Dobre, a nawet bardzo dobre CV nie sprawia automatycznie, że piłkarz stanie się gwiazdą Ekstraklasy. Przekonaliśmy się o tym już niejednokrotnie, a jednym z najlepszych tego przykładów jest Mauricio. Brazylijski obrońca, który w swojej karierze grał w Lazio i Sportingu Lizbona rozegrał w Legii zaledwie 3 spotkania.
Początki kariery
Jak nietrudno się domyśleć Mauricio swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Brazylii. Jak wielu młodych brazylijskich przyszłych piłkarzy wychował się w faweli, a piłka dała mu możliwość wyrwania się ze stron, w których króluje przestępczość i bieda. Juniorskie lata spędził w akademii jednego z gigantów brazylijskiej piłki, Palmeiras. Szansę na debiut w seniorskim zespole otrzymał w 2008 roku w wieku niespełna 20 lat.
Już w pierwszym roku gry uzbierał na swoim koncie solidne 16 występów, co jak na debiutanta i to na grającego na pozycji stopera należy uznać za solidny wynik. Co ciekawe, swojego debiutanckiego gola zdobył w meczu z Corinthians, w którym grał brazylijski Ronaldo. Mauricio nie był jednak w stanie powstrzymać wirtuoza światowej piłki, który strzelił w tamtym meczu 2 gole.
Awantura kończąca karierę w Palmeiras
W drugim roku swojej gry w barwach “Verdao” ponownie dość regularnie dostawał szansę na grę. W jednym z meczów brazylijskiej Serie A zdobył nawet swoją debiutancką bramkę. Wszystko zmieniło się jednak bezpowrotnie 18 listopada 2009 roku. Mauricio w przerwie meczu z Gremio pobił się z kolegą z drużyny, co zakończyło się dla obu czerwonymi kartkami.
Władze klubu już następnego dnia zawiesiły obu zawodników. Awantura tak naprawdę zakończyła karierę obrońcy w Palmeiras. Klub nie widział już dla niego miejsca w drużynie, co rozpoczęło serię wielu wypożyczeń do drugoligowych brazylijskich klubów: Portuguesy, Vitorii i Joinville. W każdym z tych miejsc Mauricio spędzał po jednym sezonie i stopniowo budował sobie pozycję solidnego obrońcy, lecz na poziomie Serie B.
W 2013 roku związał się definitywną umową z kolejnym drugoligowcem, Sport Recife. Nie spędził tam jednak wiele czasu, gdyż już po kilku miesiącach i zaledwie 5 występach niespodziewanie zgłosił się po niego Sporting Lizbona. Z portugalskim potentatem podpisał aż 5-letni kontrakt. W wieku blisko 25 lat zaliczył wręcz nieprawdopodobny przeskok z brazylijskiej drugiej ligi do czołowego klubu jednej z najlepszych lig w Europie.
Świetny czas w Portugalii
Ktoś mógłby pomyśleć, że sam transfer do Sportingu jest już ogromnym sukcesem dla piłkarza z brazylijskiej Serie B, a szanse na występy będzie dostawał jedynie sporadycznie. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Mauricio od samego początku sezonu miał miejsce w podstawowym składzie i nie oddał go nawet na moment przez 1,5 roczny pobyt w Lizbonie.
W trakcie gry w Portugalii dała o sobie jednak znać jego niedojrzałość i nieodpowiedzialność. Pewnego dnia o świcie został przyłapany za kierownicą swojego samochodu pod wpływem alkoholu. Sprawa nie miała jednak poważnych konsekwencji i nie wpłynęła na jego karierę w Lizbonie.
W Sportingu zadebiutował w Lidze Mistrzów, wygrał Puchar Portugalii i zaliczył łącznie ponad 50 występów. W czasie gry w Portugalii wyrobił sobie markę jednego z najlepszych obrońców tamtejszej ligi. Można domniemywać, że gdyby był kilka lat młodszy, to miałby szansę znaleźć się na radarze ówczesnego selekcjonera reprezentacji Brazylii. To właśnie brak występów w kadrze zaważył na upadku jego transferu do Manchesteru United, który jak sam mówi był nim mocno zainteresowany.
Transfer do Rzymu
Udany czas w Sportingu nie pozostał niezauważony przez kluby z najmocniejszych lig. W styczniu 2015 roku podpisał kontrakt z włoskim Lazio, które zapłaciło za niego ponad 2.5 mln euro.
Podobnie jak w Sportingu bardzo szybko wywalczył sobie miejsce w wyjściowej jedenastce. Z nowym klubem dotarł do finału Pucharu Włoch, w którym Lazio uległo po dogrywce Juventusowi.
W drugim sezonie we Włoszech bardzo długo utrzymywał miejsce w pierwszym składzie, choć z powodu urazów i zawieszeń opuścił kilka spotkań. Sytuacja diametralnie zmieniła się jednak w marcu. Brazylijczyk stracił zaufanie trenera i do końca sezonu pojawiał się na murawie bardzo sporadycznie.
Nieudany okres w Spartaku i powolny schyłek kariery
Latem kolejnego sezonu nie udało mu się odzyskać miejsca w składzie i władze rzymskiego klubu zdecydowały się wypożyczyć go do Spartaka Moskwa. Mauricio nie może jednak uznać tego okresu za udany. W pierwszy miesiącach grywał, co prawda dość regularnie, ale w rundzie wiosennej rozegrał zaledwie 2 mecze.
Po sezonie wrócił więc do Lazio, gdzie szanse na jego grę były znikome. W rundzie jesiennej sezonu 2017/2018 zagrał w barwach rzymian dokładnie przez 4 minuty. Wiadome było, że jego czas w Lazio dobiegł końca.
Krótka przygoda w Legii
Zimą 2018 roku został wypożyczony do końca sezonu do warszawskiej Legii. Liczba rozegranych minut w ostatnim roku mogła niepokoić, ale imponujące CV wzbudzało nadzieje na ciekawe wzmocnienie obrony w walce o mistrzostwo.
Jednak jeśli okres gry w Spartaku nazwałem nieudanym, to pobyt Mauricio w Legii należy nazwać katastrofą. Zadebiutował 11.03 w wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk, gdy pojawił się na murawie na ostatnie 30 minut. Brazylijczyk nie zaimponował jednak ówczesnemu trenerowi Legii, Romeo Jozakowi i kolejne mecze spędził na ławce rezerwowych.
W poprawie jego sytuacji nie pomogła nawet zmiana trenera. Dean Klafurić także nie widział dla niego miejsca w składzie. Przez cały kwiecień zagrał jedynie kilka minut w półfinałowym meczu Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze.
Prawdziwą i jak się okazało później jedyną szansę otrzymał 09.05 w domowym meczu 35.kolejki Ekstraklasy z Wisłą Płock. Brazylijczyk pojawił się w pierwszym składzie niezwykle istotnego spotkania w końcówce sezonu. Mówiąc krótko, całkowicie jej nie wykorzystał. W 81.minucie został ukarany drugą żółtą kartką i wyleciał z boiska. Jakby nieszczęść było mało po meczu wylądował w jednym ze szpitali z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu.
Dzięki bramce Cafu z 87.minuty Legia ostatecznie wygrała tamten mecz i błąd Mauricio nie miał wielkich konsekwencji. Był to jednak ostatni występ stopera w barwach Legii i po sezonie wrócił do Rzymu.
Ostatnie lata
Krótki pobyt w Legii był ostatnią częścią jego europejskiej i tak naprawdę poważnej kariery. Z Rzymu przeniósł się do Malezji, gdzie grał do 2022 roku. Następnie powrócił do ojczyzny, w której 35-letni Mauricio gra do dziś w barwach drugoligowego Chapecoense.
Fot. Mateusz Czarnecki




