kibice też piszą

Głos Kibica – Wściekły Legionista

Jest źle, a nawet bardzo źle. Jako kibic czekam na każdy mecz ukochanej drużyny nakręcony już od rana. Jak gra Legia, to serducho bije mocniej, te emocje wokół dnia meczowego, to coś niesamowitego. W życiu jestem optymistą, nawet jak spełnia się najgorszy scenariusz, to staram się wyciągać z tego coś, co pozwoli mi myśleć, że będzie lepiej, że z tego wyjdę, że damy radę. Tak samo mam w przypadku Legii Warszawa. Po każdej kompromitującej porażce w tym sezonie przyjmowałem mokrą szmatę na twarz z myślą, że w następnym meczu już na pewno coś ruszy.

Od dwóch lat zacząłem zadawać sobie wiele pytań. Od czego się to wszystko zaczęło? Dlaczego klub, który rok do roku grał w europejskich pucharach nagle zaczął dołować? Mistrzostwa zdobywaliśmy słabością innych drużyn. Zwyciężyliśmy w Ekstraklasie, nawet w sezonie, w którym zanotowaliśmy jedenaście porażek.

Coś się ewidentnie zepsuło. Podczas konfliktu właścicieli miałem nadzieję, że Panowie w jakiś sposób się dogadają. Przecież sportowo było bardzo dobrze. Budżet klubu zasiliła kasa z Ligi Mistrzów. W Ekstraklasie “biliśmy” w owym  sezonie każdego i pytaliśmy, ile chcą dostać gongów. Wygrał jego ekscelencja Dariusz Mioduski. Wiele było głosów, że ten człowiek sobie nie poradzi, że zrujnuje ten klub, ale były też głosy, że ten Pan, to odpowiednia osoba na miejsce właściciela i prezesa klubu. Chłop inteligentny, obyty, z kontaktami w świecie futbolu. Przecież nie mogło być aż tak źle, prawda?

Zaczęło się budowanie wizji. Wielkie zdania o wielkiej Legii na arenie międzynarodowej, o wielkich pieniądzach za wychowanków z pięknej akademii. Długofalowy plan Dariusza Mioduskiego wydawał się nawet sensowny, ale potem przyszedł pierwszy kryzys. Zdobyliśmy Mistrza, przyszły eliminacje do pucharów i pierwszy gong. Odpadliśmy z Sheriffem. Co to za drużyna? Odpadliśmy z jakimś pastuchem z Mołdawii (tak pisał prawie każdy kibic naszego klubu).

Odpadnięcie z tą drużyną przyniosło nam pierwszą zmianę trenera. Po tych pięknych słowach o wizjach i planie wielkiego klubu europejskiego myślałem, że przyjdzie tu naprawdę konkretny trener, z doświadczeniem międzynarodowym oraz sukcesami i nie piszę tu oczywiście o żadnym trenerze z topu. Piszę o trenerze, który zna realia walki na trzech frontach i radzi sobie w takiej rzeczywistości całkiem nieźle. Przyszedł Romeo Jozak. Trener, który nie prowadził żadnej drużyny piłkarskiej, ale pięknie mówił w języku angielskim. Jego asystentem został Dean Klafurić. Chłop z doświadczeniem w prowadzeniu piłkarskiej drużyny kobiet. Pomyślałem, że to jakiś żart, no ale mówię sprawdzam. Były pierwsze spadające liście i zryw drużyny na kilka spotkań. Była nadzieja na kolejne mistrzostwo. Jozak poprowadził drużynę w 27 spotkaniach. Został zwolniony przed rundą finałową i jego miejsce zajął trener Klafurić. Już wtedy oczekiwano, że Darek się zreflektuje i zatrudni fachowca. Klaf zdobył dublet i była euforia, ale niestety był to tylko efekt nowej miotły. Przyszedł czas na okres przygotowawczy i dostaliśmy kolejną mokrą szmatą po twarzy. Po wygraniu dubletu wielu z nas pisało, że może z tym Klafem się uda, może mimo żadnego doświadczenia facet wprowadzi nas do pucharów. Druga runda eliminacji do Ligi Mistrzów jednak kolejny raz zmieniła koncepcję naszego prezesa.

Tymczasowo przyszedł Vuko. Mioduski miał znaleźć trenera, który odmieni drużynę. Pierwszy mecz z Dundelange? Oczywiście w łeb. Przyszedł nowy trener, Ricardo Sa Pinto. Gość nie zabawił długo w żadnym klubie, w którym pracował. Darek coś w nim widział. Do dzisiaj zastanawiam się co. Przyszedł rewanż z Dudelange i kolejna mokra szmata na twarz. Nie ma co winić za ten mecz Sa Pinto, bo nie da się tak szybko poukładać wszystkiego w drużynie, która nie funkcjonuje tak, jak powinna. Było wszystko, piłkarze przeklinali w wywiadach, że my jesteśmy Legia i my tak grać nie możemy. Przyszło kilka zwycięstw, ale znowu coś się zepsuło. Trener miał posprzątać szatnię z piłkarzy, którzy nie dają jakości. Porażka z Wisłą Kraków na wyjeździe zmieniła kolejny raz koncepcję jego ekscelencji prezesa i kolejną szansę dostał Vuko.

Zaczął swoją kolejną tymczasową przygodę jako trener całkiem dobrze. Były efektowne zwycięstwa, które wlały w nas kibiców dużo optymizmu co do wygrania kolejnego Mistrzostwa Polski. Widać było, że drużyna odżyła, był luz w graniu. Trener dostał zaufanie w postaci dwuletniego kontraktu. Przyszła jednak fatalna runda finałowa. Mistrza zdobył Piast, a my, jak to na kibiców przystało, chcieliśmy kolejnych głów. Tak się jednak nie stało. Vuko dostał szansę wyczyszczenia szatni oraz zbudowania drużyny od nowa na kolejną misję pucharową. Wydawać się mogło, że to idzie w dobrą stronę. Vuko dotrwał do czwartej rundy eliminacji do Ligi Europy i był bardzo blisko awansu. Nie udało nam się przejść Glasgow Rangers, był duży niedosyt, bo mieliśmy kilka niewykorzystanych sytuacji, które mogły nas pchnąć do Europy. W drugim meczu też zabrakło odwagi i zagraliśmy za bardzo asekuracyjnie. Trener jednak dostał szansę i w końcu mi, jako kibicowi podobała się pierwsza decyzja Dariusza Mioduskiego. Pojawiło się światełko w tunelu, że pozwoli komuś coś stworzyć. Drużyna zagrała fajną jesień, ale przyszła wiosna, covid, kilka kluczowych kontuzji, oraz transfery z klubu. Vuko dowiózł Mistrza na dwie kolejki przed końcem sezonu. Po pierwszej porażce w eliminacjach do pucharów prezesowi kolejny raz coś się odmieniło. Kolejny raz zmienił długofalową wizję i tym razem padło na Czesława Michniewicza.

Mioduski postawił na trenera, który podzielił w pewien sposób kibiców Legii. Jednym nie podobała się jego przeszłość, innym sposób gry prowadzonych przez niego drużyn. W drugim obozie pojawiły się głosy, że to trener idealny, że ma podejście do młodzieży, umie ustawić taktykę pod rywala i żyje futbolem. Tak też się mogło wydawać. Michniewicz fajnie mówi o piłce, taktyce i piłkarzach. Wlał dużo optymizmu w serca kibiców po sezonie, w którym zaliczył tylko dwie porażki. To była fajna seria, brakowało w niej efektownej gry i strzelania bramek, ale mistrza zdobyliśmy pewnie i mogliśmy myśleć, że jak wzmocnimy zespół, to będziemy grali lepiej. Miała miejsce rewolucja kadrowa. Odeszło mnóstwo piłkarzy i przyszli nowi. Piłkarze, którzy na papierze nie byli słabi, z doświadczeniem w naprawdę fajnych ligach i zespołach, którzy się w swoich drużynach wyróżniali. Pojawił się konflikt trenera z prezesem i już było można czuć, że zaraz coś się zmieni i najprawdopodobniej kolejny raz będzie to trener. Michniewicz chciał innych piłkarzy, a prezes był święcie przekonany, że ci piłkarze będą nam pasowali do naszej gry. W kluczowym momencie eliminacji pozbyliśmy się jednego z najlepszych naszych piłkarzy i powstał lej po bombie na prawej stronie. Awansowaliśmy jednak do pucharów po ciężkich bojach z odrobiną szczęścia, ale grając naprawdę fajne mecze z takimi drużynami, jak Dinamo Zagrzeb czy Slavią Praga. To było coś! Pojawiła się euforia wśród kibiców. Wróciliśmy na salony i zagramy z Leicester, Napoli i Spartakiem. Kucharski podniecony kupił najszybszego piłkarza w Europie za ponad “mylion” euro. Wow! Darek zaszalał. Wygraliśmy ze Spartakiem i Leicester, ale w lidze graliśmy bardzo przeciętnie. Bardzo groźnie zaczęły wyglądać kolejne porażki. Widać było, że trener sobie z tym wszystkim nie radzi. Co było tego przyczyną? Wiele spraw się nałożyło. Kompletnie nieprzygotowane okienko przez dyrektora Kucharskiego, długofalowa wizja prezesa, oraz nieumiejętność zarządzania szatnią przez trenera.

Michniewicz został zwolniony, a trenerem został Marek Gołębiewski. To jest dopiero ciekawa historia. Trenerem został gość, który przyszedł do szatni, zaprosił kapitana na środek sali, dał mu kartkę z tabelą i kazał ją podrzeć. Niesamowity zabieg psychologiczny, który w niczym nie pomógł, a Legia przegrywała kolejne mecze. Staliśmy się pośmiewiskiem całej ligi. Prezesa nagle olśniło i stwierdził, że on chce na trenera Marka Papszuna, czym zdenerwował władze Rakowa. W międzyczasie trener Gołębiewski zrezygnował po blamażu w Płocku i przyszedł czas na kolejne liście. Tym razem zadziałało tylko na Zagłębie Lubin. Darek dostał szansę, aby myśleć o kolejnej wizji. Kolejny raz postawił na Vuko. Serb schował dumę do kieszeni, bo ma Legię głęboko w sercu i chce pomóc klubowi. Decyzja wydawała się racjonalna, bo nie trzeba zatrudniać trenera numer 45676351 i wybrał opcję bardziej ekonomiczną. Vuko z Legią w sercu i zamiłowaniem do zapierdalania, wydawał się idealną opcją na walkę o utrzymanie. Nie oszukujmy się, właśnie o to walczymy i całkiem topornie nam to idzie.

Przyszło nowe i pojawił się prezent dla wielu kibiców na Święta Bożego Narodzenia – zwolniony został Radek Kucharski, a w jego miejsce przyszedł Jacek Zieliński. Decyzja całkiem racjonalna w moim odczuciu, ale też podjęta bez jakiejkolwiek logiki. Takich decyzji nie podejmuje się na tydzień przed rozpoczęciem okienka transferowego w Europie. Jacek jest kompletnie nieprzygotowany i w pośpiechu musiał zacząć się orientować, nad czym pracował Kucharski. Prezes zapewnił dyrektora, że odsuwa się od spraw sportowych, że da mu pełnię władzy w podejmowaniu decyzji i tak też można było myśleć po rezygnacji z kandydatury Marka Papszuna. W wywiadach Jacka Zielińskiego można odnieść wrażenie, że ten facet ma pomysł i z mojej strony dostaje kredyt zaufania. Jednak widząc, co się dzieje w drużynie na ofensywnych pozycjach, zaczynam się trochę bać. Nie mamy pół dobrego napastnika. Skrzydła leżą i kwiczą. W środku pola mamy JEDNEGO zdrowego kreatywnego piłkarza. Dwa miesiące to dużo czasu, aby kogoś znaleźć na najbardziej wybrakowane pozycje.  
Mecz z Wartą pokazał, że bez Josue, Luquinhasa (którego sprzedajemy), bramkostrzelnego napastnika i kreatywnej “dychy”, nie mamy czego szukać w walce o utrzymanie oraz w Pucharze Polski. Jest to nasza jedyna szansa na ratowanie budżetu klubu, który tonie w długach. Nie mamy żadnego rokującego młodego piłkarza, który mógłby zostać sprzedany za dobre pieniądze i kolejny raz uratować finansowo sezon. Nasza sytuacja w tabeli jest dramatyczna i pogrąża nas zresztą kompletnie w jakichkolwiek negocjacjach z dobrymi piłkarzami.

Coś Ty prezesie uczynił z tą drużyną? W każdym wywiadzie słyszymy o nauce na błędach, o nowych wizjach, projektach. Zaorałeś klub na każdej płaszczyźnie, od sportowej, po finansową, marketingową i organizacyjną. Mówiąc, że jesteś największym kibicem Legii, nie szanujesz naszej kibicowskiej społeczności. Nie znasz się na robocie, którą wykonujesz. Zabiłeś w nas kibicach wszelkie pokłady optymizmu i radości z tego, co się dzieje wokół Legii. Nie potrafisz się przyznać do błędu i przeprosić za to co wyprawiasz. Przez tyle lat beznadziejnych decyzji spowodowałeś, że cała Polska się śmieje z najlepszego i najbardziej utytułowanego klubu w naszym kraju.

Dzisiaj coś we mnie pękło, nie potrafię patrzeć do przodu i myśleć, że z takim prezesem przyjdą lepsze czasy. Marzę o tym, abyś zniknął z naszego klubu i zajął się hodowlą jedwabników, a i to pewnie byś spieprzył. Boję się o spadek mojej ukochanej drużyny, a dopiero co wierzyłem, że ta drużyna się podniesie, zacznie wygrywać, pokaże “jaja”, będzie walczyć, gryźć trawę i nie odpuści żadnemu rywalowi. W ciągu pięciu lat zniszczyłeś wszystko, co pozwalało nam kibicom czuć, że nie ma lepszego klubu w Polsce. Tysiące kibiców już nie wiedzą, co mają myśleć i z przerażeniem patrzą jak dołuje klub, który kochają. Quo Vadis Darek? Będziesz to dalej ciągnął? Znów zadłużysz klub? Wymienisz kolejny raz drużynę? Jak długo będziesz siebie i nas męczył swoimi decyzjami? Wywaliłeś się na skórce od banana, którą bardzo dobrze widziałeś, bo jest takich dwóch w polskim futbolu, którzy pokazali Ci drogę, której nie należy brać.

Ja kibicować będę zawsze, nawet jeśli trafimy do niższych klas rozgrywkowych, bo Legię się kocha na dobre i na złe. Bez względu na to co nas otacza, kto jest właścicielem i jakie decyzje podejmuje. Kibicom życzę wytrwałości, spokoju oraz oczywiście utrzymania, ponieważ z tak poukładanym klubem i drużyną, nie ma cienia szans na walkę o PP. Ave Legia! 

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Czy to czas na last dance Fabiańskiego?

W minioną środę Alex Crook na łamach talkSPORT poinformował, że West Ham nie przedłuży wygasającego z końcem czerwca kontraktu Łukasza Fabiańskiego. Oznacza to, że były