kibice też piszą

Głos kibica – Piotr Marski

Dobry czy zły?

Niedawno dowiedzieliśmy się, że Aleksandar Vuković nie będzie prowadził Legii w przyszłym sezonie. Wywołało to pewne poruszenie wśród legijnej braci, chociaż sama decyzja raczej nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Było to jedynie oficjalne potwierdzenie decyzji, która zapadła już jakiś czas temu. Niemniej wielu z nas zadaje sobie pytanie, czy to źle, czy dobrze?

Można trenera Vukovicia lubić, można nie lubić, rzecz ludzka. Jednak nie można mu odmówić jednego: uratował nam ligę! Czy faktycznie tak było? Czy w którymkolwiek momencie sezonu istniało realne ryzyko spadku? Osobiście długo nie dopuszczałem do siebie takiej myśli, jednak końcówka poprzedniej rundy i początek obecnej raczej nie napawał optymizmem. I było naprawdę gorąco…

Co zatem zawdzięczamy trenerowi? Poukładał kompletnie rozbity emocjonalnie (i być może fizycznie) zespół. Zrobił to dobrze i wygrał kluczowe mecze z kandydatami do spadku. Tego nie możemy mu odmówić. Po to przyszedł i robotę wykonał wzorowo.

Czy dzięki temu zasłużył na przedłużenie kontraktu na kolejny sezon? Czy to jest trener, który pozwoli nam powrócić na jedyne należne nam miejsce? Czy to jest trener na miarę Mistrza Polski?

„Fachowiec od zadań specjalnych” – ten termin chyba najlepiej opisuje naszego szkoleniowca. Piłkarze mówią, że to dobry psycholog i sprawiedliwy człowiek. I nie mam podstaw twierdzić inaczej, skoro taka informacja wyszła z szatni. Pamiętacie sytuację, kiedy przychodził Michniewicz i bunt w LTC? Coś w tym musi być.

Czy rzeczywiście potrafi dotrzeć do każdego i uczciwie go ocenić? Nie możemy zapomnieć o Borucu, Carlitosie, Medeirosie. Czy to dlatego, że trener musi być największą gwiazdą zespołu? A może nie potrafił się z nimi dogadać ze względu na osobowość? Może wspomniani piłkarze wymagali indywidualnego podejścia? Każdy z nich wnosił bardzo dużo do zespołu w kontekście sportowym. Dla takich zawodników przychodzi się na stadion – dla ich dryblingów, niezapomnianych interwencji, niekonwencjonalnych zagrań, pięknych bramek, czy wreszcie ostrego języka, odrobiny wariactwa, szaleństwa. Łatwiej odstawić niż się dogadać. Dla mnie to pierwsza rysa na wizerunku trenera.

Pójdźmy jednak dalej – oceńmy wynik sportowy, bo to się liczy najbardziej. Czy tu było tak idealnie? Czy wszelkie założenia, jakie postawiono przed trenerem udało się zrealizować? No nie wiem, przecież nikt o tym głośno nie mówił! Jednak wszyscy wiedzieliśmy, że tylko awans do finału Pucharu Polski pozwoli nam uratować ten sezon. Jak się skończyło, doskonale o tym wiemy. Nie było nas w tym meczu.

Czy Vuko w tym wypadku też zawiódł? Sezon mistrzowski to perfekcyjna realizacji systemu 3-5-2 czy też jego wariacji. Runda rewanżowa to bardzo logiczna i skuteczna zmiana na 4-4-2. Vuko dość szybko zorientował się, że nie mamy materiału, aby kontynuować dzieło Michniewicz. Zwłaszcza brak wahadeł był aż nazbyt widoczny. Więc zmiana na, może i archaiczne, acz skuteczne, 4-4-2 była doskonałym wyborem. Zwłaszcza że każdy wiedział co i jak ma grać. Dlaczego zatem w kluczowym momencie sezonu wracamy do starego systemu? Dlaczego nie próbujemy nawet grać swojego? Kucze, nie wiem… Nie chcę się pastwić albo przesadnie krytykować, ale…

Chciałbym wiedzieć, ba mieć pewność, że trener pomoże swoimi wyborami, ustawieniem, będzie umieć zaskoczyć przeciwnika. Że on też będzie tym który może zrobić przewagę. Czy sympatyczny Serb jest w stanie nam to zagwarantować? Raczej nie, na pewno jeszcze nie teraz. Może kiedyś, może w przyszłości, może za kilka lat. Życzę trenerowi wszystkiego co najlepsze w piłkarskim świecie. Czas jednak zebrać doświadczenia w innej drużynie. Może w niższej lidze. Być może w innym kraju. To chyba jeszcze nie ten moment, żeby wznieść Legię na wyższy poziom. Nie przygotować do ligowej młócki, tylko zagwarantować sukcesy zarówno w kraju, jak i w Europie.

Zdj. Mateusz Czarnecki

Trzeba też powiedzieć, że na tle Rakowa, Piasta czy Lecha, o Warcie nie wspominając, wypadliśmy dość blado taktycznie. Nie mieliśmy pomysłu, byle pokopać jak przeciwnik pozwoli i może coś wpadnie z przodu. Dwa razy udało się nie przegrać, ale w tym najważniejszym meczu, o finał Pucharu Polski, było widać różnicę kilku klas. Powiecie „dobrze, ale jaki skład ma Raków, jaki Piast, jaki Lech, a jaki Legia”. No właśnie, jaki? Chciałbym usłyszeć głos kibiców, kiedy Legia ogłasza podpisanie kontraktu z Musiolikiem, Wdowiakiem, Kunem, Chrapkiem, Konczkowskim, Rebocho, Karlstromem… Składu Warty nawet nie będę wymieniał, bo po co?

Inna sprawa, czy Legię stać na trenera, który taki sukces zagwarantuje? Pewnie nie, ale wiem że nie będzie nim też trener Vuković. Czy takim będzie Kosta Runjaić? Hmm… przynajmniej ma szansę.

Wiadomo, każdy będzie wspominał Czerczesowa, chociaż jego Europa nie zweryfikowała. Niemniej trzeba pamiętać, że Berg i Skorża byli w stanie bardzo fajnie zagrać w pucharach, a przecież nie byli to na ten czas trenerzy z najwyższej półki. Jeden na dorobku, drugi bez spektakularnych sukcesów i rozpoznawalny praktycznie tylko na ligowym podwórku. Może jednak ten Kosta da radę?

Przejdźmy zatem do ostatniego punktu, gdzie należałoby wystawić ocenę trenerowi. Stawianie na młodzież. Tu akurat to Vukoviciovi wyrosły przed nosem Himalaje. No bo kto miałby wyrosnąć na młodą gwiazdę ligi? Przejdźmy pozycjami:

Miszta – może i ma potencjał, udało mu się kilka razy nieźle zaprezentować, ale bardziej mam w pamięci te słabsze występy. Nie odmawiam mu talentu, ale czy nie lepiej, żeby się ograł jeszcze przez sezon na wypożyczeniu? Na ten moment mamy zdecydowanie lepszych bramkarzy.

Nawrocki – świetny za Michniewicza, później zaczęły się przytrafiać błędy, aż wreszcie przyplątała się kontuzja. Na pewno jednak nie można go skreślać, bo to bardzo dobry zawodnik. Pytanie tylko, czy po wykupieniu jego karty nie pójdzie od razu pod młotek. Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.

Skibicki – tu chyba należałoby wkleić wypowiedź Lewandowskiego po meczu z Włochami…

Celhaka – pokazał się kilka razy z dobrej strony. Zwłaszcza na początku rundy. Mam nadzieję, że nie tylko dlatego, że przeciwnicy byli słabsi. Może to tylko wahanie formy, tak normalne u młodych graczy. Mimo wszystko jest w nim „to coś”, co być może pozwoli mu w przyszłości zostać wiodącym piłkarzem ligi.

Ciepiela – był taki moment, że chyba pół Twittera domagało się występu Bartka przynajmniej przez 20-30 minut. Chyba wszystkim wyjaśnił przez ten czas, dlaczego kolejni trenerzy trzymali go głównie na ławce lub poza składem meczowym. Oprócz ambicji, czasem przeradzającej się w bezsensowną agresję, nic nie pokazał. Może za wcześnie? Przecież ma dopiero 20 lat. Poczekajmy.

Muci – ależ ten chłopak zanotował zjazd. Co kontakt z piłką to gorzej. A przecież tak dobrze zaczął… Widać w nim ogromny potencjał, ale z tygodnia na tydzień nadzieje coraz bardziej gasną. Szkoda.

Rosołek – Arka Gdynia, to klub, do którego najlepiej by pasował. Tam grał dobrze, tam się wyróżniał. Legia to jednak za wysokie progi. Niestety.

Strzałek – „last but not least”, chciałoby się powiedzieć. No ale czy coś już pokazał? Czy jest powód, żeby już teraz na siłę pchać go do pierwszego składu? Trochę tak, trochę nie. Gorszy od Rosołka pewnie by nie był, a ten ma przecież miejsce w podstawie. Zwłaszcza odkąd nie mogą grać Miszta i Nawrocki. Ale czy dla Strzałka nie byłoby na to za wcześnie? Odpowiedzialność, presja, wymagania – te czynniki mogłyby jednak mu przeszkodzić. Niemniej, brak chociaż kilku minut w końcówkach jest nieco dziwny.

POSŁOWIE

Ciężki to był sezon. Używam czasu przeszłego, bo już tu nic się nie wydarzy: ani złego, ani dobrego. Pozostaje żyć nadzieją, że ten kolejny będzie lepszy. Czy jest na to jakaś szansa? Myślę, że spora. Oczywiście nie można wykluczyć, że znów pożegnamy się z najlepszymi piłkarzami i trzeba będzie drżeć o utrzymanie. Jednak, gdyby jakimś cudem udało się utrzymać wszystkich, to pozytywów może być kilka, a przede wszystkim:

– środek pola z Kapustką i Josue. Jak złapią rytm i się dotrą, to mogą być jeszcze lepszym duetem niż Kapi z Luqim. Technika, przegląd pola, boiskowa inteligencja. Do tego szybkość i przebojowość Kapustki połączona z zimnym wyrachowaniem Josue może sprawić, że to będzie najmocniejsza formacja nie tylko Legii, ale i całej ligi.

– obsada bramki. Chyba już wszyscy pogodziliśmy się z myślą, że Król Artur już tylko ten jeden, ostatni raz wybiegnie na murawę z eLką na sercu. Niemniej Strebinger (nauczmy się pisać i wymawiać to nazwisko) może dać nam spokój między słupkami na kilka najbliższych sezonów. Do tego jest Miszta, a w kolejce czeka kilku innych, wcale nie gorszych, młodych chłopaków.

– środek obrony. Jeżeli zostanie Wieteska, jeżeli zostanie Nawrocki, Jędza będzie miał jeszcze siłę, Rose nie obniży lotów – to możemy być bardzo spokojni o zamurowanie pola karnego. A jeszcze są Hanna i Hołownia. Ot tak, na wszelki wypadek. Orłami nie są, ale też nie ma tragedii.

– skrzydła z Wszołkiem i Verbiciem. To bardziej w sferze marzeń. Paweł już nie raz pokazał na co go stać. Jest po prostu bardzo dobrym piłkarzem. Na zatrzymanie Verbicia raczej nas nie stać i pewnie on sam nie bardzo wiąże przyszłość z Legią, ale gdyby zdarzył się cud, gdyby jednak się udało, to Ci dwaj panowie mogą dać nam dużo radości w przyszłym sezonie.

Piotr Marski

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Czy to czas na last dance Fabiańskiego?

W minioną środę Alex Crook na łamach talkSPORT poinformował, że West Ham nie przedłuży wygasającego z końcem czerwca kontraktu Łukasza Fabiańskiego. Oznacza to, że były