Akademia Legii Książenice

Moim zdaniem: Wyrwać się z Nibylandii

Marcin Żuk podzielił się z nami swoimi przemyśleniami nt. podcastu z Marcinem Herrą, w którym padło wiele deklaracji. Choć to nie jest debiut Marcina na naszych łamach, to zapraszamy na pierwszy odcinek z jego autorskiej serii „Moim zdaniem”.

Moim zdaniem Marcin Herra korzystnie zaprezentował się w podcaście „Kilka słów o Legii”. Zapowiedział działania profrekwencyjne (cel 20 tysięcy ludzi wejdzie do świadomości kibiców), starania o sponsora tytularnego stadionu i Legia Training Center, zarabianie na parkingu i organizacji koncertów, wspólne oglądanie meczów wyjazdowych, koszulki, które się spodobają, wskrzeszenie restauracji i wiele innych sensownych pomysłów. Tak wiele i częściowo tak banalnych, że trudno zrozumieć, dlaczego przez pięć lat nikt przy Łazienkowskiej tego nie wymyślił, a może wymyślił, tylko nie dowoził. Być może chodzi po prostu o to, że człowiek, który Herrę wynajął, tym razem już naprawdę, ale tak „naprawdę naprawdę”, chce rozpocząć wylewanie fundamentów.

Marcin Herra nie krytykował bezpośrednio poprzedników. Herra chłostał ich pośrednio, deklarując „sto tysięcy tematów do rozwiązania” albo „przejrzenie wszystkich procesów po raz pierwszy w historii Legii”. To z pewnością w konstancińskim lesie zostało odnotowane i zapamiętane. Na Twitterze znalazłem niszową opinię, która moim zdaniem trafnie opisuje reakcję niedobitków z drużyny Mioduskiego na podcast, że oto Herra „buduje pozycję na słabości Mioduskiego ignorując fakt, że jest pracownikiem Mioduskiego”. Może tak jest, a może nie, natomiast dla mnie liczy się fakt, że ważny człowiek z klubu wychodzi do kibiców i w przeciwieństwie do #LegiaTalk nie wciąga ich w swój zwichrowany, alternatywny świat, tylko przedstawia rzeczywistość zbieżną z ich obserwacjami.

Czy to się uda? Moim zdaniem Herra ma większe szanse od Mioduskiego, bo zarządzanie polega przede wszystkim na codziennych, żmudnych operacjach, uzgadnianiu zadań i pilnowaniu ich realizacji, a do tego zawodowy menedżer nadaje się lepiej, niż Piotruś Pan z Nibylandii. Ale żeby nie było zbyt optymistycznie, to uważam, że Herra ma ekstremalnie trudne zadanie. Po pierwsze, każda restrukturyzacja kosztuje, a finanse klubu ograniczają swobodę decyzji. Po drugie, ludzie, narzędzia i procesy nie zaczną nagle działać tylko dlatego, że gdzieś tam na szczycie pan Herra zastąpił pana Zahorskiego. Zresztą pan Herra właśnie się o tym przekonuje, bo jego organizacja poinformowała go, że jedenastu kibiców nie opuściło żadnego meczu, on to publicznie ogłosił, a do dzisiaj nie wiemy, czy jedenastu, czy może na przykład stu jedenastu. Oby do wakacyjnych obozów Legia nauczyła się liczyć, bo inaczej pogubi dzieciaki.

Trzecim powodem mojego zwątpienia jest ocena aktualnej jakości zespołu. Otóż można opowiadać kibicom o planach, można je nawet zacząć realizować, ale na koniec dnia liczy się wynik, tabela i punkty. Jeśli zespół Kosty Runjaicia słabo wystartuje, to niezależnie od tego, co Herra powie i zrobi, to będzie oceniany źle, a przecież razem z Zielińskim został powołany po to, żeby oceny były dobre i żeby mógł się za nimi schować skompromitowany właściciel. Skompromitowany, zapędzony do narożnika, ale ciągle właściciel i pracodawca, więc jeśli szybko nie będzie wyraźnej poprawy, to pozycja pana Marcina będzie coraz słabsza, aż wreszcie wśród „stu tysięcy tematów do rozwiązania” znajdzie się on sam. Wszyscy znamy przecież naturę reakcji pana Mioduskiego.

Herra dobrze sobie poradził we wspomnianej rozmowie, co nie zmienia faktu, że jest zakładnikiem: finansów zarządzanych przez wiernego giermka właściciela, niewydolnej organizacji, Zielińskiego i Mozyrki, Runjaicia i piłkarzy, Mioduskiego, a na końcu kibiców, którzy są kapryśni i wymagający. Jeśli zespół będzie przegrywał, to nawet odkopanie programu „Legiony” będzie mało znaczyć przy ich frustracji wynikami.

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również