Ksieza na trybunach

Ten sezon to dla mnie jakaś rzeczywistość alternatywna – wywiad z księdzem Łukaszem Gachem

Kibicowsko jest związany z Legią od niemal trzech dekad, a miłość do klubu rozkwitła wraz z dwumeczem z Goeteborgiem. O lekcjach historii, których warszawscy fani udzielają światu poprzez oprawy, klubowych sympatiach wśród duchownych, czy przyczynach obecnego stanu rzeczy i innych kwestiach porozmawiałem z księdzem Łukaszem Gachem – wikariuszem parafii w Raciążu. 

Najczęściej bywa tak, że kibicowską pasję przekazują nam nasi ojcowie. A jak to było w przypadku księdza?

Było tak częściowo, tzn. tata jest kibicem Legii, śledzi wyniki, ogląda mecze i z tego wspólnego oglądania zrodziła się pasja. Chociaż to ja sam kupiłem numer „Piłki Nożnej” z plakatem Legii. Pamiętam to zdjęcie i skład z meczu w Champions League z Rosenborgiem. Wtedy też po raz pierwszy zetknąłem się z nazwą „Błękitni Raciąż”. Było to podczas lektury słynnego wywiadu nieodżałowanego redaktora Pawła Zarzecznego z obrońcą Legii, Markiem Jóźwiakiem. Piękne czasy… To se ne vrati…

Od jak dawna może się ksiądz określić jako kibic Legii?

Od awansu do Ligi Mistrzów. Szalone lata 90. Gdy Legia grała pierwszy mecz z IFK Goeteborg, który miał decydować o awansie gościliśmy wujka z Warszawy z rodziną. Wspaniała atmosfera, rodzinne kibicowanie. Strasznie przeżywałem te mecze, wygrana z mistrzem Norwegii, potem straszny mecz w Moskwie, cud nad Wisłą w postaci wygranej z mistrzem Anglii – Blackburn Rovers, następnie rewanże, które już nie były tak dobre w wykonaniu Legii, ale emocji nie zabrakło. Szkoda tego ćwierćfinału z Panathinaikosem; parafrazując Kazika: gdyby nie błoto zamiast boiska, gdyby nie Warzycha, gdyby nie czerwona kartka Marcina Jałochy… Ale i tak Legia grała wtedy w 1/4 LM! Niestety za chwilę ta drużyna się rozpadła… Przeżywałem to strasznie… Dość szybko przekonałem się o tym, że kibicowanie to huśtawka emocji. 

Wielu ludzi stawia znak równości między kibicem a chuliganem, więc dla niektórych ksiądz-kibic to niemal szok. Jak ksiądz patrzy na tę kwestię?

W ogóle się tym nie przejmuję. Życie nauczyło mnie, żeby ludzi nie szufladkować. To poważny błąd. Są różne stereotypy, ale ja z nimi walczę. A jak dodam, że słucham metalu i czytam science fiction, to będzie to większy szok? Przecież nie każdy kibic to przestępca, to byłby absurd. Niestety, wielu ludzi lubi żyć w tzw. bańkach. 

Jest ksiądz kibicem, nazwijmy to, telewizyjnym czy zjawia się także na trybunach przy Ł3?

O wiele częściej mecze śledzę przed tv. Na Ł3 pojawiam się 1-2 razy w sezonie. Na więcej nie pozwala mój codzienny grafik. 

Skupia się ksiądz tylko na śledzeniu wyników i oglądaniu meczów, czy stara się obserwować również to co na bieżąco dzieje się w klubie? Trzeba przyznać, że mamy ostatnio gorący czas…

Oczywiście staram się być na bieżąco z tymi sprawami i bardzo boli mnie to, co teraz się dzieje. Trudno jakoś racjonalnie zrozumieć pewne decyzje. Pozostaje wierzyć, że wyjdziemy z dołka. Ten koszmar nie będzie przecież trwał wiecznie. 

Wróćmy do tematu kibiców. Wielu ludzi określa ich mianem „kiboli”, nie dostrzega tego co robią choćby dla rodaków na kresach, dla propagowania historii, tego, że sprzątają groby powstańców warszawskich. Uważa ksiądz, że to krzywdzące, iż się ich często deprecjonuje?

Z pewnością są to pewne uproszczenia. Nie każdy kibic (dotyczy to każdego klubu) jest zaraz chuliganem, ale też nie każdy angażuje się w jakieś akcje. Trzeba oddzielać ziarno od plew. Ja widzę więcej tego dobrego ziarna na trybunach, w rozmowach itd. Gdy widzę patriotyczne oprawy, to mam ciarki na plecach. Przecież to idzie w świat, to jest lekcja historii dla świata! Czasem mam wrażenie, że kibice to taki przysłowiowy „ostatni bastion”, a swoim zaangażowaniem w przygotowanie oprawy robią więcej dla naszej polityki historycznej, niż politycy. Potrafią się zorganizować, żeby oddać krew, kupić karetkę dla szpitala, rozdać prezenty w domu dziecka, posprzątać groby na Powązkach, przeprowadzić zbiórkę na schronisko dla psów, itd. A to tylko część działalności. Kibicom po prostu się chce, oni szybko zrozumieli co to jest społeczeństwo obywatelskie. Dobra generalnie jest więcej, ale zło lepiej się sprzedaje w mediach. 

Bez wątpienia Legia Warszawa jest chyba najbardziej nielubianym klubem w Polsce. Zdarzyło się, że miał ksiądz jakieś nieprzyjemności ze względu na to, że kibicuje właśnie klubowi z Warszawy?

Kibic z kibicem się dogada, mam znajomych kibiców Wisły Płock, czy Widzewa. Nigdy nie czułem do tych ludzi odrazy, wręcz przeciwnie. Z ich strony również nie doznałem niczego niedobrego. Oczywiście czasem można sobie pożartować, ale nic więcej. Poza tym: czy naprawdę już wszystko na tym świecie musi być przedmiotem sporu? Ludzie byli, są i będą różni. Nauczmy się to szanować. Po prostu. Potrafię sobie wyobrazić, że kibice gości i gospodarzy są w tym samym sektorze na trybunach i przeżywają wspólnie święto jakim jest mecz. Do tego powinniśmy dążyć. 

Spotkanie z Jackiem Magierą w Ciechanowie (mój rozmówca pierwszy od prawej).

Nie mówi się o tym praktycznie w ogóle, ale czy wśród księży jest dużo piłkarskich kibiców z klubowymi sympatiami?

Wydaje mi się, że jest to spory procent. Sam mam kilku takich kolegów, zdarza nam się wspólnie pojechać na mecz. Proszę pamiętać, że my nie tylko odprawiamy Msze. Człowiek potrzebuje takiej zdrowej odskoczni raz na jakiś czas. 

Zdarzyło się kiedyś księdzu, że podczas modlitwy gdzieś mimowolnie poprosił opatrzność o korzystny wynik?

Tak, ale z tego co pamiętam Pan Bóg mnie nie posłuchał. To było dawno temu, chodziło o mecz Francja – Polska w Paryżu. Andrzej Woźniak obronił rzut karny, wygrywaliśmy 1:0, ale w ostatniej minucie Francuzi wyrównali. Od tamtej pory już nie próbuję. Przypominają mi się słowa, które pisze św. Paweł w 1 Liście do Koryntian: „gdy byłem dzieckiem, myślałem jak dziecko”. Potem Paweł dodaje, że wyzbył się tego co dziecięce. Czasem takie pojedyncze myśli mi chodzą po głowie, ale wiem też, że ostatecznie to tak nie działa. 

Ten sezon to dla każdego z nas, kibiców istny koszmar. Spodziewał się ksiądz, że doczeka dnia, kiedy Legia stanie się zespołem walczącym o byt w Ekstraklasie?

Nie, nigdy. Dla mnie to jakaś rzeczywistość alternatywna, piłkarskie s-f. Wierzę w to, że Legia wyjdzie z tego kryzysu silniejsza, a w przyszłości uniknie błędów. 

Co jest według księdza przyczyną tego wszystkiego? Trenerzy? Piłkarze? Czy może jednak prezes? W grudniu usłyszeliśmy, że w 90% za taki stan rzeczy odpowiada Czesław Michniewicz…

Moim zdaniem wszyscy, czyli piłkarze, trenerzy, osoby zarządzające, ale też i kibice powinni zadać sobie pytanie: co mogłem zrobić lepiej? Potrzeba rachunku sumienia. Szczerego i bolesnego. Obecny kryzys jest sumą mniejszych kryzysów, które narastały od lat, ale w mojej ocenie osobą najbardziej odpowiedzialną za ten pożar jest prezes Dariusz Mioduski.

Kluczowe pytanie na koniec – spokojnie się utrzymamy, czy będzie dramatyczna walka do końca?  

Gramy słabo, ale jednak coraz lepiej. Pamiętajmy, że w tej lidze są jeszcze słabsze zespoły. Boże, jak to w ogóle brzmi?… Utrzymamy się, może nawet uda się zrobić coś ekstra, żeby sezon nie był całkiem stracony. Juventus po spadku do Serie B odrodził się jak feniks z popiołów. Tam były inne okoliczności, ale lubię ten przykład. Znów wrócę do twórczości Kazika Staszewskiego, zresztą kibica Legii – „los się musi odmienić”

Rozmawiał Dawid Ziółkowski

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również