muci-po-golu-z-piastem

Ernest to już czas!

Ernesta Muciego wszyscy doskonale znamy, jednak gdyby ktoś kazał wymienić mi spotkanie, w którym piłkarz od początku do końca zagrał na optymalnym dla siebie poziomie od pierwszej do ostatniej minuty – byłoby dosyć ciężko. A przecież Albańczyk jest w Legii już całe 2 lata. Czego mu tak naprawdę brakuje żeby być liderem Legii? Jeśli chodzi o piłkarską stronę to chyba nic, szczególnie jak na warunki Ekstraklasy, które – umówmy się – do najwyższych nie należą. Świetne uderzenie, czy podanie. Wyjście na pozycje i ustawianie się – klasa. Technika? TOP – przyjęcie piłki i dryblingi przypominają te Luquinhasa, po których cały stadion bił Brazylijczykowi brawa. Warto wspomnieć o stałych fragmentach gry Ernesta. Gdy Albańczyk podchodzi do rzutów wolnych, zazwyczaj stwarza spore zagrożenie. Do tego kilka razy był naprawdę blisko przełamania klątwy rzutów wolnych w Legii.

Trzeba przyznać, że Muci jak na polskie warunki to piłkarz klasy „premium”, w którego warto inwestować, bo jak odpali może być jednym z najlepszych zawodników ligi. Muszę przyznać, że momentami bardzo mi przypomina innego zawodnika, którego możemy oglądać na polskich boiskach – Iviego Lopeza z Rakowa Częstochowa. Skuteczność, uderzenie z dystansu, czy minięcie rywala u Ernesta momentami wygląda bliźniaczo, jak u Hiszpana.

Początki w Legii

Sprowadzenie Ernesta do Legii od początku budziło entuzjazm u kibiców stołecznej drużyny. Po pierwsze, młody talent. Po drugie, nie tak małe pieniądze wydane za zawodnika, bo około pół miliona euro w realiach Legii to jednak wydatek. Po trzecie: fakt, że w Tiranie Muci radził sobie jak na swój wiek bardzo dobrze. Dodatkowo zawodnik przychodził jako młodzieżowy reprezentant swojego kraju, co automatycznie dodawało powagi do tego ruchu. Pamiętajmy, że deal nie był taki prosty do zrealizowania – za piłkarzem rozglądał się Hellas Verona, a konkretne w negocjacjach było też Young Boys, które miało nawet złożyć ofertę za zawodnika.  ̶J̶a̶k̶b̶y̶ ̶t̶e̶g̶o̶ ̶b̶y̶ł̶o̶ ̶m̶a̶ł̶o̶,̶ ̶T̶w̶i̶t̶t̶e̶r̶ ̶c̶h̶c̶i̶a̶ł̶ ̶o̶b̶a̶l̶i̶ć̶ ̶t̶r̶a̶n̶s̶f̶e̶r̶. W Tiranie Ernest rozegrał 64 mecze i zdobył 20 bramek, dokładając 5 asyst.

Pierwsze treningi Albańczyka zapowiadały się bardzo obiecująco, a zarówno sztab szkoleniowy Legii jak i zawodnicy stołecznego klubu byli pod sporym wrażeniem jego umiejętności.

Ernest Muci? Ten zawodnik może występować jako 10-tka, ale też kreatywna 9-tka schodząca do drugiej linii, przy zachowaniu wszystkich proporcji. Ernest ma na nazwisko Muci, ale my je delikatnie zmieniliśmy na „Messi.

Tak o Erneście wypowiadał się Czesław Michniewicz, gdy młody zawodnik dołączył do Legii. Jak widać oczekiwania względem piłkarza były bardzo duże. Jednak początki nie były takie łatwe, jakby mogło się wydawać.

Muci w Legii zadebiutował zaledwie cztery dni po dołączeniu do zespołu – początkowo jego występy były jednak dosyć bezbarwne. Pierwsze dobre spotkanie zagrał w kwietniu z Cracovią na Łazienkowskiej i był to jeden z pierwszych przebłysków Muciego w Legii. Runda wiosenna sezonu 20/21 to było jednak bardziej zapoznawanie się z zespołem i aklimatyzacja w Warszawie. Sezon 2021/22 dla Ernesta nie był najlepszy – zresztą, jak dla całej Legii. Ciężko jednak mieć do niego o to pretensje. Legia w poprzednich rozgrywkach nie była dobrym miejscem do rozwoju dla młodego zawodnika. Liczby z tamtego sezonu prezentują się następująco:

Z czego zapamiętamy Muciego w poprzednich rozgrywkach? Oto trzy moje subiektywnie najlepsze momenty w wykonaniu młodego zawodnika w poprzednim sezonie:

  1. Gol z Dinamem Zagrzeb na 1:1 w Chorwacji. Bardzo istotny gol na piekielnie trudnym terenie w spotkaniu o dużą stawkę. Popisowa akcja Muciego, przełożenie piłki, zmylenie obrońcy i precyzyjny strzał obok słupka. Dzięki tej akcji, Legia w Warszawie miała spore szanse na wyeliminowanie Mistrza Chorwacji, niestety wszyscy pamiętamy jak się skończyło.
  2. Asysta ze Spartakiem Moskwa w wygranym meczu na inaugurację rozgrywek Ligi Europy. Jedna z najpiękniejszych akcji Albańczyka w koszulce z „eLką” na piersi i bardzo ważna asysta, która była decydująca w kontekście zwycięstwa. Krążą legendy, że obrońcy Spartaka do dziś sygnalizują, że piłka wyszła za linię boczną boiska.
  3. Gol z Wisłą Płock na 1:0 w pierwszej kolejce. Przepiękne trafienie i jakże ważne! Swoją drogą, ta bramka to było odbicie lustrzane gola Guilherme z Mariehamn w 1. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów w sezonie 17/18. Piłka leciała tak szybko i z taką mocą, że bramkarz rywali mógł mieć problemy, żeby w ogóle dostrzec piłkę, a co dopiero zainterweniować.

Syndrom Piotra Zielińskiego?

Muszę przyznać, że Ernest w Legii przypomina mi grę Piotra Zielińskiego w kadrze w latach 2017 – 2020. Wszyscy pamiętamy krytyczne głosy na grę Piotrka w reprezentacji, bo jak piłkarz z takimi umiejętnościami zamiast wychodzić i pokazywać się do każdej akcji, może chować się i znikać. Obaj panowie mają olbrzymie umiejętności i potencjał na bycie liderem swojego zespołu, problem pojawia się jednak, gdy trzeba wziąć grę na siebie. A czy od Albańczyka właśnie można wymagać bycia liderem zespołu? Jak najbardziej! Nie tylko umiejętności, ale również pozycja na boisku powinna zobowiązywać do kreacji akcji ofensywnych. A trzeba przyznać, że on sam ma się od kogo uczyć, bo Josue jest zawodnikiem jakim chcielibyśmy, żeby był Muci. Może to inny profil zawodnika z zupełnie innymi zaletami, jednak grając na tej pozycji trzeba czuć odpowiedzialność za swoją drużynę i w trudnych momentach ciągnąć zespół do przodu. Miejmy nadzieję, że Albańczyk podąży drogą Polaka z Neapolu i w najbliższym czasie da kibicom warszawskiej Legii wiele radości.

Analogie do Ondreja Dudy

Kilka lat temu z Koszyc do Warszawy przyjechał pewien 20-latek. W swojej lidze coś tam pograł, do tego ofensywny pomocnik. Sytuacja bliźniacza, prawda? Jednak Ondrej już od pierwszych meczów zaczął błyszczeć. Dochodził do sytuacji, strzelał bramki i był bardzo aktywny. Czemu więc Ernestowi, nie „zażarło” od początku? Wydaje się, że podstawowym czynnikiem jest koncentracja i radzenie sobie z presją na boisku. Słowak miał zupełnie inny charakter, był to diament, który sam się szlifował. Wydaje się, że na Albańczyka wciąż trzeba chuchać i dmuchać, ale nie można tego robić w nieskończoność, prawda?

Trener Kosta Runjaić wydaje się być idealnym szkoleniowcem dla Muciego. W Pogoni potrafił znaleźć miejsce na boisku dla każdego zawodnika i odblokować piłkarzy, którzy mieli trudności w grze. Oby Niemiec był dla Muciego kimś jak Henning Berg dla Ondreja Dudy.

Dobry początek sezonu

Obecne rozgrywki Muci zaczął obiecująco. W rundę wejście miał bardzo mocne – dwie bramki i trzy asysty w pierwszych pięciu kolejkach PKO Ekstraklasy. W dalszej części sezonu było już nieco gorzej – asysta z Radomiakiem i bramka w Pucharze Polski z Wisłą Płock zamyka jego dorobek w obecnym sezonie. Wydaje się, że u Kosty Runjaicia zawodnik zrobił spory progres i stawia duży krok w przód. Patrząc na wszystkie statystyki Ernesta w obecnym sezonie, można dostrzec coraz większą pewność siebie i poprawę liczb. Warto wspomnieć, że Muci obecnie brał udział w 25% akcji bramkowych Legii. Problem jest jednak fakt, że po dwóch/trzech dobrych zagraniach Ernest zakłada „pelerynę niewidkę” niczym Harry Potter i znika na kilkanaście minut. Niestety do tego stopnia, że oglądając mecz można zapomnieć o tym, że Albańczyk dalej jest na murawie.

Perspektywy przed wiosną

Ernest Muci w sparingach prezentował się co najmniej przyzwoicie, strzelił nawet dwie bramki w meczu z serbskim Cukaricki, ostatnim spotkaniu podczas zgrupowania w Belek. Wydaje się, że sam zawodnik balansuje cały czas między pierwszym składem a ławką rezerwowych. Jego atutem jest na pewno fakt, iż dobrze odnajduje się dobrze na dwóch pozycjach. Gdy zejść musi ktoś z trójki ofensywnej – Josue, Rosołek, Carlitos – zazwyczaj wchodzi właśnie Muci. Dodatkową zaletą jest system gry, w którym jest miejsce dla dwóch „9”. Na ten moment niezdolny do gry jest Blaz Kramer, więc to Albańczyk jest pierwszy do wejścia.

Słowem podsumowania

Ernest, z ciebie to jest fajny chłopak, ale już wypadałoby powoli zacząć dawać zespołowi coś więcej, niż same przebłyski. Legia za pół roku może stanąć przed bardzo ciężkim zadaniem zastąpienia Josue, któremu wygasa umowa z klubem, a jak w Prawdzie Futbolu z Pawłem Gołaszewskim mówił dyrektor sportowy Jacek Zieliński – zatrzymanie Portugalczyka może nie być takim łatwym zadaniem. W mojej opinii zastępca już jest w klubie – kwestia dotarcia do jego głowy. Ernest wydaje się być w dobrych rękach – trener Kosta Runjaić potrafi wyciągnąć z zawodnika wszystko to co najlepsze. Runda wiosenna powinna przynieść trochę odpowiedzi na to, czy sympatyczny Albańczyk może być prawdziwym liderem klubu z Łazienkowskiej. A sezon 2023/24 będzie momentem rozliczeń dla jego gry oraz wpływu na zespół. Ostatnie miesiące mogą napawać kibiców optymizmem, ale jak będzie w rzeczywistości – przekonamy się. Miejmy nadzieję, że już niedługo poznamy nowego lidera zespołu, którym będzie Ernest Muci.

Fot. Mateusz Czarnecki

Podziel się:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on telegram
Share on whatsapp
Share on email

Zobacz również

Typer KSOL – podsumowanie po 18. i 19. kolejce Ekstraklasy

Za nami siedemnasta kolejka sezonu w wykonaniu Legionistów i jednocześnie dwudziesta kolejka typera Kilka Słów o Legii. To podsumowanie będzie o tyle wyjątkowe, że podsumujemy dwie ostatnie kolejki, ponieważ mamy zaległości w tym temacie. Sprawdźcie, którym z użytkowników Twittera poszło najlepiej z wytypowaniem wyniku „Wojskowych”.

Pusta kasa lepsza od miedziaków

Mówi się, że pieniądze nie grają. Zawsze byłem sceptyczny wobec tego stwierdzenia. Wszak przeczą mu statystyki, zresztą wystarczy obejrzeć mecze polskich drużyn w europejskich pucharach, gdy nie są już rozstawione. Nieliczne wyjątki tylko potwierdzają tę regułę. Tymczasem biedna Legia w tej rundzie punktowo 6 na 6. I pal licho te punkty. Co najważniejsze, w tych skrajnych warunkach, gdy młodzi sami muszą płacić za jedzenie, gdy toniemy w długach, gramy po prostu dobrze w piłkę. Wystarczy porównać nasze mecze z tymi rozgrywanymi przez naszych rywali, nawet tych, których plakaty nad łożkami i pod kołdrami mają mejweni. O, pardon, zapomniałbym. Ta nasza dobra gra trwa póki co 65 minut, a może cezurą jest tu wcale nie czas, lecz strata bramki. Bliżej mi do tej teorii, a tym samym wszyscy rządkiem do psychologa. Może Iga Świątek pomoże i Daria Abramowicz kogoś poleci.

Poważny sprawdzian

Legię w najbliższą sobotę czeka bardzo poważny sprawdzian w meczu z Zagłębiem. Na pewno będzie to trudniejsze spotkanie niż z Koroną, która momentami bała się grać w piłkę na Łazienkowskiej. Powodów jest kilka – zawieszenie Bartosza Kapustki, który obejrzał czwartą żółtą kartkę. Do tego dochodzi kontuzja Carlitosa, który nie zagra przez następne kilka tygodni. I powód numer 3. – Legia zmierzy się z drużyną trenera Fornalika na wiosnę, co zawsze samo w sobie jest sporym wyzwaniem.

Strzykawka z dwiema dawkami pokory

Przez 65 minut byłem zajęty przede wszystkim wymyślaniem błyskotliwego tytułu. Takiego, który oddawałby naszą świetną grę, bezradność rywala, bardzo dobry wynik. Przez ponad cztery kwadranse zastanawiałem się także nad tym, czy to my jesteśmy tacy dobrzy? Czy też Korona taka słaba. Okazuje się, że ani to, ani to. Po prostu rywale nam pomagali przez większą część meczu, my im przez mniejszą. Dlatego ostatecznie 3 punkty zostają, całe szczęście, w Warszawie.

Wracamy do gry!

Po długim oczekiwaniu wraca Ekstraklasa, a co za tym idzie Legia po niespełna 77 dniach wraca do gry o stawkę (gdyby kogoś szczególnie interesowały liczby – od ostatniego spotkania do pierwszego gwizdka w niedzielę minie około 6636600 sekund). Całe szczęście w końcu będziemy mogli zobaczyć trochę poważnego futbolu – ile można oglądać lig zagranicznych czy Mistrzostw Świata, chyba wszyscy tęskniliśmy za wieczorami z naszą kochaną ligą i nareszcie się doczekaliśmy! Na start rundy czeka nas spotkanie z przedostatnią w tabeli Koroną Kielce. Cel? Pewne zwycięstwo i 3 punkty.