pekhart

Jak radzą sobie byli zawodnicy Legii?

Zastanawialiście się kiedyś co robią aktualnie zawodnicy, którzy jakiś czas temu odeszli Legii? Zapewne codziennie ktoś z Was myśli co słychać u takich zawodników jak Nazariy Rusyn czy Joel Valencia. Otóż wspomniana dwójka nie robi nic ciekawego, ale spokojnie, bo to nie ostatni akcent tego tekstu. Kilku zawodników zrobiło parę naprawdę interesujących kroków w swoich karierach.

Wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w Legii następują spore roszady kadrowe, a poprzednie dwa sezony dobitnie to potwierdzają. Piłkarze z Legii przychodzą i odchodzą, właściwie klub w ostatnich latach wygląda trochę jak poczekalnia u lekarza. Co chwilę zjawia się ktoś nowy, przyglądamy mu się przez moment, ale ta osoba zaraz znika i pojawia się kolejna. W zasadzie ciężko związać się emocjonalnie z jakimś piłkarzem, bo z tyłu głowy każdy z nas ma świadomość, że za rok/dwa już go tu nie będzie. Co sezon z warszawskim klubem żegna się mniej więcej połowa pierwszej jedenastki. W letnim okienku transferowym, mimo dużej niechęci Jacka Zielińskiego, znów musiało dojść do kolejnych przetasowań.

Dzisiaj przyjrzymy się sytuacji zawodników, którzy na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów opuścili Łazienkowską. Gdyby teraz zrobić zestawienie tych, którzy w pierwszym zespole odgrywali w miarę poważną rolę – Legia zarobiła tylko na Juranoviciu, Wietesce, Karbowoniku, Lopesie i Luquinhasie. Dwudziestu-czterech zawodników odeszło poprzez wygaśnięcie/rozwiązanie kontraktu lub zakończenie wypożyczenia. Musicie przyznać, że statystyka nie wygląda najlepiej, a czy byli to źli zawodnicy? W większości zdecydowanie nie.

Na czerwono zaznaczeni zawodnicy, których już nie ma w Legii.

Jeśli chodzi o trójkę bramkarzy to sytuacja jest dosyć zbliżona u Artura Boruca, Radosława Cierzniaka i Richarda Strebingera – mianowicie wszyscy zagrali tyle samo spotkań od momentu wygaśnięcia kontraktów z Legią. Jedyna różnica polega na tym, że pierwsza dwójka zakończyła swoje piłkarskie kariery. Austriak do dziś nie znalazł klubu, a w sezonie 20/21 w Rapidzie i Legii zanotował zaledwie 16 występów. Na problemy ze znalezieniem klubu może wpływać też fakt, jak kontuzjogenny jest Richard. Problemy ze zdrowiem dawały o sobie znać również kiedy grał z „eLką” na piersi. Co ciekawe, Richard najwidoczniej odnalazł w sobie nową pasję jaką jest… gotowanie. Austriak często na swoim Instagramie chwali się swoimi własnoręcznymi daniami. Ale to nie wszystko, bo Strebinger otworzył własną szkółkę bramkarską dla dzieci, której poświęca dosyć sporo czasu.

Przechodząc do linii obrony – Mateusz Hołownia, który w pewnym momencie u Czesława Michniewicza był ważnym ogniwem, trafił do Bandirmasporu (zaplecze tureckiej ekstraklasy). Tam rozegrał 6 spotkań, w których dostał jedną żółtą kartkę. Niestety „Hołek” pod koniec listopada złapał uraz stopy, który wykluczył go z gry. Na razie ciężko jednak stwierdzić kiedy wróci do pełnej sprawności fizycznej. Legia latem nie przedłużyła kontraktu wychowanka i jak widać wiele nie straciła.

Analogicznie wygląda sytuacja Williama Remy’ego. Francuz obecnie przebywa w ostatnim klubie drugiej ligi belgijskiej. Słowo „przebywa” najlepiej opisuje jego obecną sytuację, gdyż sympatyczny Willy w przeciągu trzech rund wybiegł na boisko zaledwie 15 razy. W tym sezonie zagrał czterokrotnie (ostatni raz 28 października). Jeżeli w Warszawie Remy nie spełnił oczekiwań, to w Virton muszą być szczególnie zawiedzeni jego postawą.

Na pewno kibice Legii z wypiekami na twarzy mogą oglądać występy Mateusza Wieteski w Ligue 1. Wychowanek warszawskiego klubu związał się 4-letnim kontraktem z Clermont Foot – rewelacją obecnego sezonu we Francji. Mateusz jest podstawowym stoperem swojego zespołu i z każdym meczem pracuje na transfer do lepszego klubu. Choć zdarzają mu się jeszcze momenty, w których widać brak koncentracji, nie można odmówić mu dużego progresu w grze. Dobra postawa we Francji skutkowała biletem do Kataru i znalezieniem się w wąskiej kadrze na Mistrzostwa Świata.

wyskok termalici
fot. Mateusz Czarnecki

Pamięta ktoś jeszcze o Artemie Shabanovie? W Legii prezentował się bardzo solidnie, po powrocie na Ukrainę natomiast rozegrał 8 spotkań i zdecydował się na zmianę pracodawcy. 2 lutego podpisał kontrakt z MOL Fehervar, gdzie zanotował 21 spotkań, w tym 5 w Lidze Konferencji w europejskich pucharach.

W ten sposób możemy płynnie przejść do najszybszego zawodnika w tym gronie. Lirim Kastrati, czyli jeden z największych „niewypałów” transferowych ostatnich lat. On również trafił do węgierskiego klubu, a tam w 9 spotkaniach zdobył 2 bramki, w tym jedną bardzo istotną w meczu z Ferencvarosem zremisowanym 2:2. Z pewnością Kosowianin odegra tam dużo istotniejszą rolę niż w Warszawie.

Przyszła pora, żeby wspomnieć o największym wygranym odejścia z Legii. Chodzi oczywiście o Josipa Juranovicia, który notuje obecnie najlepsze miesiące w karierze. Świetny występ na Mistrzostwach Świata i zdobycie brązowego medalu jest największym sukcesem w karierze Jury, ale nie można zapominać o występach w klubie. Liga szkocka to dobre okno wystawowe dla większych marek – szczególnie, jeśli chodzi o Premier League. Już teraz mówi się o zainteresowaniu takich klubów jak Chelsea, Manchester United, czy nawet FC Barcelona. Na razie granie w Celticu i występy w Lidze Mistrzów są dla Josipa dobrą ścieżką kariery, ale powoli nadchodzi moment na postawienie kolejnego kroku do przodu.

Joel Abu Hanna został wypożyczony do Lechii Gdańsk, a tam na razie prezentuje się dosyć przeciętnie – tak jak cała Lechia. Dla Izraelczyka kluczowa będzie runda wiosenna, gdyż może być to ostatnia szansa, żeby Jackowi Zielińskiemu pokazać się z dobrej strony.

Na zupełnie innym etapie kariery jest już z kolei Igor Lewczuk, któremu Legia nie zaproponowała nowego kontraktu, co skutkowało powrotem do Znicza Pruszków. Były reprezentant Polski był już zawodnikiem tego klubu w latach 2006-2008. Teraz Igor skupia się głównie na roli eksperta w programach o tematyce polskiej i francuskiej piłki oraz na komentowaniu meczów. Dziś możemy go posłuchać w studiu Kanału Sportowego, czy na antenach Eleven Sports.

Teraz chwilka przerwy, zastanówmy się kiedy ostatnio Legia miała naprawdę mocny środek pola? Ostatni raz tak było w sezonie 2020/21, a konkretnie w rundzie jesiennej. Trenerzy Vuković i Michniewicz mieli całkiem spore pole manewru w wyborze środkowych pomocników. W klubie, oprócz Bartosza Slisza, mieliśmy Vako Gvilię, Michała Karbownika, Domagoja Antolicia i Andre Martinsa. Pozycja numer „8” wydawała się zabezpieczona jak nigdy. Tymczasem rok później w klubie został już tylko Bartosz Slisz, który na pozycji defensywnego pomocnika czuje się jak ryba w wodzie, jednak – co by nie mówić – z grą ofensywną ma dosyć spore problemy. Pozostałych trzech zawodników odeszło za darmo.

Valeriane Gvilia dziś gra w Rakowie u trenera Papszuna i ma spore szanse na zdobycie trzeciego Mistrzostwa Polski w swojej karierze. Gruzin do tej pory rozegrał 27 meczów i strzelił jedną bramkę w Fortuna Pucharze Polski. W Częstochowie jest zaledwie rezerwowym i jego sytuacja prędko się nie zmieni. Niestety Vako po odejściu z Warszawy nadal zmagał się z kontuzjami co wydatnie wpłynęło na liczbę rozegranych minut.

Kapitalne wejście do nowego klubu miał Portugalczyk – Andre Martins. Bramka i asysta w pierwszych meczach w Hapoelu Ber Szeva sprawiły, że defensywny pomocnik od razu wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce. Sytuacja 32-latka zmieniła się o 180 stopni na początku obecnego sezonu. Andre zaczął sezon źle i notował słabe mecze, raz zobaczył nawet czerwoną kartkę czym wydatnie osłabił zespół w pierwszej ligowej kolejce. Na ten moment wystąpił tylko w 9 spotkaniach obecnych rozgrywek, dwa razy wchodząc z ławki rezerwowych.

Ulubieniec trenera Vukovicia – Domagoj Antolić, występuje obecnie w Damac – średniaku w Arabii Saudyjskiej. Wejście do nowego klubu miał równie imponujące jak Andre. 3 bramki i 6 asyst w pierwszym sezonie może robić wrażenie zważywszy na profil Chorwata. W sumie 40 meczów, 5 bramek i 7 asyst byłego zawodnika Legii w nowym klubie. Wydaje się, że to właśnie odejście Antolicia było najbardziej bolesne, jeśli chodzi o pomocników, Chorwat w Legii stanowił kręgosłup drużyny mistrzowskiej w sezonie 19/20 i mógłby stanowić o sile zespołu przez najbliższe lata w przypadku przedłużenia umowy.

Michał Karbownik z Legii odchodził jako piłkarz z olbrzymim potencjałem. Wydawało się, że 5.5 mln euro za jakie trafił do Brighton było promocyjną ceną. W Anglii „Karbo nie przebił się i zagrał tylko w jednym meczu pierwszej drużyny w FA Cup. Z racji problemów z grą Michał musiał udać się na wypożyczenie, które jak się okazało było równie nieudane. W Olympiacosie „Karbo” prezentował się słabo i skończył swój bilans z 8 występami w Grecji. Po powrocie do Brighton dostał zgodę na odejście, z której rzecz jasna skorzystał. Udał się na wypożyczenie do 2 Bundesligi, a konkretnie do Fortuny Dusseldorf, gdzie w końcu zaczął grać na miarę swoich możliwości. Trener Thioune jest z niego bardzo zadowolony i układanie składu zaczyna od młodego Polaka. Wychowanek Legii w tym sezonie zagrał w 13 meczach, strzelił bramkę (był to pierwszy gol w jego profesjonalnej karierze), a do tego dołożył 4 asysty. Znalazł się również nawet na szerokiej liście powołań na Mundial, jednak niestety nie załapał się do ścisłej kadry. Fortuna deklaruje chęć wykupu Karbownika, a Brighton jest w stanie sprzedać swojego zawodnika za około 3 miliony euro.

Kolejnym, którego odejście zabolało wielu kibiców był Marko Vesović. Jak widać ta rozłąka z dwójki Veso/Legia, bardziej na plus wyszła reprezentantowi Czarnogóry. Polscy kibice mogli dostrzec jak rozwinął się Marko w dwumeczu z Lechem, w którym Qarabag zdeklasował obecnego Mistrza Polski. Jeśli chodzi o same liczby, to Veso zdążył zagrać w 59 spotkaniach, zdobywając 5 bramek i zaliczając 7 asyst. Wynik imponujący – szczególnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę okres półtora roku w nowym klubie i zerwanie więzadeł w Legii, po którym Marko podniósł się i nie obniżył swoich lotów. Oczywiście Vesović zdobył także tytuł Mistrza Azerbejdżanu i regularnie gra na poziomie reprezentacyjnym.

Ostatnim Brazylijczykiem jakiego mogliśmy oglądać w Legii był Luquinhas. Nie ma wątpliwości, że był najbardziej widowiskowym piłkarzem w ostatnich latach. Właśnie dla takich akcji i dryblingów, jakich nam dostarczał Brazylijczyk, przychodzi się na stadion. Niestety, w zimowym okienku transferowym opuścił on Warszawę i wyjechał za ocean zmieniając walutę wypłaty na dolary. Kolejnym przystankiem w karierze „Luquiego” jest NY Red Bulls, gdzie Brazylijczyk miał kapitalne wejście. W pierwszych 22 spotkaniach udało mu się zdobyć 16 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej. Ostatnimi czasy obniżył poziom i przestał notować liczby. Co jednak istotne nadal utrzymuje miejsce w podstawowej jedenastce.

Zastępcą Luquinhasa, przynajmniej na pół roku miał być w Legii Benjamin Verbić, który trafił do Warszawy na zasadzie półrocznego wypożyczenia z Dynama Kijów. Aktualnie Słoweniec na zasadzie wolnego transferu został piłkarzem Panathinaikosu Ateny, gdzie jest istotnym zawodnikiem w układance trenera. Verbić 10 razy wybiegał na boisko w podstawowej jedenastce i sześciokrotnie wchodził z ławki. Łącznie zagrał 46% możliwych minut w greckim klubie.

verbić
Fot. Mateusz Czarnecki

Joel Valencia na pewno nie sprawdził się w Legii i patrząc teraz na jego karierę, dużo się w tej kwestii nie zmienia. Ostatnią bramkę Ekwadorczyk zdobył jeszcze w Brentford, w spotkaniu z Reading – był to czerwiec 2020 roku. Jak widać Waldemar Fornalik w Piaście wycisnął z jego potencjału wszystko co mógł. Valencia aktualnie gra na drugim poziomie rozgrywkowym w Holandii, a wcześniej mogliśmy oglądać go w LaLiga 2. W przeciągu dwóch sezonów zanotował 2 asysty.

Przejdźmy do naszych ex-napastników. Gdybyście mieli wybrać komu po odejściu z Legii będzie wiodło się lepiej, Rafie Lopesowi, czy Tomasowi Pekhartowi, to kogo byście wskazali? Zapewne większość z nas bez wahania postawiłoby na Czecha. Nic bardziej mylnego. Tomas trafił do Gaziantep – klubu tureckiej Super Lig jako wolny zawodnik. W 13 meczach zdobył 2 bramki i zanotował asystę. Bilans niezbyt imponujący, prawda? To nie koniec, „Pegas” już zdążył odejść z Turcji, rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron i na dziś nie znalazł nowego pracodawcy.

Zupełnie inaczej prezentuje się sytuacja Portugalczyka. Rafa w AEK Larnaca notuje sezon życia – 27 meczów, 7 bramek i 3 asysty, co jak na napastnika o walorach dosyć defensywnych jest całkiem przyzwoitym wynikiem. Co ciekawe, Lopes drugi sezon z rzędu gra w Lidze Europy – strzelił nawet bramki takim markom jak Rennes, czy Dynamo Kijów.

Z pewnością nie gorzej wiedzie się Jose Kante. Właściwie jego kariera po odejściu z Legii robi gigantyczne wrażenie. Po kilku latach spędzonych w Ekstraklasie, Jose wyleciał do Kazachstanu, a tam w 52 meczach strzelił 23 gole i zanotował 11 ostatnich podań. Imponujące liczby? To jeszcze nie koniec. Po odejściu z Kajrata Ałmaty, Jose zdecydował się na kolejny egzotyczny kierunek – tym razem postawił na Chiny. Jak mu idzie? 16 meczów, 14 bramek i 6 asyst w obecnym sezonie! Trzeba przyznać, że to kapitalny wynik, a jeszcze nie tak dawno Ricardo Sa Pinto wysłał go na wypożyczenie do 3. ligi hiszpańskiej i wydawało się iż kariera reprezentanta Gwinei znajduje się na sporym zakręcie.

Szymon Włodarczyk podążył drogą Ariela Mosóra, Łukasza Łakomego czy Radosława Cielemęckiego i odszedł za darmo do innego klubu Ekstraklasy. Szymona możemy oglądać co tydzień na naszym ekstraklasowym podwórku w barwach Górnika Zabrze, gdzie zbiera doświadczenie i staje się coraz lepszym napastnikiem. Zdobycie 7 bramek na przestrzeni tak krótkiej rundy w Ekstraklasie robi spore wrażenie, a przecież Włodar ma dopiero 19 lat. Kto wie może młody „Włodar” pod tym względem pobije swojego ojca – Piotra, który w polskiej lidze zdobył 92 gole.

W jednym klubie z Szymonem gra Mateusz Cholewiak. W 45 spotkaniach strzelił bramkę i miał 2 asysty. W obecnym sezonie rozegrał 756 minut i pełni głównie rolę rezerwowego – trochę jak w Legii, gdzie zazwyczaj wchodził z ławki w końcówkach spotkań.

Co do pozostałych napastników sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana – Kacper Kostorz po transferze do Pogoni Szczecin praktycznie nie gra, naderwanie więzadła w kolanie niestety sprawiło, że jego kariera wyhamowała. Jasur Yakshiboyev wrócił do ojczystego Uzbekistanu, gdzie nie radzi sobie najlepiej. Co do Mahira Emrelego – sytuacja równie nieciekawa. Azerski napastnik znajduje się na wylocie z Dinama Zagrzeb. Piłkarz ewidentnie nie spełnił oczekiwań władz klubowych i najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest jego odejście. W Zagrzebiu zaliczył 20 spotkań i zdobył 5 bramek, w tym sezonie zagrał jednak tylko 233 minuty.

Warto też wspomnieć o jeszcze jednym zawodniku. Last but not least, Nazarij Rusyn, albo jak o sobie mówi ukraiński zawodnik – „Predator”. Po nieudanym pobycie w Legii udał się na wypożyczenie do SK – Dnipro 1, gdzie spisał się równie słabo. W 10 spotkaniach dwukrotnie trafił do siatki i zakończył swoją przygodę w tym klubie. Kolejnym przystankiem w karierze Nazarija był powrót do ojczystego klubu – Zorii Ługańsk. W obenych rozgrywkach w 12 spotkaniach na listę strzelców wpisywał się 3 razy i miał 2 ostatnie podania.

Warto przyjrzeć się też sytuacji legijnych wychowanków – Łukasza Łakomego, Ariela Mosóra i Radosława Cielemęckiego, którzy może nie zaistnieli w pierwszym zespole, ale odeszli do ligowych rywali i tam spisują się całkiem nieźle. Ariel jest podstawowym stoperem i jasną postacią w drużynie Piasta Gliwice. Do tej pory rozegrał 44 spotkania w pierwszej drużynie Piasta i strzelił jedną bramkę. Przez kontuzje opuścił parę spotkań, lecz na ten moment jest niekwestionowanym zawodnikiem pierwszego składu.

Nie gorzej radzi sobie w Lubinie Łukasz Łakomy. Mimo fatalnej formy Zagłębia, 21-latek jest liderem środka pola i wydaje się, że w niedalekiej perspektywie będzie mógł liczyć na oferty z zagranicznych klubów. Do tej pory w barwach Zagłębia zagrał 48 meczów, strzelił 1 bramkę i zanotował 3 asysty.

Najgorzej z całej trójki radzi sobie Radek Cielemęcki, w tym sezonie bowiem zagrał w barwach Wisły Płock tylko raz w Pucharze Polski, a w rozgrywkach 20/21 wybiegł 17 razy na murawę strzelając jedną bramkę i notując jedną asystę.

Na grafice poniżej znajduje się statystyczne podsumowanie tego jak radzą sobie zawodnicy, którzy opuścili Legię.

Jakie można wyciągnąć wnioski na podstawie karier zawodników, którzy opuszczali Łazienkowską? Na pewno takie, że Legia za łatwo wypuszcza z rąk najlepszych piłkarzy, a na to nas jako klubu z pewnością nie stać. Uważam, że przynajmniej 6 piłkarzy, z którymi nie zostały przedłużone umowy miałoby na dziś pewne miejsce w wyjściowej jedenastce. Zamiast pomagać Legii w zdobyciu jak najwyższego miejsca w lidze, piłkarze pokroju Vesovicia, czy Antolicia grają na chwałę klubów, które de facto nie zapłaciły nawet złotówki za zawodników o tak wysokiej klasie. Jeśli chcemy budować klub grający zawsze o najwyższe cele, konieczna jest stabilizacja. Oczywiście za odejścia Luquinhasa, czy Jose Kante nie możemy mieć pretensji do klubu, gdyż sytuacja w obu przypadkach była dosyć złożona. Uważam jednak, że kiedy jest opcja pozostania solidnego zawodnika i budowanie równowagi w zespole, zamiast płacenia za ściągnięcie nowego piłkarza z nadzieją, że może być lepszy – wybór jest oczywisty. Muszę przyznać, że szczególnie zabolało mnie odejście Igora Lewczuka, który nie dostał oferty przedłużenia umowy. W zespole są potrzebni też doświadczeni zawodnicy, a czy w poprzednim sezonie Igor byłby gorszy od Lindsaya Rose’a, czy Joela Abu Hanny? Czy nie pomógłby mentalnie i nie uniósłby ciężaru grania w Legii w momencie kryzysowym? Oprócz zaoszczędzonych pieniędzy Legia w szatni miałaby charakter i piłkarza, który stanowi wzór dla młodzieży. Wydaje się, iż polityka transferowa zmienia się na lepsze i teraz Igor mógłby liczyć na przedłużenie kontraktu. Legia może stać się bardziej racjonalna w działaniach transferowych. Poważniejsze wnioski będziemy mogli jednak wyciągać po letnim okienku, ale miejmy nadzieję, że słowo „stabilizacja” jest obecnie jednym z najczęściej wymienianych przy Łazienkowskiej.

Michał Palak

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Typer KSOL – podsumowanie po 18. i 19. kolejce Ekstraklasy

Za nami siedemnasta kolejka sezonu w wykonaniu Legionistów i jednocześnie dwudziesta kolejka typera Kilka Słów o Legii. To podsumowanie będzie o tyle wyjątkowe, że podsumujemy dwie ostatnie kolejki, ponieważ mamy zaległości w tym temacie. Sprawdźcie, którym z użytkowników Twittera poszło najlepiej z wytypowaniem wyniku „Wojskowych”.

Pusta kasa lepsza od miedziaków

Mówi się, że pieniądze nie grają. Zawsze byłem sceptyczny wobec tego stwierdzenia. Wszak przeczą mu statystyki, zresztą wystarczy obejrzeć mecze polskich drużyn w europejskich pucharach, gdy nie są już rozstawione. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają tę regułę. Tymczasem biedna Legia w tej rundzie punktowo 6 na 6. I pal licho te punkty. Co najważniejsze, w tych skrajnych warunkach, gdy młodzi sami muszą płacić za jedzenie, gdy toniemy w długach, gramy po prostu dobrze w piłkę. Wystarczy porównać nasze mecze z tymi rozgrywanymi przez naszych rywali, nawet tych, których plakaty nad łożkami i pod kołdrami mają mejweni. O, pardon, zapomniałbym. Ta nasza dobra gra trwa póki co 65 minut, a może cezurą jest tu wcale nie czas, lecz strata bramki. Bliżej mi do tej teorii, a tym samym wszyscy rządkiem do psychologa. Może Iga Świątek pomoże i Daria Abramowicz kogoś poleci.

Poważny sprawdzian

Legię w najbliższą sobotę czeka bardzo poważny sprawdzian w meczu z Zagłębiem. Na pewno będzie to trudniejsze spotkanie niż z Koroną, która momentami bała się grać w piłkę na Łazienkowskiej. Powodów jest kilka – zawieszenie Bartosza Kapustki, który obejrzał czwartą żółtą kartkę. Do tego dochodzi kontuzja Carlitosa, który nie zagra przez następne kilka tygodni. I powód numer 3. – Legia zmierzy się z drużyną trenera Fornalika na wiosnę, co zawsze samo w sobie jest sporym wyzwaniem.

Strzykawka z dwiema dawkami pokory

Przez 65 minut byłem zajęty przede wszystkim wymyślaniem błyskotliwego tytułu. Takiego, który oddawałby naszą świetną grę, bezradność rywala, bardzo dobry wynik. Przez ponad cztery kwadranse zastanawiałem się także nad tym, czy to my jesteśmy tacy dobrzy? Czy też Korona taka słaba. Okazuje się, że ani to, ani to. Po prostu rywale nam pomagali przez większą część meczu, my im przez mniejszą. Dlatego ostatecznie 3 punkty zostają, całe szczęście, w Warszawie.

Wracamy do gry!

Po długim oczekiwaniu wraca Ekstraklasa, a co za tym idzie Legia po niespełna 77 dniach wraca do gry o stawkę (gdyby kogoś szczególnie interesowały liczby – od ostatniego spotkania do pierwszego gwizdka w niedzielę minie około 6636600 sekund). Całe szczęście w końcu będziemy mogli zobaczyć trochę poważnego futbolu – ile można oglądać lig zagranicznych czy Mistrzostw Świata, chyba wszyscy tęskniliśmy za wieczorami z naszą kochaną ligą i nareszcie się doczekaliśmy! Na start rundy czeka nas spotkanie z przedostatnią w tabeli Koroną Kielce. Cel? Pewne zwycięstwo i 3 punkty.