Ks Boguslaw Kowalski

Od trampkarza Legii po grę z Koseckim – ks. Bogusław Kowalski

Ostatnie miesiące przy Łazienkowskiej nie były udanym okresem. Przez działania pionu sportowego w zimowym okienku lwia część kibiców straciła wiarę w projekt, jakiemu przewodniczy Jacek Zieliński. To jednak nie oznacza, że kibice przestali wierzyć w Mistrzostwo w nadchodzącym sezonie. Szczególnie, że wśród nich są tacy, którzy na wierze znają się jak mało kto.

Ksiądz i kibic – jak sobie radzi?

W mediach głównego nurtu obraz kibiców i księży jest pokazywany z reguły w negatywnym świetle. To naturalne, że dziennikarze szukają tematów, które uderzają w obie społeczności, ponieważ to się dobrze „klika”, a niestety redakcje rozliczają swoich pracowników głównie z wyświetleń, a nie z jakości publikacji. Ciężko być obecnie kibicem lub księdzem. A co jeśli jest się jednym i drugim na raz? Jedną z nielicznych osób, która może odpowiedzieć na to pytanie jest ksiądz Bogusław Kowalski, proboszcz parafii pw. Nawrócenia św. Pawła Apostoła w Warszawie.

Ksiądz Bogusław Kowalski: Jeżeli ktoś mnie zna, to wie, że mi te dwie funkcje służą. Często jest to powodem do śmiechu i żartów. Podam panu przykład: w okresie Świąt Bożego Narodzenia podczas Mszy dla dzieci, byłem przebrany za św. Mikołaja. I powiedziałem dzieciom, zwracając uwagę na siostrę zakonną, że zachowuje się nieroztropnie. Bo ciągle chodzi do szkoły bez szalika. I dlatego w ramach prezentu postanowiłem jej wręczyć szalik. I oczywiście był to szalik Legii. Ludzie zaczęli bić brawo, bo Grochów jest legijny.

Łazienkowska na Grochowie? Tylko w parafii pw. Nawrócenia św. Pawła Apostoła.

Ksiądz Bogusław Kowalski jest kibicem Legii Warszawa od ponad 50 lat. Miłość do „Wojskowych” została mu zaszczepiona przez ojca i braci, którzy w dzieciństwie zabrali go na mecz. Później rodzice małego Bogusia poszli za ciosem i zapisali go do sekcji juniorów warszawskiego zespołu. Młodzieniec pomyślnie przeszedł testy i mógł dzięki temu z bliska podziwiać legendy polskiej piłki – w tym Kazimierza Deynę. Jego wspomnienia z tamtego okresu potrafiły wzruszyć nawet bohaterów z Łazienkowskiej 3.

Ks. B. Kowalski: Podczas rekolekcji, które miałem w Karczewie, przyszedł do mnie Wit Żelazko i zaprosił do domu, gdzie mieszkał Felek Niedziółka (obrońca Legii w latach 1966-74 – przyp. red.) i gdzie byli obecni Antoś Trzaskowski (obrońca Legii w latach 1961-73 – przyp. red.) i trener Broniszewski po to, żeby wspólnie powspominać stare czasy. Gospodarz był po udarze, więc był problem, żeby się z nim skontaktować – rozumiał co się do niego mówi, ale miał czasami kłopoty, żeby coś powiedzieć. I jak opowiadałem Antkowi Trzaskowskiemu, że pamiętam jego bramkę z Ruchem Chorzów na 1:1 z lewej nogi w okienko, to zaczęły mu lecieć łzy. Teraz każdy ma dostęp do wszystkich goli w Internecie. Wtedy tak nie było, więc mało kto widział takie akcje. Ja miałem to szczęście, że podczas tego meczu podawałem piłki.

Feliks Niedziółka i Antoni Trzaskowski to nie byli jedyni piłkarze Legii, z którymi spotkał się na swojej drodze ksiądz Bogusław.

Pielgrzymka z Koseckimi

Kiedy pytam proboszcza o znajomość z piłkarzami, ciężko mu wymienić wszystkich, ponieważ jego głowa jest przepełniona wspomnieniami. Wymienia Tomasza Sokołowskiego, który odwiedza jego parafię, Michała Żewłakowa, ale też dzieli się ze mną historią z pewnej pielgrzymki.

Ks. B. Kowalski: W 2000 roku Roman Kosecki przeszedł ze mną całą pielgrzymkę. Był wówczas świeżo po zakończeniu kariery i przyleciał z Chicago. Prosił mnie, żebym tego nie ogłaszał, ale parafianie od razu go rozpoznali po bujnej czuprynie, jaką wówczas nosił. Na ostatnie 2 dni załapał się nawet 12-letni Kuba Kosecki wraz z siostrą.

Okazuje się, że znajomość z Koseckim seniorem zaowocowała spotkaniem na boisku z gwiazdami futbolu, i to na murawie ukochanego klubu.

Ks. B. Kowalski: 23 lata temu Romek Kosecki zaprosił mnie na swój pożegnalny mecz, który odbywał się przy Łazienkowskiej 3. Byłem wówczas znacznie szczuplejszy (śmiech). Grałem u boku takich gwiazd, jak Lopez, Boniek, Lato, Czarek Kucharski. Zmieniałem Janka Furtoka.

Śp. Paweł Zarzeczny komentował to spotkanie z wysokości trybuny prasowej. Zakończyło się ono wynikiem 9:9, a kadry obu drużyn prezentowały się następująco:

Polska: Zbigniew Robakiewicz, Dariusz Wdowczyk, Dariusz Kubicki, Leszek Pisz, Bogusław Gałązka, Jerzy Podbrożny, Zbigniew Boniek, Roman Kosecki, Jacek Ziober, Krzysztof Iwanicki, Dariusz Dziekanowski, Waldemar Prusik, Wojciech Kowalczyk, Mariusz Czerkawski, Cezary Kucharski.

Trenerzy: Andrzej Strejlau, Henryk Apostel.

Reprezentacja Świata: Andrzej Woźniak, Jarosław Bako, Juan Lopez, Lubosz Kubik, Jan Furtok, Marek Koźmiński, Piotr Świerczewski, Lubomir Moravcik, Wojciech Krzyśków, ksiądz Bogusław Kowalski, Tomasz Iwan, Jerzy Urban, Marek Jóźwiak, Roman Kosecki, Lubomir Moravcik, Jacek Bąk.

Trenerzy: Wojciech Łazarek, Lesław Ćmikiewicz.

Wielu zawodowych piłkarzy chciałoby znaleźć się w takim gronie. Ksiądz Bogusław dokonał tego swoją kapłańską karierą. Było kogo podziwiać na boisku, jednak zdarzało się, że piłkarz potrafił mu zaimponować daleko od zielonej murawy.

Ks. B. Kowalski: Poszedłem kiedyś w Wielki Piątek do Katedry na Pradze na adorację Pana Jezusa w ciemnicy. Ze mną były może dwie-trzy kobiety. I tak koło godziny 10:00 wchodzi do Kościoła mężczyzna i również przyłącza się do adoracji. Spojrzałem na niego kątem oka i widzę Marka Citkę. Pewnie był przejazdem, ale zaimponował mi.

Kiedy pytam go, kto z obecnego składu byłby najlepszym kandydatem na księdza, po pewnym namyśle wskazuje Rafała Augustyniaka.

Ks. B. Kowalski: Po meczu zawsze jest pogodny, poda dłoń rywalowi, odnosząc się do niego z szacunkiem. On przeżywał bardzo trudny moment w Zabrzu, kiedy wybito mu zęba. Normalnie to przeciętny piłkarz byłby nabuzowany, chciałby szukać odwetu po meczu. A Augustyniak się uśmiechał, pozował do zdjęć. Wzniósł się ponad to, wyszło z niego takie fajne człowieczeństwo. Pokazał dużą klasę.

Kim jednak byliby zawodowi piłkarze bez kibiców? Ksiądz Bogusław zdaje sobie z tego sprawę jak mało kto.

Kibice? Super ludzie!

Mój rozmówca znany jest wśród kibiców Legii m.in. dzięki corocznym Mszom odprawianym na koniec sezonu. Widać po nim, że cieszy się z tej inicjatywy. Chwali Grochów za świadectwo wiary, które również objawia się w kibicowaniu.

Ks. B. Kowalski: Dwa lata temu była Msza za cudowne ocalenie przed spadkiem, na której nie było za dużo osób. Za to rok temu była euforia, bo zdobyliśmy Puchar i zajęliśmy drugie miejsce. Było tak na oko 250 osób. To jest dobry wynik, biorąc pod uwagę czwartkową Mszę o 20:30. Był też prezes Radomiaka, Sławomir Stempniewski!

W tym roku, mimo słabego sezonu frekwencja znowu dopisała. Przybyły fanki Legii z Sokołowa Podlaskiego, czy też kibic z Gliwic. Nie zabrakło również „Starucha”, którego w rozmowie ze mną nie mógł się nachwalić proboszcz grochowskiej parafii.

Ks. B. Kowalski: Niech mi pan wierzy – to jest tak inteligentny facet! Jaki on jest oczytany! To jest tak błyskotliwy gość, że naprawdę to jest jeden z bardziej inteligentniejszych ludzi, jakich znam.

To jednak nie wszystko. Na tegorocznym kazaniu ks. Bogusław dużą część poświęcił podkreśleniu znaczenia symboli. Mówił o Krzyżu, jak ważna jest jego symbolika, którą należy chronić. Mówił też o tym  w kontekście nowego Sztandaru Liceum Ogólnokształcącego Szkoły Mistrzostwa Sportowego Legii Warszawa, który był poświęcony 5 czerwca, a on uczestniczył w obchodach. Podczas spotkania ze mną podkreśla inną, również znaczącą kwestię, którą obserwuje na co dzień w swoim otoczeniu.

Ks. B. Kowalski: Kibice mają szacunek do pewnego sacrum. Nawet znajoma zakonnica, która była kiedyś na meczu, jako opieka dla dzieci, była zdziwiona serdecznością, jaką ją obdarzono na trybunie. Kapliczki na Grochowie, których jest mnóstwo, też są nietknięte. Można mieć uwagę do zachowania czystości w niektórych miejscach, ale nie w miejscach, gdzie są kapliczki. Jakby ktoś rzucił tam puszką po piwie… To nie potrzeba interwencji policji, ponieważ mieszkańcy sami zainterweniują.

Mój rozmówca ma bardzo pozytywne nastawienie do otoczenia, maksymalnie skraca dystans i sprawia, że można poczuć się przy nim swobodnie. Świadczą o tym m.in. dwie książki, których jest współautorem „Czarny humor” oraz „Chłopak z Pragi”. To naturalne, że parafianie darzą go sympatią.

Ks. B. Kowalski: Kiedyś byłem na trybunie Zachodniej, podchodzi do mnie facet i mówi, że jest moim parafianinem, i że chciałby, żeby jego dzieci zrobiły sobie ze mną zdjęcie. Dlaczego? Ponieważ jego żona nie za bardzo lubi jak zabiera dzieci na mecze, ale z drugiej strony bardzo mnie lubi. Zdjęcie ze mną było dla niego świetnym alibi – „widzisz, ksiądz Boguś też chodzi na Legię!”.

Wśród licznych pamiątek, jakie ksiądz Bogusław posiada jest też i oryginalny proporczyk z meczu Legia Warszawa – Real Madryt

W ubiegłym sezonie rzadziej mogło dochodzić do takich spotkań, ponieważ nie tak łatwo było dostać bilety na Legię. Czy w przyszłym sezonie możemy się spodziewać podobnych sytuacji?

Na Łazienkowskiej 3 wyprzedany stadion, w Kościołach coraz większe pustki

Frekwencja na mszy dziękczynnej na koniec sezonu czasem była uzależniona od wyniku, ale też trzeba brać pod uwagę fakt, że z roku na rok ubywa wiernych, szczególnie tych młodych. Przyczyniła się do tego niewątpliwie pandemia. Według komunikatu CBOS „Zmiany religijności Polaków po pandemii” drastycznie spadł procent badanych, którzy uczęszczają na niedzielne nabożeństwa. W marcu 2018 roku wskaźnik wynosił 45 proc badanych, w styczniu 2020 roku – tuż przed pandemią – zmalał do 41 proc, a w maju 2022 roku osiągnął poziom 32 proc.

Źródło CBOS.

Ksiądz Bogusław oprowadzając mnie po zakrystii mówi dumny, że kryzys wiary omija jego parafię. Na jego niedzielnych mszach jest godna frekwencja. Można pokusić się o porównanie z domowymi meczami Legii. Tak jak ksiądz Bogusław potrafi zjednoczyć wokół siebie wiernych, tak i legijna społeczność w postaci działu marketingu oraz grup kibicowskich mobilizowała do przychodzenia na stadion. Ten sezon okazał się jednak rozczarowaniem, czego wyraz dała grupa Nieznanych Sprawców publikując na Instagramie jednoznaczny komentarz do swojego postu:

Informujemy jednak z tego miejsca, że to ostatni taki sezon. Jeśli klub nie ruszy na porządne zakupy, jak Wasz bogaty wuj Stefan który dorobił się na skrobi ziemniaczanej i gdy jeździ do Paryża z kochanką, to kupuje jej 75 torebek, to mówimy dość. Jeśli klub nie zacznie wreszcie działać, rozliczać winnych obecnego stanu rzeczy, zamiast ciągle mamić nas plotkami, jakimiś abstrakcyjnymi statystykami o ilości autów wyrzucanych lewą ręką, w których przewodzimy itp., to podejmiemy stosowne kroki. Nie chcielibyśmy aby miało to miejsce. Nie chcemy konfliktu z zarządem dla zasady. Chcemy wielkiej Legii i stosunków z klubem, które są zdrowe. Chcemy aby takie pozostały. Ale jeśli nic się nie zmieni, to nie grozimy, a informujemy:
stadion przestanie się zapełniać jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki.

Nie godzimy się na kolejny sezon przeciętniactwa, dziadostwa, wiecznego osłabiania drużyny, braku choćby pucharu Polski, 3:0 z drużyną z norweskiej wioski rybackiej, „piłkarzy” którzy nigdy nie powinni dostąpić zaszczytu grania w koszulce z eLką na piersi, trenera który świętuje 1:1 z Lechem, dyrektora sportowego który żyje statystkami i prezesa który zarządza klubem w sposób tak nieudolny. Nie chcemy w klubie myślenia o Legii jako o kramiku z piłkarzami, gdzie tanio się kupi, drogo sprzeda i jakoś to się kręci. Głęboko liczymy na to że się obudzicie i razem znowu będziemy jechać po swoje. To bezwzględnie ostatnia szansa.

Wiara kibiców w działania pionu sportowego została poważnie nadszarpnięta. I tak, jak Kościół odczuł wpływ Covid na frekwencję, tak Legia może odczuć boleśnie wpływ wirusa przeciętności, który objawił się podczas zimowego okienka transferowego.

Proboszcz jak kapitan

Powyższy wpis można potraktować jako ostrzeżenie, groźbę lub po prostu unaocznienie problemu, jakim jest działanie pionu sportowego w Legii. Nikt z kibiców Legii nie jest zadowolony z tego, jak wygląda sytuacja w 2024 roku. Szczególnie, że z zespołu odszedł jego dotychczasowy kapitan. Po lekturze autobiografii „Chłopak z Pragi” spisanej w formie wywiadu-rzeki można wysnuć wniosek, że ksiądz Bogusław jak mało kto zna się na liderowaniu. W każdej parafii, z której odchodził, był żegnany przez rzeszę parafian, którzy często nie mogli pogodzić się z jego stratą. Biorąc to pod uwagę, zadałem mu pytanie, jaki według niego powinien być nowy kapitan.

Ks. B. Kowalki: Trzeba mieć do tego dar, charyzmę. Na pewno warto mieć zdrowy dystans do siebie, nie skupiać się na sobie. I przede wszystkim musi takiej osobie zależeć na wspólnocie, na wspólnym dobru. Wokół takiej osoby powinna ogniskować się grupa. Musi mieć autorytet, musi dobrze grać w piłkę. Musi też umieć stanąć w obronie zawodnika, ale też musi potrząsnąć kolegą, który nie wywiązuje się ze swoich obowiązków.

Wskazuje przy tym, że Josue w pewnym momencie przesadzał.

Ks. B. Kowalski: Mnie, jako kibica, irytowało jego ciągłe krzyczenie, gadanie i prowokowanie. Kapitan ma szczególną rolę, ale on wg mnie przedobrzył. Jest gdzieś w ludzkim organizmie granica ciągłego przyjmowania krytyki. Jeśli cały czas masz pretensje do kolegów z drużyny, to w pewnym momencie twoje uwagi mogą „spływać po nich jak po kaczce”. Josue może miał dobre intencje, ale w tej namolności przesadzał. Myślę, że inni mogli mieć go dość – podkreślam, że mówię to jako obserwator, nie wiem, jak to wyglądało wewnątrz szatni.

Najprawdopodobniej kapitanem w nowym sezonie będzie Artur Jędrzejczyk i ks. Bogusław przyznał, że to odpowiednia kandydatura na tę funkcję. Jednak nie tylko dobry kapitan jest potrzebny do wstrząsu drużyną i klubem. Kolejny taki sezon, jak ten może mieć swoje konsekwencje.


Nadchodzące rozgrywki to czas, w którym kibice powiedzą pionowi sportowemu „sprawdzam”. Dokąd do nas to doprowadzi? Tylko Bóg to wie.

Osobiście życzę sobie i każdemu kibicowi z osobna, bez względu na wyznawaną wiarę, żeby Legia miała takiego lidera, jak ksiądz Bogusław, i żeby stadion był wypełniony tak licznie, jak parafia pw. Nawrócenia św. Pawła Apostoła na warszawskim Grochowie.

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Od trampkarza Legii po grę z Koseckim – ks. Bogusław Kowalski

Ostatnie miesiące przy Łazienkowskiej to przede wszystkim utracona bezpowrotnie szansa na zdobycie jakiegokolwiek tytułu w minionym sezonie. Przez działania pionu sportowego w zimowym okienku lwia część kibiców straciła wiarę w projekt, jakiemu przewodniczy Jacek Zieliński. To jednak nie oznacza, że kibice przestali wierzyć w Mistrzostwo. Szczególnie, że wśród nich są tacy, którzy na wierze znają się jak mało kto.

Przeciętność przetykana magią

Zakończyliśmy sezon zwycięstwem. Po pierwszej połowie wydawało się, że będziemy strzelać kolejne gole. Niestety do końca drżeliśmy o wynik, po raz kolejny w tym sezonie.

Bez szału po puchary

Widać już pierwszy efekt pracy Feio. Nie ma wylewów w obronie. Niby nic wielkiego, a jakże spokojniej ogląda się mecze. I to nawet wtedy gdy

Brawo Panowie

Trzeba się po prostu cieszyć i to z kilku powodów. Zdobyliśmy trzy punkty i dzięki temu jesteśmy na pucharowym miejscu w tabeli, a do końca