23 maja 2022 roku Kosta Runjaić został ogłoszony nowym trenerem Legii Warszawa. Niemiec podpisując dwuletnią umowę objął dziesiątą drużynę Ekstraklasy poprzedniego sezonu z bardzo przeciętną kadrą na tle innych ligowych zespołów aspirujących o jak najwyższe lokaty. 25 lipca 2023 roku Niemiec podpisał nowy kontrakt i związał się z warszawskim klubem do końca sezonu 2025/26. Ale w międzyczasie wydarzyło się bardzo dużo dobrego – zwycięstwo w finale Pucharu Polski grając 120 minut w osłabieniu, odczarowanie klątwy Superpucharu Polski, wicemistrzostwo kraju i awans do 4. rundy eliminacji Ligi Konferencji. O tym jak szkoleniowiec z zachodu zbudował Legię na nowo i stworzył monolit w drużynie, a zarazem wprowadził normalność do klubu ze stolicy przeczytają Państwo poniżej!
Lata ciągłych zmian
Przez ostatnie lata oglądałem mecze Legii stale analizując z tyłu głowy jak gra drużyna, czy ten mecz to nie jest przypadkiem początek kryzysu. Po słabszej połowie już pojawiały się wątpliwości, czy obecny trener to faktycznie taki ekspert w swojej dziedzinie. Gdy przegrywaliśmy jedno spotkanie już w następnym meczu człowiek obgryzał z nerwów paznokcie, bo może już niedługo nastąpi zmiana długofalowej wizji. Całe szczęście trochę się w tej kwestii zmieniło. Dzisiaj nawet, gdy Legia przegrywa (co nie jest tak częste), nawet gdy wpada w chwilowy dołek – ani razu nie pojawił mi się moment, gdzie zaczynałem wątpić w trenera. I nie jest to dowód na to, że jakkolwiek się znam na trenerce, czy jestem ekspertem piłkarskim, raczej o zmianę mentalności przy Łazienkowskiej. To przede wszystkich zasługa Kosty Runjaicia, który zbudował sobie duże zaufanie drużyny, w gabinetach przy Ł3 i przede wszystkim na trybunach. Nawet, gdy coś nie wychodzi, bo przecież nie zawsze drużyna będzie wygrywać, trener jest konsekwentny w swoich działaniach oraz pewny pomysłu na budowę tego zespołu i dzisiaj zbiera plony swojej pracy. Pierwszy raz od dłuższego czasu faktycznie można poczuć, że w klubie faktycznie jest stała wizja, która jest spójna u trenera i dyrektora sportowego.
Jak było w zeszłym sezonie wszyscy pamiętamy. Przez pierwsze mecze Legia szukała swojego stylu, ustawienia, a zawodnicy docierali się z trenerem. Początek sezonu był obiecujący, a im dalej w las tym lepiej. Oczywiście zdarzały się wpadki jak Cracovia (0:3), Raków (0:4), ale wtedy drużyna była jednym wielkim placem budowy. Po przejściu na trójkę obrońców w Legii coś przeskoczyło. Wyrobił się własny styl gry, do łask wróciła gra wahadłami i Legia nabrała odpowiedniego kolorytu w ofensywie. Widać było wypracowane akcje, świetne stałe fragmenty gry, czy grę na jeden kontakt, a w akcjach bramkowych widać było automatyzmy. Runda wiosenna sezonu 21/22 do pewnego momentu to jeden z najlepszych okresów Legii w ostatnich latach, udało się zbudować serię 7 zwycięstw z rzędu, a do tego stworzyć twierdzę przy własnym stadionie, gdzie Legia nie przegrała żadnego spotkania. Może momentami zdarzały się wpadki, ale w tamtych rozgrywkach pojawiły się fundamenty pod jeszcze mocniejszy zespół. Poprzednie rozgrywki zakończyliśmy 66 oczkami na koncie po 34 kolejkach.
Na grafikach poniżej statystyki wszystkich trenerów Legii w przeciągu ostatniej dekady.


Jak statystycznie wygląda praca Niemca w Legii? Okazuje się, że bardzo pozytywnie, abstrahując od wysokiej średniej punktowej (najwyższy wynik po Klafuriciu i Czerczesowie) warto podkreślić, że jest to pierwszy trener od czasów Aleksandara Vukovicia, który w Legii przepracował pełny sezon. Wcześniej był to Henning Berg. Zapewne nie jest przypadkiem, że tego szkoleniowca selekcjonował Jacek Zieliński, a nie Dariusz Mioduski, który na to stanowisko zatrudnił dyrektora sportowego Dinama Zagrzeb, czy trenera kobiet, co po czasie o dziwo okazało się błędem.

Zastaje klub drewniany, a zostawia murowany
Do tej pory poza Legią trener Runjaić prowadził Darmstadt 98, MSV Duisburg, 1.FC K’lautern, 1860 Munchen i Pogoń Szczecin. Nic specjalnego – ligowy dżemik w Niemczech i słabiutka jak na tamten czas Pogoń. Ciekawe są natomiast okoliczności w jakich przychodził do nowych klubów, ale zacznijmy od początku.
W Darmstadt nie było wówczas za ciekawie, mówiąc w dyplomatyczny sposób – z kranów raczej nie leciał Johny Walker, a w zasadzie mało co z tego kranu leciało. Po 22 kolejkach w Regionallidze zespół szorował po dnie tabeli i był murowanym kandydatem do spadku na piąty poziom rozgrywkowy. Wtedy do klubu przychodzi Runjaić i mówiąc w dosyć mocnym skrócie – w pierwszym sezonie utrzymuje zespół, następnie robi dwa awanse i jego nazwisko nabiera coraz większego znaczenia na niższych szczeblach w Niemczech. Pamiętajmy o tym, że 2. Bundesliga to już nie są ogórki. Przykładowo Bilans spotkań, w których prowadzi Darmstadt kończy się na liczbie 91 przy średniej punktów na mecz na poziomie 1,49.
Kolejny etap w karierze Niemca to MSV Duisburg (gdzie trafia na zasadzie transferu za kilkaset tysięcy euro), również drugi poziom rozgrywkowy za naszą zachodnią granicą, stamtąd jednak dobrowolnie odchodzi po sezonie. Mimo utrzymania i średniej 1,39 PNM w 31 spotkaniach, która zapewniła finalnie 11. lokatę, klub nie otrzymuje licencji na dalsze występy na drugim poziomie rozgrywkowym i zostaje zdegradowany do 3 ligi, w której zostaje na kolejne sezony. Runjaić jak tłumaczył – nie chciał podpisywać tego projektu swoim nazwiskiem.
Po trzech miesiącach odpoczynku od piłki trener Runjaić łapie kolejną fuchę, z pozoru wydaje się dużo lepszym projektem niż dwa poprzednie. Objęcie FC Kaiserslautern, gdzie cele są zupełnie inne niż w poprzednich miejscach pracy – liczy się awans na najwyższy poziom rozgrywkowy w Niemczech. Szkoleniowiec miał na to nieco ponad dwa sezony, w których jednak nie wyszło. Dwukrotnie uzyskana czwarta lokata w tabeli i niestety doszło do rozstania po kilku kolejkach trzeciego sezonu. Warto jednak odnotować spory sukces – awans do półfinału Pucharu Niemiec w sezonie 2013/14, gdzie jego podopieczni polegli 1:5 z Bayernem Monachium, który ostatecznie wygrał ówczesne rozgrywki.
Pewnie teraz myślicie, że Monachium nie kojarzy się najlepiej niemieckiemu szkoleniowcowi. No i macie racje, ale Bayern jest tutaj najmniejszym problemem. Kosta przejmuje zasłużoną markę TSV 1860 Monachium, gdzie ambicje są podobne jak w Kaiserslautern. W Bawarii jednak kariera (a w zasadzie przygoda, bo ciężko nazwać karierą kilkanaście spotkań) potoczyła się zupełnie inaczej i dla trenera niestety znacznie gorzej. 15 meczów, średnia punktów na poziomie 1.20 i tym samym wszystko kończy się dużym rozczarowaniem i zmianą na stanowisku trenera.
Mija rok na bezrobociu i do Niemca dzwoni kierunkowy z Polski, konkretnie ze Szczecina. Pogoń Szczecin oferuje prace, pewnie nie była to oferta z tych nie do odrzucenia, ale trener Runjaić potraktował to jako projekt, w który warto wejść – szczególnie po tak długiej przerwie nie można się takiej decyzji dziwić. Tym samym po raz pierwszy w swojej trenerskiej karierze Niemiec wyjeżdża trenować zespół poza swoją ojczyzną. Jednak miejsce do takiego wyjazdu wydawało się odpowiednie – ze Szczecina do zachodniej granicy nie jest daleko, a odległość chociażby do Berlina wynosi 150 km, przejazd autostradą A11 takiej trasy wynosi zajmuje około godziny i 45 minut. Co można zrobić w takim czasie? Biorąc pod uwagę, że człowiek czyta około 200 słów na minutę trener Kosta w czasie takiej podróży mógłby 9 razy przeczytać ów tekst o sobie. Nieco dalej jest jednak ze Szczecina do Warszawy, bo trener musiał przeprowadzić się aż 550 km dalej. W czasie takiej podróży można dwa razy obejrzeć „Titanica”, a przyznacie, że ten film do najkrótszych nie należy. W każdym razie – Kosta do Polski przychodził, gdy klub z Pomorza był w kryzysie, strefa spadkowa, zespół w rozsypce. Co było dalej? Chyba najlepszą laurką pracy szkoleniowca jest fakt, że po 5 sezonach jego obecności w Szczecinie Pogoń jest wymieniana w gronie drużyn, która walczy o najwyższe cele. Sezon 2021/22 Duma Pomorza kończy na trzeciej lokacie, a trener Kosta Runjaić kończy swój epizod w Szczecinie i nie przedłuża swojej dotychczasowej umowy, a następnie zostaje ogłoszonym nowym trenerem Legii. Resztę już państwo znają.

Burzenie mitów
Przed przyjściem Kosty Runjaicia do Legii pojawiało się wiele słów uznania, ale jeszcze więcej znaków zapytania ze strony kibiców. Mówiło się o różnych przeszkodach w pracy Niemca w Legii, nieco szerzej mogą państwo przeczytać o tym tutaj gdy po ogłoszeniu nowego dowodzącego w stołecznym klubie rozmawialiśmy o jego sylwetce z Bartoszem Ślusarskim z „Głosu Portowców”. Jako sporą wątpliwość poddawano chociażby kwestię nieporównywalnie większej presji i otoczki medialnej jaka jest w Warszawie, czy tego, że w „ciężkich” gatunkowo meczach jego drużyna nie dojeżdża. Wszystkie zarzuty, a przynajmniej ich spora większość została skutecznie zweryfikowana przez czas, podsumujmy sobie kilka z nich:
- Porażki w meczach o dużą stawkę – pokonanie Rakowa przy Łazienkowskiej, w finale Pucharu Polski i w Superpucharze Polski, ogranie Austrii w Wiedniu. Legia w zasadzie wszystkie mecze, gdzie nie była faworytem wygrywała. Warto też podkreślić, że przed poprzednim sezonem trener Runjaić nie miał na swoim koncie żadnych trofeów, dzisiaj do swoich osiągnięć może dopisać już dwa puchary. Przejście do Legii przełamało więc osobistą klątwę „0 tituli” i braku wspierania muzeów klubowych w dotychczasowej karierze.
- Porażki w meczach pucharowych – za kadencji Kosty Runjaicia Pogoń odpadała we wczesnych fazach Pucharu Polski przez co niektórzy drżeli co będzie, gdy Legia będzie musiała odwiedzić Niecieczę lub Zieloną Górę w pewien chłodny, listopadowy wieczór. Wszystko zakończyło się jednak w najlepszy możliwy sposób – zdobyciem 20. Pucharu Polski w historii klubu. Trzeba też pamiętać o przejściu dwóch rund eliminacyjnych do europejskich pucharów.
- Brak promowania młodzieży – Tobiasz, Nawrocki, Slisz, Muci stają się ważnymi postaciami zespołu. Swoje szanse zaczyna dostawać coraz poważniej Igor Strzałek, do tego Maciej Rosołek gra w praktycznie każdym meczu. No dobra – Slisz do najmłodszych nie należy, ale w momencie przyjścia nowego trenera miał 23 lata i wszedł na zupełnie inny poziom, niż ten do którego przyzwyczaił w poprzednich miesiącach.
- Niedostosowywanie systemu gry pod indywidualności zawodników – mówiło się, że Kosta Runajić uparcie stawia na ustawienie 1-4-5-1 – i faktycznie, na początku sezonu 22/23 Legia grała w tej formacji. Jednak już po kilku spotkaniach, gdy trener widział, że coś nie gra dostosował system gry do piłkarzy, których ma i przeszedł na trójkę z tyłu.
- Granie defensywnym napastnikiem – Tomas Pekhart z pewnością dużo daje zespołowi w defensywie, jednak jest to zawodnik o klasę wyżej od napastników, których miał w Pogoni Szczecin trener Runjaić. Mówiło się, że w drużynie Niemca napastnik nigdy nie będzie gwiazdą drużyny i skutecznym snajperem, a jednak Czech grający u Runjaicia jest najczęściej trafiającym do siatki rywali zawodnikiem.
Były też głosy, że Niemiec nie widzi dla Josue miejsca w drużynie, dzisiaj Portugalczyk jest kapitanem i najważniejszym zawodnikiem Legii. Trochę tych mitów było, na szczęście w większości nietrafione. Nie zapominajmy o przełamaniu klątw w Legii:
– zwycięstwo z Piastem Gliwice przy Łazienkowskiej – pierwszy raz od 2017 roku
– pokonanie Termaliki w Niecieczy – pierwszy raz w historii
– pokonanie Stali w Mielcu – pierwszy raz od powrotu Stali do Ekstraklasy
– pokonanie Jagielloni w Białymstoku – pierwszy raz od 2017 roku
– wygranie Pucharu Polski – pierwszy raz od 2018 roku
– wygranie Superpucharu Polski – pierwszy raz od 2008 roku
– awans do kolejnej rundy eliminacji europejskich pucharów mimo porażki w pierwszym meczu
A to wszystko w przeciągu tylko roku. Miejmy nadzieje, że pozytywnych przełamań przy Łazienkowskiej będzie tylko więcej.
Budowanie zawodników
W obecnych warunkach finansowych i przy pewnych ograniczeniach budżetowych jasne jest, że Legia nie może sciągać do siebie wymarzonych zawodników. Jak się okazuje na przestrzeni ostatnich okienek problemem okazywało się chociażby przyjście środkowego obrońcy. I tutaj pojawia się niezwykle istotna rola szkoleniowca, bo jeśli jesteś dobrym trenerem sam potrafisz zbudować sobie zawodnika, zauważyć coś więcej i wycisnąć z jego potencjału 110%. W przypadku większości szkoleniowców Legii nie było wiele takich sytuacji, gdyż mówiąc delikatnie – część z nich nie było wyśmienitymi fachowcami, ktoś ich jednak przez ostatnie lata zatrudniał, jak mówi stare chińskie przysłowie – „Trenerzy nie rosną na drzewach”. Przechodząc jednak do budowy zawodników, pierwszy z brzegu przykład to Aleksandar Vuković, który stworzył na nowo Domagoja Antolicia, czy Jarka Niezgodę. I podobnie było u Kosty Runjaicia. Nie masz środkowego obrońcy? No to Yuri Ribeiro do defensywy. I to chyba jedna z bardziej nieoczywistych decyzji, a jak się okazało – bardzo trafiona, bo na dziś Yuri jest naszym podstawowym stoperem, a jeszcze przed rokiem wydawał się zawodnikiem, który w Warszawie zupełnie nie ma przyszłości i jest jednym z pierwszych do odpalenia. Poza tym odbudowanie formy u Mladenovicia, który miał dramatyczny poprzedni sezon. Odważne postawienie na Kacpra Tobiasza w bramce od pierwszej kolejki zeszłych rozgrywek, czy zbudowanie Ernesta Muciego i Bartosza Slisza – to chyba najbardziej wartościowe przykłady. Oczywiście można podczepić jeszcze chociażby zmianę pozycji Rafała Augustyniaka, czy mocniejsze postawienie na Maika Nawrockiego, które zaprocentowało wysokim transferem wychodzącym.

Czekamy na więcej!
Taki sezon przejściowy jaki miała Legia chciałby mieć każdy klub w Polsce. Ale trzeba pamiętać o jednym, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dzisiaj cel jest jeden – awans do fazy grupowej Ligi Konferencji – bo to nie tylko okno wystawowe na Europę, ale również miejsce gdzie zespół staje się lepszy, nabiera doświadczenia i hartuje się w intensywnej grze. Jednak cel numer 1. jest znany od początku przygotowań do sezonu – najważniejsze jest Mistrzostwo Polski. Taki klub jak Legia nie może pozwolić sobie na trzeci sezon bez triumfu w lidze, jesteśmy zbyt dużym klubem na takie przerwy. Miejmy nadzieję, że zakład Tomasa Pekharta z jednego odcinka przedsezonowego vloga z trenerem, gdzie panowie obiecali, że jeśli Legia wygra Mistrzostwo zrobią sobie okolicznościowy tatuaż się spełni. Wszystko mamy, aby tak się wydarzyło – pełne trybuny, mocną kadrę i przede wszystkim świetnego fachowca jako trenera.
fot. Mateusz Czarnecki



