W słabym sezonie można przegrać z drużyną, która walczy o zwycięstwo w lidze. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Jednak trudno jest zaakceptować porażkę po tak żenującym występie. Nasi gracze nawet chcieli. Nie można im odmówić ambicji. Niestety nie potrafili stwarzać jakiegokolwiek zagrożenia pod bramką rywali. Najlepszym podsumowaniem meczu jest to, że najlepiej wypadł bramkarz Legii. To się zdarzało w ostatnich latach bardzo rzadko. Członek sztabu, który wymyślił to, że Josue zagrał na pozycji cofniętego pomocnika, powinien zostać zawieszony do czasu, gdy rozum u rzeczonego myśliciela wróci na swoje miejsce.
Słabo
Już na samym początku Josue postanowił zanotować idiotyczną stratę. W jej wyniku Medaliki wykonywały rzut wolny na wysokości pola karnego i zrobili to co potrafią, czyli strzelili gola po dośrodkowaniu ze stojącej piłki. Portugalczyk zanotował dziś kolejny słaby mecz. I nie wyróżniał się wśród kolegów. Raków zastosował prosty manewr – zawodnicy z Częstochowy wychodzili wysoko, stosowali pressing i to wystarczyło. Legioniści pod presją podawali niedokładnie, notowali głupie straty, nie potrafili stworzyć niczego ciekawego z przodu. Jedynym jasnym punktem był Strebinger, który kilka razy ratował resztki nadziei. Co nie zmienia faktu, że w drugiej połowie zanotował fatalne wznowienie gry. Naszym problemem nie był Raków, wbrew temu, co twierdził komentator. Nasi rywale nic wielkiego nie grali. Poziom obydwu drużyn, szczególnie w pierwszej połowie, był słaby. Największą trudnością było to, że musieliśmy grać dwoma młodzieżowcami. Rosołek zagrał na swoim poziomie, ambitnie, czasami nawet był widoczny, ale prochu nie wymyślił. Natomiast Skibicki powinien ograć się w I Lidze. To mu może tylko pomóc. Próbowałem ze wszystkich sił odnotować choćby jednego dobre zagranie tego piłkarza. Nie udało mi się. Z pewnością ma więcej siły do biegania ode mnie. Jednak w konkretnych sytuacjach zagrywałbym tak samo źle jak on. W takim razie, po co przepłacać?
Gorzej
W drugiej połowie było jeszcze gorzej. O ile wcześniej potrafiliśmy chociaż zawiązać atak pozycyjny, to po przerwie Raków atakował raz po raz, a nas ratował austriacki bramkarz lub pudłował Lopez. Nieporadność Legionistów była przerażająca. Podania w aut, niecelne zagrania na kilka metrów. Nie było niczego. Koszmar sprzed kilku miesięcy powrócił. W 64. minucie na boisku pojawili się Włodarczyk i Verbic za Pekharata i Skibickiego. Jeśli chodzi o tego grę naszych napastników, to personalia nie mają najmniejszego znaczenia. Żaden z nich nie mógł zrobić niczego dobrego, ponieważ koledzy po prostu nie byli w stanie dostarczyć im piłki, a żaden z nich nie jest mobilnym dryblerem. Legijny twitter zdążył już nadać Verbiciovi miano odnowiciela i zbawcy. Pewnie jest to możliwe, ale jeszcze nie teraz. Chłopak starał się, bardzo chciał. Tylko co z tego, skoro zazwyczaj psuł poszczególne zagrania? W tym najlepszą sytuację na wyrównanie, gdy w 77. minucie dostał w polu karnym dobre podanie od Szweda i mając dużo miejsca uderzył o dwie bramki za wysoko. Jeszcze trochę chaotycznych ataków, szarż rozpaczy, bezsensownych zagrań i koniec marzeń o zdobyciu w tym sezonie Pucharu Polski stał się faktem.
Szukajmy pozytywów
Są jednak także plusy tego meczu. Znalazłem aż dwa. Po pierwsze kolejny dobry mecz zagrał nasz nowy bramkarz. Przypomina mi Arka Malarza. Skoncentrowany do końca, świetny na linii. Daje pewność drużynie. Drugim pozytywem jest to, że nie musimy już żałować tego, że Sorescu do nas nie przyszedł. Jaki on miał być świetny, wart tych eurasów. Tymczasem w dzisiejszym meczu grał jak ligowy dżemik, może minimalnie bardziej posłodzony. Żadna strata, że go u nas nie ma. Zresztą wbrew wizjom komentatorów Polsatu cały Raków żadnych cudów nie pokazał. Po prostu siedli na nas. Wystarczyło. Taki sam sposób czasami skutkował, gdy byliśmy na topie, ale wtedy mieliśmy na tyle dobrych piłkarzy, że pressing omijaliśmy i zazwyczaj rywalom zapał szybko mijał. Teraz mamy zwykłych rzemieślników. No dobra, jeszcze trzeci plus. Czasy trudne, a mamy przynajmniej spokój, przynajmniej na polu kibicowskim. Żadnych stresów, utrzymanie pewne, nerwy związane z finałem Pucharu Polski nie dla nas. Tyle tylko, że piłka nożna to przede wszystkim emocje.
Raków Częstochowa – Legia Warszawa 1:0 (1:0)
1:0 – Mateusz Wdowiak 5′
Raków Częstochowa: Kacper Trelowski – Igor Tudor, Tomas Petrasek, Zoran Arsenić – Deian Sorescu, Giannis Papanikolaou, Ben Lederman, Fabio Sturgeon (79′ Milan Rundić) – Mateusz Wdowiak, Sebastian Musiolik (46′ Vladislavs Gutkovskis), Ivi Lopez (90+2′ Marcin Cebula)
Legia Warszawa: Richard Strebinger – Mattias Johansson, Lindsay Rose, Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk – Bartosz Slisz, Josue – Kacper Skibicki (64′ Sebastian Włodarczyk), Maciej Rosołek, Filip Mladenović (79′ Rafa Lopes) – Tomas Pekhart (64′ Benjamin Verbić)
Żółte kartki: Lindsay Rose (Legia Warszawa), Giannis Papanikolaou (Raków Częstochowa), Mateusz Wieteska (Legia Warszawa), Milan Rundić (Raków Częstochowa)
Sędzia: Tomasz Musiał



