graj na janka

#GrajNaJanka – #3

W poprzednim odcinku Janek poznał odpowiedź na pytanie, czy jego sportowe marzenie się spełni. W tym, do gry wkracza też życie poza sportowe…

Odcinek 3.

W szatni panowała przeraźliwa cisza. Wszyscy byli przygnębieni tym, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Nawet Rudziński nie próbował swoich pokemonowych tekstów. Nikt nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego jeszcze do niedawna najlepsza drużyna w Polsce dała się stłamsić średniakom z Gliwic. Nikt nie potrafił sobie również wyobrazić, co działo się w szatni obok, gdzie na rozbieganie zebrali się wczorajsi antybohaterowie.

Wyszliśmy na boisko rozglądając się niepewnie na boki, ale pierwszy zespół jeszcze się na nim nie pojawił. Gdy robiliśmy rozgrzewkowe kółka, zaczęli powoli pojawiać się na drugim boisku. Wyglądali strasznie, a zacięta mina Michała Cześniewicza nie wróżyła szybkiej poprawy atmosfery. Nigdy wcześniej głos gwizdka nie niósł się równie mocno – tak cicho było na „boku”.

Powiem wam szczerze, że nawet nie byłem w stanie myśleć o tym, że właśnie trenuję w Legii i niebawem będę jej zawodnikiem. Niby tylko rezerw, ale zawsze… Niedowierzanie po wyniku nie pozwalało mi ani się cieszyć, ani stresować – nawet nie wiem, jak opisać to, co kołatało mi się po głowie, to uczucie, którego doświadczyłem. Czary goryczy dopełnił późniejszy SMS od Listka (Kuba Listkowski, pomocnik – od razu złapaliśmy dobry kontakt), że kilku chłopaków z „jedynki” poszarpało się na rozbieganiu i może się to skończyć zesłaniami do naszego zespołu. Cholera!

Droga do domu niezmiernie mi się dłużyła. Dobrze, że na wieczór były plany na wyjście z Agatą, bo od tego myślenia ból głowy stawał się nie do zniesienia. 

– Janku, zjesz obiad? – mama zawsze wiedziała jak poprawić mi nastrój. 

Może to niezbyt piłkarskie, ale lubię dobrze zjeść. A wiadomo, nie ma to jak u mamy! Jedzenie szybko zniknęło z mojego talerza. Poszedłem do siebie, położyłem się na łóżku i sięgnąłem po słuchawki. Jakiś czas temu pojawił się nowy album „Sabatonu” i nie miałem jeszcze okazji go posłuchać. Odpaliłem Spotify i pogrążyłem się w muzyce. Z zamyślenia wyrwała mnie wiadomość od Agaty – jest gotowa i czeka. Mam nadzieję, że film, który wybrała, będzie możliwy do przełknięcia przez statystycznego faceta. Pewnie kolejna komedia romantyczna. Mam już ich dość, ale z drugiej strony – czego się nie robi dla kobiety?

Uruchomiłem naszego wysłużonego Fiata (prawko mam od niedawna, więc dla mnie to i tak prawie jak Rolls-Royce) i wyjechałem na ulicę. Do Agaty wprawdzie było tylko 10 minut piechotą, ale do kina już spory kawałek. Czekała, gdy podjechałem – wyglądała nieziemsko. Oby ten film był krótki, bo chyba mam już plany na „po kinie”!

– Cześć Skarbie, ślicznie wyglądasz! – może to i sztampa, ale zawsze działa. 

Uśmiechnęła się i delikatnie zarumieniła. Wsiadła do samochodu, szybki buziak na dzień dobry i ruszyliśmy.

– Na co idziemy? – zapytałem.

– „Nie czas umierać” – odpowiedziała mrugając okiem – Podobno fajny.

No nieźle – zrobiła mi sporą niespodziankę, bo uwielbiam Bonda. Wieczór zapowiadał się wystrzałowo…

Zaparkowałem samochód na leśnej dróżce, kilka minut od naszych domów. Jej szelmowski uśmiech potwierdził moje przypuszczenia – miała zamiary podobne do moich. Spojrzeniem wskazałem tylną kanapę i po chwili już na niej byliśmy. Ależ cudownie pachniała! Jej oddech tuż przy moim uchu rozgrzewał mnie do czerwoności.

„Mam tak samo, jak tyyyy!” – Kurwa! Telefon! Teraz?! 

„Miasto moje, a w niiim!”…

– Olej to!

„Najpiękniejszy mój świaaat!”…

Spojrzałem na ekran – Emilka. Czego ona może chcieć o tej porze?

– Siema, Emka! Co jest?

– Janek… – głos Emilki zmroził mi krew w żyłach – Przyjedziesz po mnie?

– Co się dzieje?! Gdzie jesteś?!

– U Marcina… On…

– Coś ci zrobił? – Marcin był chłopakiem Emilki, 2 lata od niej starszym. 

Spotykali się od kilku miesięcy. Wydawał się być OK.

– Upił się… Zaczął na mnie krzyczeć… Uderzył…

– Zajebię skurwysyna! Zaraz będę!

Agata nie protestowała, gdy wsiadałem za kierownicę, choć wydawało mi się, że przez jej twarz przemknął delikatny grymas rozczarowania. Mało mnie to w tej chwili interesowało. Ruszyłem z piskiem opon i po kilku chwilach byłem już pod blokiem Marcina. Wbiegłem po schodach i zbielałymi od zaciskania pięści palcami pociągnąłem za klamkę. Zamknięte! 

– Młoda! Jesteś tam? – krzyknąłem, jednocześnie waląc pięścią w drzwi. 

Usłyszałem zgrzyt przekręcanej zasuwki. Drzwi otworzyły się i stanął w nich Marcin. Widać było, że jest pod wpływem alkoholu.

– Gdzie ona jest?! Emilka!!

– Twoja siostra? Ta mała zdzira siedzi w kącie, gdzie jej miejsce! – jego szyderczy uśmiech zagotował mnie niemiłosiernie.

– Ty chuju! – wrzasnąłem i wystrzeliłem prawym prostym. 

Trafiłem w lewe oko, ale zaraz sam oberwałem podobnym ciosem. Nie powiem, pijany czy nie – był szybki i bił mocno. Będzie bolało. Ale wtedy jeszcze tego nie czułem, adrenalina pompowała się do moich żył w szaleńczym tempie. Rzuciłem się na Marcina i przewróciłem na podłogę.

– Skurwysynu! Już nigdy jej nie dotkniesz! Rozumiesz to, kurwa?! – zacząłem go dusić przedramieniem.

– Janek… Przestań… Zostaw go… – zapłakana Emilka pojawiła się w przedpokoju – Chodźmy stąd…

Nie potrafiłem się opanować. Mimo, że Marcin szamotał się i próbował wyrwać, mój chwyt trzymał go mocno, a ja nie zamierzałem go poluzować.

– Zostaw! Nie warto!

– Słyszysz ją mendo? Nawet teraz ciebie broni. Ostatni raz widzisz ją na oczy!

Puściłem Marcina i podniosłem się z podłogi. Jego twarz była już ciemno czerwona i oddychał z trudem. Mój policzek zaczynał pulsować przenikliwym bólem. Wyszliśmy.

Na klatce czekała już Agata, która objęła Emilkę i zaprowadziła do samochodu.

– Nie mów nic rodzicom, dobrze?

– Młoda, jak mam nie mówić? Przecież on mógł ci zrobić coś naprawdę złego…

– Nie mów, proszę…

Nie powiedziałem. 

Weszliśmy po cichu do domu i od razu schowaliśmy się w moim pokoju. Emka przytuliła się do mnie i po kilku minutach zasnęła, choć trzęsła się przez sen jeszcze dobre pół godziny.

Nie wiem, czy znacie tę więź między rodzeństwem. Mówi się, że najsilniejsza jest między bliźniakami, ale w naszym przypadku była równie mocna. Jedno za drugie skoczyłoby w ogień, mimo różnic w charakterach. Była najbliższą mi osobą i zrobiłbym dla niej absolutnie wszystko. 

Odczekałem aż rodzice pójdą spać, zaniosłem Emilkę do jej pokoju i sam położyłem się w swoim łóżku. Emocje powoli zaczynały opadać…

Następnego dnia graliśmy zaległy mecz z Sokołem. Dla mnie mógł on być debiutem, ale niestety Radość nie dopełniła wszystkich formalności i nie byłem jeszcze zgłoszony do rozgrywek. Poza tym, po „przygodzie” z Marcinem, nosiłem opatrunek na prawej dłoni – naruszyłem sobie paliczki w trzech palcach i lekarz zalecił unikanie mocniejszego kontaktu. Oczywiście Rudziński nie oszczędził sobie żartów na temat mojego podbitego oka, ale gdy dowiedział się, skąd ta śliwa, przeprosił i więcej nie poruszył tej sprawy.

Wygraliśmy 2:1, po golach Listka i Patryka, ale gra nie była najlepsza. Widać, że jeszcze nie do końca wychodziły założenia taktyczne, a i obecność Kalmusa pętała niektórym chłopakom nogi. Podszedł do mnie po meczu, zamienił kilka słów i wręczył zaproszenie do strefy Silver na mecz Ligi Europy z Napoli.

– Weź dziewczynę! – rzucił z uśmiechem, choć był on trochę wymuszony. Atmosfera w pierwszej drużynie musiała być naprawdę ciężka…

Wracając do domu autobusem, chciałem poczytać książkę, ale czytnik e-booków wyładował mi się po przerzuceniu 3 stron. Uwielbiam papierowe książki, ale wygoda bierze górę – zamiast targać w plecaku kilkuset stronicowej „cegłówki”, wrzucam leciutkie urządzenie. Choć oczywiście w zwykłej książce bateria się nie wyczerpie…

„Trudno…” – pomyślałem i wyciągnąłem smartfona, żeby zabić czas przeglądając zdjęcia na instagramie. Szybko jednak zapomniałem o fotkach, gdy zobaczyłem na ekranie wiadomość od Listka.

– O żesz kurwa… – wyrwało mi się pod nosem.

Wiadomość zawierała tylko trzy słowa: „Pszczelarz wyrzucił Cześniewicza!”…

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Czy to czas na last dance Fabiańskiego?

W minioną środę Alex Crook na łamach talkSPORT poinformował, że West Ham nie przedłuży wygasającego z końcem czerwca kontraktu Łukasza Fabiańskiego. Oznacza to, że były