naszych rywali, nawet tych, których plakaty nad łożkami i pod kołdrami mają mejweni. O, pardon, zapomniałbym. Ta nasza dobra gra trwa póki co 65 minut, a może cezurą jest tu wcale nie czas, lecz strata bramki. Bliżej mi do tej teorii, a tym samym wszyscy rządkiem do psychologa. Może Iga Świątek pomoże i Daria Abramowicz kogoś poleci.

Poważny sprawdzian

Legię w najbliższą sobotę czeka bardzo poważny sprawdzian w meczu z Zagłębiem. Na pewno będzie to trudniejsze spotkanie niż z Koroną, która momentami bała się grać w piłkę na Łazienkowskiej. Powodów jest kilka – zawieszenie Bartosza Kapustki, który obejrzał czwartą żółtą kartkę. Do tego dochodzi kontuzja Carlitosa, który nie zagra przez następne kilka tygodni. I powód numer 3. – Legia zmierzy się z drużyną trenera Fornalika na wiosnę, co zawsze samo w sobie jest sporym wyzwaniem.

Strzykawka z dwiema dawkami pokory

Przez 65 minut byłem zajęty przede wszystkim wymyślaniem błyskotliwego tytułu. Takiego, który oddawałby naszą świetną grę, bezradność rywala, bardzo dobry wynik. Przez ponad cztery kwadranse zastanawiałem się także nad tym, czy to my jesteśmy tacy dobrzy? Czy też Korona taka słaba. Okazuje się, że ani to, ani to. Po prostu rywale nam pomagali przez większą część meczu, my im przez mniejszą. Dlatego ostatecznie 3 punkty zostają, całe szczęście, w Warszawie.

Wracamy do gry!

Po długim oczekiwaniu wraca Ekstraklasa, a co za tym idzie Legia po niespełna 77 dniach wraca do gry o stawkę (gdyby kogoś szczególnie interesowały liczby – od ostatniego spotkania do pierwszego gwizdka w niedzielę minie około 6636600 sekund). Całe szczęście w końcu będziemy mogli zobaczyć trochę poważnego futbolu – ile można oglądać lig zagranicznych czy Mistrzostw Świata, chyba wszyscy tęskniliśmy za wieczorami z naszą kochaną ligą i nareszcie się doczekaliśmy! Na start rundy czeka nas spotkanie z przedostatnią w tabeli Koroną Kielce. Cel? Pewne zwycięstwo i 3 punkty.