Mieliśmy niewątpliwą przyjemność gościć w naszym studio Pawła Wszołka. Skrzydłowy Legii odpowiedział duetowi Bułgarski Atleta & Bez Zadęcia na kilka nurtujących kibiców pytań. Zapraszamy do zapoznania się z najciekawszymi wypowiedziami.
O jakości drużyny
Jakość nie różni się mocno od drużyny, która zdobywała Mistrzostwo Polski. Oglądałem mecze Legii w Niemczech, bo miałem dużo czasu (śmiech) i patrząc teraz na to, co dzieje się na treningach… Ktoś może będzie się ze mnie teraz śmiać, ale naprawdę jakość piłkarzy Legii jest na wysokim poziomie. Prędzej czy później to musiało zacząć działać, czego efektem seria meczów bez porażki.
O różnicy w szatni Legii przed i po wyjeździe do Berlina
Przerwa między moimi pobytami w Legii była krótka, ale to były dwie zupełnie inne szatnie. Doszło 15-stu nowych zawodników. I było widać dużą jakość, co potwierdzają m.in. występy w Lidze Europy w tym sezonie. W sporcie głównym czynnikiem decydującym o wyniku jest „mental”. Było widać, że strach przed spadkiem plątał niektórym nogi, a trzeba było się od tego odciąć. Jednak z każdym zwycięstwem piłkarze nabierali coraz większej pewności siebie.
O Josue
Wiemy jaki jest Josue… Jak go oglądałem wcześniej w TV, to sprawiał wrażenie krzykacza, który goni młodych. Ale on ma taki charakter – chce być idealny w każdym swoim podaniu. Myślę, że on chce wznieść drużynę na wyższy poziom, żeby inni piłkarze też dążyli do doskonałości. Wiemy jakie ma umiejętności, ta jego lewa noga jest fenomenalna. Uważam, że jest dobrym człowiekiem. Ja się z nim dogaduję. To co się dzieje na boisku, powinno zostawać na boisku. Jak ktoś jest ambitny, to powinien wziąć do siebie takie uwagi, które przekazuje mu Portugalczyk.
O rzucaniu koszulki i kopaniu w drzwi (cytat Michniewicza z pamiętnej odprawy przed meczem z Piastem)
Zamykając ten temat, bo drzwi na Legii są całe – zapewniam (śmiech). To wynikało z mojej ambicji. Każdy chce grać w pełnym wymiarze czasowym. Piłkarz będący pod adrenaliną, zwłaszcza w przerwie meczu, nie potrafi zrozumieć pewnych decyzji. Myślę, że w przerwie w meczu z Wisłą Płock zbyt emocjonalnie się zachowałem, doszło do kopnięcia w drzwi, ale wtedy nie było nikogo w szatni. Teraz z perspektywy czasu mogę przeprosić za te zachowanie. Chciałbym jednak zaznaczyć, że nie było takiej sytuacji, że komuś nie podałem ręki, czy nie odpowiedziałem „dzień dobry”. Myślę, że mało jest osób, które mnie znają i mogą powiedzieć coś złego na mój temat. Każdy ma jednak swoje demony i popełnia błędy. Sztuką jest wyciągać wnioski.
O rotacji w składzie
Nie zazdroszczę nowemu trenerowi. Nie jest łatwo budować coś od początku, tym bardziej, że Legia jest nastawiona na sukces, a ta drużyna od początku musi punktować. Dodatkowo liga robi się coraz mocniejsza.
O przyszłości
Nie wyobrażam sobie, patrząc na moją ambicję, że ponownie będę czekał 6-7 miesięcy na swoją szansę. To nie wchodzi w grę. Mam 30 lat i chcę grać jak najwięcej i abym grał na swojej pozycji. To będzie najważniejsze przy podejmowaniu decyzji.
O Vukoviciu
Jest świetnym fachowcem. Gdzieś przeczytałem taką opinię, że to jest trener od atmosfery w szatni. Chętnie bym zaprosił taką osobę na trening do Książenic. Zobaczyłaby wtedy, jak te treningi są dopracowywane i różnorodne. Naprawdę złego słowa nie powiem o warsztacie trenera Vukovicia.
O stałych fragmentach gry
Sam nie wiem o co chodzi, że tak dużo goli tracimy po stałych fragmentach gry. Co wrzutka na pierwszy słupek to bramka… Myślę, że głównie chodzi o koncentrację. Nie chcę na nikogo zwalać winy, bo winni jesteśmy wszyscy. Może trzeba więcej się komunikować? Bardziej atakować piłkę? Na pewno brakuje wszystkiego po trochu. Jedno jest pewne – straciliśmy 23 gole po stałych fragmentach gry i to nie powinno się zdarzyć.
Najbardziej mi utkwiła jedna rzecz po pobycie we Włoszech – jak były stałe fragmenty gry i ty nie patrzyłeś na przeciwnika tylko na piłkę, to mogłeś zejść z treningu. Trener cię beształ z góry do dołu. Mówili, że nawet jak zawodnik jest od ciebie wyższy, lepiej gra głową, to trzeba go wytrącić z równowagi poprzez szturchnięcie go łokciem itp. W Legii czasem brakowało takiego cwaniactwa.
O przedłużeniu kontraktu
Otrzymałem propozycję kontraktu, dyrektor powiedział: „my nie mamy teraz za dużo pieniędzy, otrzymasz teraz x, ale wiedz, że przy przedłużeniu otrzymasz taki kontrakt na jaki zasługujesz”. Finalnie otrzymałem kontrakt (długo po dogadaniu się z Unionem) na warunkach takich jak pierwszy (pierwsza propozycja była nawet gorsza).
O różnicy pomiędzy treningami w Polsce a zagranicą
Uważam, że nie ma żadnej przepaści. W Polsce są świetni szkoleniowcy. Czasem tylko boją się postawić na młodych Polaków. Za bardzo jesteśmy nastawieni na import piłkarzy z zagranicy. Znam trenerów, którzy byli na stażach u szkoleniowców, u których trenowałem. Teraz wdrażają rozwiązania z Zachodu na polski rynek i dzięki temu są w czołówce.
O Runjaiciu
W Pogoni zrobił dobrą robotę, świetnie poukładał drużynę. Na pewno jest czołowym trenerem w Ekstraklasie.
O tym, z kim najciężej obecnie się gra w Ekstraklasie
Najciężej jest grać przeciwko kolegom z drużyny na treningach (śmiech). A tak zupełnie na poważnie, to najgorzej mi się grało przeciwko Rakowowi, ponieważ dobrze się przesuwają i ustawiają na boisku. Są dobrze poukładani taktycznie. Nie grałem przeciwko Lechowi Poznań Macieja Skorży, ale myślę, że przeciwko Rakowowi się ciężej gra.
O swoich urodzinach
Ostatnio miałem 30. urodziny. Ja może upiję się 2 razy w roku. Dużo mi nie trzeba. Nie mam mocnej głowy, bo jej nie trenuję. Na urodziny pomyślałem, że wypiję trochę wódki – a jak ją piję, to zawsze kończy się tak, że wymiotuję. I tak było w moje 30. urodziny.
O grze w reprezentacji
Dla mnie to było spełnienie marzeń. Teraz moim celem jest powrót do reprezentacji. Dlatego też chciałbym publicznie jeszcze raz przeprosić za moje zbyt emocjonalne zachowanie w niektórych sytuacjach. Ze swojej strony zrobię jednak wszystko, że ponownie zagrać z „Orzełkiem” na piersi, bo reprezentowanie takiego kraju jak Polska jest uczuciem, którego nie można z niczym innym porównać.
zdj. Mateusz Czarnecki



