Wiele wskazuje na to, że na Legię wróciła normalność. Przyjeżdżają beniaminkowie, dostają trzy gole i wracają do domu. Malkontent powie – łaski nasi ulubieńcy nie robią. Tymczasem pamiętam naszą drużynę z silniejszymi składami, które w meczach z outsiderami męczyła się niemiłosiernie i nierzadko nie potrafiła wygrywać. Malkontent nr dwa powie – rywale przez większość meczu grali w osłabieniu. Tak, ale rywal otrzymał czerwo wskutek naszej ładnej akcji. Zmiennicy dali radę i to cieszy. W tym miejscu trzeba, mimo wyniku, pochwalić gości. Nie murowali bramki, grali odważnie. Wychodzili do pressingu nawet w osłabieniu. I to wszystko z samymi Polakami w składzie. Brawo.
Trener postanowił dać odpocząć części graczy, którzy grali w czwartek. Dzięki temu mogliśmy od początku meczu podziwiać Pankova, Baku, Celhake, Rosołka i Guala. To pokazuje nasz potencjał kadrowy w tym sezonie. Każdy z wymienionych graczy znalazłby bez problemu robotę w Ekstraklasie. U nas muszą bić się o skład. Dziś dali radę, choć nie każdy w równym stopniu.
Zaczęło się od niecelnego strzału Guala z pola karnego. Pierwszy kwadrans był wyrównany, goście nie przestraszyli się pełnego stadionu. W 13. minucie pierwszy raz pokazał się Rosołek, a mianowicie sfaulował rywala na wysokości naszego pola karnego. Do piłki podszedł Starzyński. Zawinął piłkę w taki sposób, że trafiła w poprzeczkę. Spokojnie do sytuacji podszedł Tobiasz. Jego twarz mówiła, że był pewien, iż piłka minie bramkę. Polecamy korepetycje z fizyki, jest tam cały dział o ruchach różnego rodzaju, może po kilku lekcjach będzie lepiej obliczał trajektorię lotu piłki. Po raz kolejny mógł dostać piłkę za kołnierz. Bardzo aktywny był Gual, brał udział praktycznie w każdej akcji. Zagrał dziś najlepszy mecz w naszych barwach. W 19. minucie Pankov świetnie uruchomił Wszołka. Ten w swoim stylu ruszył skrzydłem, dograł wzdłuż bramki. Nie trafił czysto Rosołek (był za to bliski zepsucia akcji doprowadzeniem do odgwizdania spalonego), ale akcję skutecznie zamknął Gual strzelając pierwszego gola dla Legii. Cztery minuty później długą piłkę Czech zgrał do wychodzącego na czystą pozycję Hiszpana, tego sfaulował Kasolik i sędzia zasłużenie przedwcześnie zakończył spotkanie. Można było się spodziewać tego, że nic złego w tym meczu już nam się nie stanie. Graliśmy tak jak trzeba to robić gdy masz jakość – spokojne rozegranie, za chwilę przyspieszenie gry i stwarzanie zagrożenia. Pankov trafił po rzucie rożnym w słupek, za chwilę znowu uruchomił po raz kolejny Wszołka, po podaniu którego Pekhart trafił w obrońcę. Serb budzi ambiwalentne odczucia. Z jednej strony potrafi uruchomić akcję ofensywną i jest solidny w odbiorze. Z drugiej strony pod presją zaliczył trzy groźne błędy. Musi się tego wystrzegać, lepszy rywal wykorzysta takie prezenty. Na koniec pierwszej połowy zabraliśmy nadzieję gościom. Sprzed pola karnego słabo strzelał Celhaka, bramkarz gości „wypluł” piłkę, wyrósł przed nim Pekhart i strzelił kolejnego gola w tym sezonie. To jest po prostu gość. Zawsze tam gdzie trzeba, dobrze, że nie na lodowisku z kijem.

Druga połowa mogła zacząć się z wysokiego „C”, Rosołek trafił głową w poprzeczkę. Za chwilę świetnym powrotem niebezpieczeństwo zażegnał Ribeiro. Goście drugi raz mieli okazję po złym ustawieniu Baku. Błąd Pankova skutkował tym, że do wysiłku wreszcie został zmuszony Tobiasz. Po kontrze pięknego gola mógł strzelić Muci (zmienił w przerwie Czecha, na pozycję nr „9” przesunął się Rosołek). Po pierwszym kwadransie drugiej odsłony na murawie zameldowali się Josue, Kun i Slisz odpowiednio za Guala, Wszołka i Celhakę. W tym momencie miałem nadzieję, że wreszcie zacznie grać Elitim, mając obok się Portugalczyka. Przez pierwsze cztery kwadranse niby miał piłkę, starał się rozgrywać, jednak więcej przyspieszających akcje podań miał chyba Pankov. Kolumbijczyk grał cokolwiek „na alibi”. Nie tego od niego oczekujemy. Druga połowa to już było granie trochę sparingowe. Za kierownicą usiadł Josue i stemplował każdą akcję. No-look passy, „siatki”, kółeczka. A jak już dostał podanie przed polem karnym, przyjął na strzał i bez problemu pokonał bramkarza rywali mocnym uderzeniem. Warto jeszcze odnotować powrót na boisko Kapustki. Zagrał dwadzieścia minut. Gorzej niż Elitim nie wyglądał.
Oczywiście trzeba tonować nastroje. Mamy komplet punktów w lidze, bilans bramek 6-0. Jednak graliśmy u siebie z beniaminkami. Cieszy jednak to, że w grze jest jakość. Piłka chodzi między zawodnikami z sensem i pomysłem. Mamy wymienność pozycji, każdy wie gdzie ma w danej chwili się znajdować. Widać rękę trenera. Jest taktyka, jest szeroki skład. To może być dla nas przyjemny sezon.
Legia Warszawa – Ruch Chorzów 3:0 (2:0)
Gole: Gual (20′), Pekhart (41′), Josue 69′)
Żółte kartki: Celhaka (8’), Jędrzejczyk (45’), Josue (77’) – Michalski (27’), Szywacz (59’), Sadlok (90’ +2’)
Czerwona kartka: Kasolik (23’)
Legia Warszawa: Tobiasz – Pankov, Jędrzejczyk, Ribeiro – Wszołek (Kun 60′), Celhaka (Slisz 60′), Elitim (Kapustka 72′), Baku – Rosołek, Pekhart (Muci 46′), Gual (Josue 60′)
Ruch Chorzów: Bielecki – Kasolik, Sadlok, Szywacz (Steczyk 59′) – Michalski, Szymański (Sikora 75′), Swędrowski, Wojtowicz (Skwierczyński 75′) – Letniowski (Szur 29′), Szczepan, Starzyński (Bartolewski 59′)



