kibice też piszą

Głos Kibica – Michał Mróz

Dokładnie 46 dni musieli czekać kibice Legii na powrót swojej drużyny na ekstraklasowe boiska. Siedem tygodni rozmyślań i zmartwień. Pytań nasuwało się sporo. Czy tak fatalna runda w wykonaniu ich ukochanego klubu ma prawo powtórzyć się na wiosnę? Czy widmo spadku do niższej klasy rozgrywkowej jest realne? Jak wyjść z kryzysu i, co najważniejsze, czy ktoś w klubie wyciągnie z niego wnioski, aby uchronić organizację przed podobną sytuacją w przyszłości?

Na szczęście nie było tak, że całą zimową przerwę kibice Legii przeczekali w minorowych nastrojach, gdyż co jakiś czas pojawiały się dobre informacje. Brak poważnych kontuzji na obozie przygotowawczym. Powrót do treningów Bartka Kapustki i jego przedłużenie kontraktu. Chyba dla większości najważniejszą z informacji była zmiana na fotelu dyrektora sportowego. Dariusz Mioduski zwolnił Radosława Kucharskiego i oddał pion sportowy w ręce legijnej legendy, Pana Jacka Zielińskiego.

Koniec ery Radosława Kucharskiego nastąpił nagle i niespodziewanie – zaraz po Świętach. Dla większości był to spóźniony prezent gwiazdkowy, gdyż większość upatrywała w nim jednego z głównych winowajców sytuacji, gdy Legia walczy o utrzymanie, zamiast uciekać reszcie stawki w wyścigu po kolejne mistrzostwo Polski.

Lista grzechów byłego scouta Manchesteru United była długa: nieprzemyślane i zbyt późne ruchy transferowe, brak odpowiedniej komunikacji z szatnią i managerami, czekanie z przedłużaniem kontraktów do samego końca.  W moim odczuciu jednak największym grzechem dyrektora Radosława, był brak wizji w jakim kierunku ma iść i rozwijać się Legia. Niestety,  jedyną stałą była częsta zmiana wcześniej obranego kursu, która finalnie doprowadziła klub na peryferie Ekstraklasy. Oczywiście czasem trafiały się takie nazwiska jak Luquinhas i Juranovic, ale klasa sportowa jaką prezentowali ci zawodnicy zdarzała się u przychodzących zawodników rzadko i nie pozwoliła na podwyższenie oceny kilkuletniej pracy w klubie Pana Kucharskiego.

Mianowanie Jacka Zielińskiego na dyrektora sportowego, to nowe otwarcie, na które wszyscy zmartwieni losem Legii czekali z niecierpliwością. Ja osobiście liczyłem na kogoś z doświadczeniem z 2. Bundesligi, czy Eredivisie, ale to nie miało prawa się wydarzyć w obecnej sytuacji. Prezes zadziałał jak to ma w zwyczaju, czyli impulsywnie. Całe szczęście padło na kogoś, kogo spokojnie można określić mianem „człowieka Legii”. Jak powiedział to sam Jacek Zieliński – co by się nie wydarzyło, on przy klubie pozostanie, więc ma podwójną motywację, aby swoje obowiązki wykonywać jak najlepiej.

Przeglądając twittera, widać jak dużo pytań odnośnie planów dyrektora mają kibice. Zaczynając od tych najbardziej oczywistych, czyli dotyczących obecnego okienka transferowego, a kończąc na tych o to, jaki profil zawodników będzie preferowanym przy budowaniu drużyny na kolejne lata.

Niestety, ale pewnie za szybko nie poznamy odpowiedzi na większość z tych zagwozdek. Można wyczytać między wierszami, że bałagan w pionie sportowym jest przeogromny i to właśnie jego porządkowaniem zajmuje się teraz Jacek Zieliński. To bardzo dobra informacja, gdyż nie ma możliwości, aby klub zaczął funkcjonować w zdrowy sposób, gdy nie zostaną wprowadzone zmiany prowadzące do normalności rozumianej jako profesjonalizm. Tego chyba najbardziej w Legii brakowało – profesjonalizmu w pionie sportowym. Nie mówię tu o samych ludziach, a o procedurach.

W mojej ocenie najważniejszym pytaniem na dzisiaj jest to, jak nowy dyrektor sportowy będzie chciał sprofilować „myśl taktyczną klubu” (pierwsza drużyna, rezerwy, akademia i miejmy nadzieję w niedalekiej przyszłości klub partnerski) na najbliższe lata? Bez postawienia tez, że gramy takim i takim systemem i edukujemy nim w akademii już od najmłodszych lat, będzie ciężko w każdym aspekcie pracy managerskiej Jacka Zielińskiego. Rozumiem ciężki okres przy zamykaniu kadry, która będzie walczyć o utrzymanie i Puchar Polski, ale martwi brak poruszania tego tematu. Pewnie to kwestia braku chęci odkrywania kart (akurat tutaj uważam, że nie powinno to stanowić tajemnicy), a może po prostu braku pytań dziennikarzy na ten temat. Oby tak było, bo jeżeli nie określimy tego na początku, to nie wiem jak będzie można w sposób sensowny dokonać wyboru nowego trenera?
Trenera, który powinien być wybrany tak, aby pasować do myśli szkoleniowej klubu, żeby ją rozwijać i ulepszać, a nie zmieniać, czy też zupełnie zapominać o postawionych celach.

Przedmeczowa wypowiedź odnośnie dwójki trenerów, z których będzie wybierany nowy szkoleniowiec Legii, wprawiła mnie w osłupienie. Głównie z tego powodu, że już od dawna odpycham od siebie myśli w których Aleksandar Vuković miałby zostać trenerem Legii na kolejny sezon.

Nie uważam, że zwolnienie Vuko było niesłuszne, dlatego też myślę, iż nie powinno się wracać do tego rozwiązania w momencie, gdy Vuković, jako trener nie zrobił przez czas rozłąki żadnego progresu. Rozumiem w jakim miejscu jest klub i rozumiem też obecną decyzję i jakie możliwe pozytywy za sobą niesie, ale w dłuższej perspektywie nie powinna ona mieć racji bytu. W moich oczach przedłużenie kontraktu będzie oznaką nieporadności. Skoro chcemy doprowadzić do momentu, gdzie gra dwa razy w tygodniu nie będzie stanowić problemu, to czemu szukamy rozwiązania u trenerów, którzy nigdy sobie z tym nie poradzili? Czy nie łatwiej przyjąć kogoś, kto odniósł na tym polu sukces i może podzielić się taką wiedzą ze sztabem sportowym, aby wnioski zostały wyciągnięte na przyszłość? Chodzi o przypadek Berga wprowadzającego masę zmian, które zostały do dzisiaj i pomogły sprofesjonalizować dzienną pracę w klubie.

Tak jak wspomniałem, nie chcę wierzyć, że przedłużymy kontrakt Vuko, który nie poradził sobie z kryzysem formy jego drużyny. Dlatego też wydaje mi się, że to tylko zasłona dymna, gdyż wybór między trenerem Banasikiem i Vukoviciem w kontekście chęci pogodzenia gry w pucharach i lidze, niestety nie napawa mnie optymizmem.

Analizując za i przeciw przy zatrudnianiu Jacka Zielińskiego, zastanawiałem się jakie może mieć znajomości na rynku managerskim, pracując przez lata tylko z polskimi młodymi zawodnikami?  To dla mnie spory znak zapytania jak się odnajdzie na tym zepsutym rynku, gdzie ręka rękę myje, a umowy gentelmeńskie nie istnieją. Chciałbym wierzyć, że właśnie, dzięki byciu spoza układu, ukróci kolesiostwo na legijnych korytarzach i jednocześnie będzie zdeterminowany do nawiązania biznesowych znajomości z managerami mającymi pod opieką jakościowych zawodników, a nie tylko takich, którzy nie mogą znaleźć pracy ze względu na pewne swoje defekty.

Do pomocy został mu wyznaczony Paweł Tomczyk, który potrafił przy wiele mniejszym budżecie sprowadzać piłkarzy klasy Iviego Lópeza, Kovačevicia, Tudora, Tijanicia, czy chociażby Petráška. Słyszałem różne zdania na jego temat, ale przeważały te pochlebne, więc liczę na owocną współpracę i rozruszanie klubowego scoutingu, zgłębienie i raportowanie zawodników z większej ilości lig, niż do tej pory. Tu szczególnie mam nadzieję na dokładniejszy monitoring drugiej ligi niemieckiej i francuskiej.

Jacka Zielińskiego czeka też wcale nie lżejsze zadanie, czyli stworzenie „ścieżki kariery” dla młodych piłkarzy z akademii i dla zawodników, którzy będą w orbicie zainteresowań klubu pod względem przyszłych wzmocnień. Mówiąc pół żartem, pół serio, może nie będzie stanowiło to dla niego takiego wielkiego problemu, gdyż po introwertyku Kucharskim, nawet zwykły uśmiech i dobre słowo będzie miłą odmianą dla rodziców adeptów akademii. Tak samo sprawa ma się z ofertą dla seniorów, którzy znajdą się na radarach klubowego scoutingu. W mojej ocenie, argumentów czemu warto przejść do Legii i zamieszkać w Warszawie jest sporo. Trzeba to tylko sprytnie i w sposób komunikatywny sprzedać. Pieniądze to nie wszystko i mam wrażenie, że nowy dyrektor sportowy doskonale o tym wie.

Na ocenę pracy Jacka Zielińskiego przyjdzie jeszcze czas, ale pierwsze oznaki „zdrowych” działań już są: wspominane przedłużenie kontraktu z Bartkiem Kapustką czy jasne zakomunikowanie Martinsowi, aby szukał sobie nowego klubu. Mam wrażenie, że w poprzednim „ustroju” Portugalczyk przypadkiem rozegrałby za dużą ilość minut i kontrakt z nim zostałby automatycznie przedłużony. Kolejnym przyjemnym ruchem jest zakup Ramila Mustafaeva. To pokazuje szerszą perspektywę poszukiwań. Oby tak dalej.

Może i z czasem uda się dojść do wniosków w pionie sportowym, że lepiej rozbudować dział scoutingu i dział analityczny, zamiast ściągać kolejnego słabego zawodnika za setki tysięcy euro. Może w priorytetach pojawi się zadanie poprawienia systemu szkolenia trenerów. Może ktoś wpadnie na pomysł, że wprowadzenie „zasad korporacyjnych” dla zawodników, aby więcej przebywali ze sobą w klubie i pracowali na rzecz klubowej społeczności, będzie korzystne. To tylko moje przeczucie, ale mam wrażenie, że Jacek Zieliński to osoba, która może chcieć uporządkować te zagadnienia i popchnąć klub we właściwym kierunku.

Dla mnie Jacek Zieliński to obietnica lepszych czasów. Zmian, wprowadzających rozsądek do codziennych działań pionu sportowego. Chciałbym dzięki niemu widzieć pomysł i progresywne jego wprowadzanie. Widzieć to w każdej decyzji i transferze. Do tego potrzebne będzie zaufanie prezesa Mioduskiego. Pytanie tylko, czy sparzył się on już odpowiednią ilość razy, żeby spróbować teraz modelu z oddaniem decyzyjności dyrektorowi sportowemu? W mojej ocenie jest to wątpliwe, ale zwolnienia Radosława Kucharskiego też się nie spodziewałem, więc kto wie. Niech to będzie dobry prognostyk.

Tyle wyzwań, że nie pozostaje nic innego, jak tylko trzymać kciuki, aby kolejne słuszne decyzje oczarowały prezesa Mioduskiego, dzięki czemu zaufa Jackowi Zielińskiemu i pozwoli mu na większą samodzielność w budowaniu silnej Legii. Legii ofensywnej, której zawodnicy będą mieli zaszczepiony gen zwycięstwa, gen walczącego do końca Warszawiaka.

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Czy to czas na last dance Fabiańskiego?

W minioną środę Alex Crook na łamach talkSPORT poinformował, że West Ham nie przedłuży wygasającego z końcem czerwca kontraktu Łukasza Fabiańskiego. Oznacza to, że były